Wyrok TSUE ws. kredytów frankowych. Prawniczka: Dużo szumu, mało wynikło. Ale wskazuje ważny wątek

- Być może to orzeczenie jest mniej istotne, niż się wydawało. Ale to tak naprawdę dopiero się okaże. Moje pierwsze wrażenie jest takie, że dużo szumu było wokół tego wyroku, a niewiele z niego wynikło - komentuje w rozmowie z Gazeta.pl czwartkowy wyrok TSUE ws. kredytów frankowych mec. Anna Szymańska z kancelarii ASZLEGAL.
Zobacz wideo Kluczowe dwa tygodnie dla frankowiczów. Co zmienią orzeczenia SN i TSUE?

W czwartek 29 kwietnia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odpowiedział na pięć pytań prejudycjalnych, które w związku z jedną ze spraw frankowych skierował do niego Sąd Okręgowy w Gdańsku. Prawnicy liczyli, że TSUE jednoznacznie wyjaśni, jak na gruncie dyrektywy unijnej w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich należy rozstrzygać m.in. kwestię biegu przedawnienia roszczeń banku wobec klientów.

"W grze" w polskich sądach są trzy scenariusze - że trzyletni okres przedawnienia powinien się liczyć od momentu unieważnienia umowy, zakwestionowania przez klienta umowy kredytowej (np. złożenia reklamacji, wezwania do zapłaty albo złożenia pozwu) czy od momentu podpisania "wadliwej" umowy kredytowej. Wbrew oczekiwaniom, TSUE nie zajął tutaj jasnego stanowiska uznając, że ocena ta pozostaje w gestii sądów, na podstawie przepisów krajowych.

Podobnie TSUE nie dał jasnej wskazówki ws. roszczeń za korzystanie z kapitału. Banki "straszą" klientów, że w razie unieważnienia umowy będą oczekiwały wynagrodzenia za lata, w których klient miał do dyspozycji pieniądze wypłacone mu przez bank w ramach kredytu. Szacunki tych kwot idą w setki tysięcy złotych, co może zniechęcać część frankowiczów do występowania przeciw bankom.

Prawnicy frankowiczów uważają, że takie żądania są bezpodstawne, ale mimo wszystko liczyli, że ich opinię jednoznacznie potwierdzi TSUE. Przeliczyli się. Trybunał dał jedynie do zrozumienia, że sąd powinien poinformować kredytobiorcę o skutkach prawnych unieważnienia umowy tak, aby ten miał pełną wiedzę. Jedną z konsekwencji mimo wszystko może być to, że bank będzie straszył roszczeniem z tytułu korzystania z kapitału. Czy ma ku temu jednak twarde podstawy prawne? Tutaj TSUE nie dał żadnej wykładni. 

Frank szwajcarskiWyrok TSUE ws. kredytów we frankach. Pierwsze komentarze: rozczarowanie

Sąd Najwyższy będzie musiał coś wymyślić

To, co najbardziej interesowało prawników, to odpowiedź na temat terminów przedawnienia. Tu TSUE niczego nie wyjaśnił i ostatecznie będzie to wszystko zależeć od Sądu Najwyższego

- komentuje w rozmowie z Gazeta.pl mec. Anna Szymańska z kancelarii ASZLEGAL.

11 maja 2021 r. Izba Cywilna Sądu Najwyższego w pełnym składzie odpowie na sześć pytań, które skierowała do niego Małgorzata Manowska, pierwsza prezes SN. Celem posiedzenia IC SN jest ujednolicenie linii orzeczniczej sądów m.in. właśnie w kwestii terminów przedawnienia roszczeń banków i zasadności formułowania przez nie roszczeń o korzystanie z kapitału.

Nieoficjalnie mówi się, że posiedzenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego było przesuwane dwukrotnie m.in. dlatego, żeby odbyło się już po orzeczeniu TSUE. Chodzi o to, aby polski organ miał wiedzę o tym, jak unijny trybunał zapatruje się na ww. kwestie w świetle dyrektywy chroniącej konsumenta. De facto jednak sędziowie z SN nie dostali z Luksemburga szczególnie jasnej "podpowiedzi". Wręcz - TSUE "scedował" na nich decyzję co do kierunku linii orzeczniczej.

W opinii mec. Anny Szymańskiej termin przedawnienia roszczeń banku powinien liczyć się od momentu wypłaty kapitału przez bank.

Sąd będzie musiał poinformować o skutkach unieważnienia umowy. Ale co powie?

Z orzeczenia TSUE wynika także, że sąd powinien wyczerpująco poinformować kredytobiorcę o konsekwencjach prawnych wyroku, który może polegać m.in. na unieważnieniu całej umowy. Ale powstaje pytanie, o czym konkretnie powinien powiedzieć sąd.

W moim przekonaniu to zależy od konkretnego składu sędziowskiego - co będzie on widział jako roszczenie restytucyjne. My, jako prawnicy frankowi, uważamy, że nie ma podstawy prawnej w naszych przepisach, ażeby bank mógł żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Według mnie nie będzie można mieć pretensji do sądu, jeżeli ten nie poinformuje o jakichś roszczeniach, a jednak bank z nimi wystąpi

- komentuje mec. Anna Szymańska.

Jednocześnie prawniczka zwraca uwagę na jedno ważne sformułowanie, na które w uzasadnieniu orzeczenia powołuje się TSUE. Chodzi o "kontradyktoryjność debaty". (czy "zasadę kontradyktoryjności").

Chodzi o to, aby sąd formułując informację dla konsumenta dotyczącą roszczeń restytucyjnych brał pod uwagę inicjatywę procesową  rozważył równość stron w procesie. Sprowadza się to do tego, aby nie wyręczać banku "podpowiadając", jakie może on konkretnie podnieść roszczenia. Myślę więc, że sąd będzie informował bardzo ogólnie konsumenta o tym, że bank może podnosić wobec niego roszczenie o zapłatę. Nie będzie wskazywał konkretnie, na jakiej podstawie prawnej bank może te roszczenia formułować

- uważa mec. Szymańska.

Ważna informacja dla klientów GE Money Banku

Sprawa, w związku z którą pojawiły się pytania prejudycjalne do TSUE, dotyczyła sporu frankowiczów z GE Money Bankiem (dziś BPH) i część orzeczenia trybunału jest szczególnie ważna dla innych kredytobiorców tej instytucji z powodu specyfiki proponowanych przez nią umów.

TSUE stwierdził właściwie, że nie można dzielić jednego postanowienia z umowy na część dozwoloną i niedozwoloną. W tej konkretnej sprawie według mnie trybunał stwierdził, że nie można wydzielić w umowie zapisów dotyczących marży od tych dotyczących kursu

- mówi mec. Szymańska. To dobra wiadomość dla frankowiczów.

."Rzeczpospolita": PKO BP będzie zawierał ugody z frankowiczami

Szymańska: było dużo szumu, niewiele wynikło

Być może to orzeczenie jest mniej istotne, niż się wydawało. Ale to tak naprawdę dopiero się okaże. Moje pierwsze wrażenie jest takie, że dużo szumu było wokół tego wyroku, a niewiele z niego wynikło. Jeśli chodzi o formułowanie roszczeń dotyczących przedawnienia, to dla mnie ten wyrok niewiele wniósł. Dowiemy się dopiero od Sądu Najwyższego, jak rozumieć przepisy zgodnie z dyrektywą

 - mówi mec. Szymańska. Prawniczka zwraca jednak przy tym także uwagę na pewien akcent w jej odczuciu położony w orzeczeniu TSUE.

Nam jako prawnikom zależy na unieważnianiu umów. Moje pierwsze wrażenie jest takie, że wyrok TSUE trochę otwiera możliwość do pozostawiania umów w mocy. Bardziej podkreśla się rolę "odfrankowienia" umowy [tj. umowa pozostaje w mocy, ale z "wygumkowaną" kwestią przeliczenia i zadłużenia na franki - red.] niż unieważnienia, jakkolwiek w dalszym ciągu pozostawia się tę decyzję o unieważnieniu konsumentowi

- komentuje mec. Szymańska.

Więcej o: