Otwierają się pomimo zakazu. "Nie dostaliśmy żadnej tarczy, stracimy pieniądze z 17 lat pracy"

Właściciel jednego z centrów rozrywki w Zamościu, gdzie można zarówno zjeść posiłek jak i wziąć udział w "laserowym paintballu", postawił wszystko na jedną kartę. W środę 6 stycznia wznowił działalność, pomimo zakazu. - Nie doczekamy się pomocy, żadnej tarczy nie dostaliśmy - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl.

Epidemia koronawirusa sprawiła, że wielu przedsiębiorców nie może normalnie funkcjonować. Obostrzenia uległy nawet zaostrzeniu - do 17 stycznia zablokowana została działalność hoteli, a restauracje mogą jedynie przygotowywać dostawy na dowóz lub wynos. 

Nowe obostrzeniaCo po 17 stycznia? Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia, co dalej z obostrzeniami

Przedsiębiorca z Zamościa: Nie jesteśmy w stanie czekać w nieskończoność na pomoc państwa 

Właściciel centrum rozrywki Laser Factory z Zamościa jest jednym z tych, którym epidemia koronawirusa dała się we znaki w wyjątkowy sposób. Obiekt, w którym zarówno można zjeść posiłek, jak i wziąć udział w rozgrywce podobnej do paintballa, tyle że z wykorzystaniem laserów, wznowił działalność 6 stycznia. 

"Po długich namysłach rozmowach z radcami prawnymi, adwokatami nie jesteśmy w stanie czekać w nieskończoność na pomoc państwa. Ratujemy się sami" - napisał na Facebooku. "Nasz lokal jest otwarty z zachowaniem reżimu sanitarnego - otwieramy lokal zgodnie z prawem" - dodał. Wyjaśnił też, że obiekt można wynająć po dokonaniu rezerwacji, przestrzegł też, by osoby chore pozostały w domu. 

"Nie dostaliśmy żadnej tarczy"

Determinacja przedsiębiorcy wynika z braku pomocy od państwa. Jak wyjaśniał w rozmowie z Gazeta.pl do żadnej tarczy nie został zakwalifikowany. Wszystko przez to, że urzędnicy porównywali działalność prowadzoną przed rozbudową z działalnością podjętą po dokonaniu dodatkowych inwestycji. Lokal rozrósł się bowiem z 200 m kw. do ponad 1000 m kw. 

- Przed pandemią mieliśmy jedną atrakcję dla naszych gości, teraz mamy ich więcej. Ale to sprawiło, że nie dostaliśmy żadnej tarczy - stwierdził właściciel obiektu w rozmowie z next.gazeta.pl. - Jeżeli będziemy czekać na lepsze jutro, to się tego jutra nie doczekamy - dodał.

Zobacz wideo Dlaczego Izrael jest liderem w szczepieniach?

Stwierdził też, że jego firma jest w ciężkiej sytuacji. - Po 17 latach spędzonych za granicą jesteśmy na wyczerpaniu. Dajemy sobie dwa miesiące. Utrzymać lokalu z samego dowozu pizzy się nie da, nie wystarcza nawet na czynsz - stwierdza. 

Lotnisko - zdjęcie ilustracyjne Nowe obostrzenia. Obowiązkowa kwarantannę dla przyjeżdżających do Polski

Lodowisko było kwiaciarnią, skończyło się karą. "Wiemy, na co się piszemy"

Przedsiębiorca odniósł się też do doniesień o lodowisku ze Szczecina, które próbowało obejść restrykcje, zamieniając się w kwiaciarnię. Obiekt ostatecznie zamknięto, pojawiły się też informacje o karze nałożonej na właściciela obiektu. 

- Będziemy walczyć o swoje. Telefony jak na razie się urywają, ale wiemy, na co się piszemy, na jaką batalię - stwierdził przedsiębiorca pytany, czy nie obawia się kontroli lub nawet kary. 

Czytaj też: Koronawirus. Lockdown w Niemczech przedłużony. Testy dla wjeżdżających

Doniesienia o przedsiębiorcach, którzy próbują prowadzić działalność pomimo zakazu, pojawiają się co jakiś czas. W przypadku jednej z siłowni tego typu działania zakończyły się wizytą policji. "Podczas kontroli policjanci zastali w lokalu jedną osobę z obsługi i 15 ćwiczących osób. Wszyscy zostali wylegitymowani. Wobec nich prowadzone będą czynności wyjaśniające o wykroczenie. W związku ze złamaniem obowiązujących obostrzeń policjanci skierują notatki służbowe do Państwowej Inspekcji Sanitarnej, która może nałożyć na te osoby wysokie kary pieniężne. Do sądu, wobec tych 16 osób, zostaną także skierowane wnioski o ukaranie za popełnione wykroczenie" - podała policja w komunikacie