Inflacja straszy, złoty nie pomaga. Borowski: Mamy do czynienia z pewnym rozchwianiem polityki pieniężnej

Maria Mazurek
Polska gospodarka zaczyna się przegrzewać, narasta presja inflacyjna, a NBP nie reaguje wystarczająco. - Odnoszę silne wrażenie, że doszło do odwrócenia w hierarchii celów polityki pieniężnej, której głównym celem stało się wspieranie polityki gospodarczej rządu - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Bank właśnie przedstawił nowe prognozy gospodarcze, w tym dla kursu złotego.

Czwarta fala, trzecia dawka szczepionki, kolejny wariant - co dalej z koronawirusem i jak będą wyglądać szczepienia i obostrzenia? Stopy procentowe - dlaczego tak dużo teraz się o nich mówimy, czy jeszcze mogą wzrosnąć i co to oznacza dla naszych portfeli? Nowy rok, nowe, wyższe rachunki - za co będziemy płacić więcej i o ile, czy tarcza antyinflacyjna pomoże i komu? Wybierzcie temat rozmowy z ekspertem w programie Q&A - zapraszamy do głosowania pod tym linkiem.

Maria Mazurek, Next.gazeta.pl: Inflacja straszy, ale z drugiej strony mamy lepsze od spodziewanych informacje o PKB w trzecim kwartale. Jak pan teraz widzi polską gospodarkę?

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole: Właśnie podnieśliśmy prognozę wzrostu gospodarczego na ten rok do 5,2 proc. z 4,9 proc. - po lepszym od oczekiwań trzecim kwartale i dobrych danych za październik. Te dane, a także dane o koniunkturze w listopadzie, wskazują, że całe drugie półrocze może być trochę lepsze niż wcześniej się spodziewaliśmy. Ścięliśmy za to prognozę na przyszły rok - z 4,7 proc. do 4,3 proc. wzrostu PKB.

Adam Glapiński i Mateusz MorawieckiSą nowe dane o PKB Polski. I są zaskoczenia. Ważne dane w kontekście stóp

Przez inflację?

To pierwszy czynnik, który spowolni naszym zdaniem wzrost konsumpcji w przyszłym roku, mimo pakietu antyinflacyjnego. Naszym zdaniem inflacja w 2022 roku wyniesie średniorocznie 6 proc., w tym ma to być 5 proc. Ten wzrost nastąpi głównie z powodu szybciej rosnących cen żywności. Nasza prognoza inflacji opiera się oczywiście na pewnych kluczowych założeniach, które muszą być spełnione, między innymi dotyczących kursu walutowego. Wolniejszy wzrost konsumpcji w 2022 r. zakładaliśmy już jednak w poprzedniej prognozie. Główną przyczyną obniżenia prognozy wzrostu gospodarczego w 2022 r. jest obniżenie wkładu przyrostu zapasów. Ich wzrost podbije PKB w 2021 r. znacznie silniej niż oczekiwaliśmy. Brak materiałów, surowców i półproduktów skłonił wiele firm do zwiększenia zapasów w tym roku. W przyszłym roku brak ten będzie coraz mniej dotkliwy i przyrost zapasów będzie mniejszy niż w 2021 r.

Fabryka samochodów, zdjęcie ilustracyjne.Zamiast "just in time" jest "just in case". Firmy gromadzą zapasy jak nigdy

Kurs złotego budzi ostatnio sporo emocji z racji słabości polskiej waluty, widzieliśmy nawet przebicie 4,70 za euro. Co nas może czekać w przyszłym roku?

W naszej prognozie nie zakładamy istotnego umocnienia złotego, widzimy raczej płaską ścieżkę kursu, w przypadku euro będą to okolice 4,60 zł. To dlatego, że uważamy, że NBP nie będzie chciał znacząco podnieść stóp procentowych, te podwyżki będą, ale wyraźnie mniejsze niż oczekuje rynek. W takiej sytuacji złoty nie będzie się umacniać, raczej bardziej możliwa jest presja na jego osłabienie, którą od połowy roku mogą podbić podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. A słaby złoty podbija inflację. Z drugiej strony, elementem istotnym dla kursu złotego, a zatem i inflacji, jest dyskusja dotycząca Krajowego Planu Odbudowy. Złagodzenie sporu między Polską a UE uruchomi napływ środków, które będą wspierać popyt i inwestycje, szczególnie publiczne. Poza tym, jeśli Polska porozumie się z Brukselą, zejdzie z drogi eskalacji, to dla inwestorów zmniejszy się premia za ryzyko, bo zmniejszy się prawdopodobieństwo polexitu. I to złotemu powinno pomagać.

Te dwa czynniki naszym zdaniem będą się równoważyć, co zaowocuje wspomnianym wypłaszczeniem notowań polskiej waluty względem euro. Jeśli chodzi o Krajowy Plan Odbudowy, to jesteśmy ostrożnymi optymistami. Zakładamy, że to porozumienie w przyszłym roku nastąpi, ale wyraźny napływ pieniędzy z tego źródła zobaczymy dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Oczywiście, są czynniki ryzyka dla tego scenariusza, takie jak rozwój sytuacji pandemicznej. Mieliśmy pewien kłopot z tym, jaki scenariusz przyjąć, ale ostatecznie zwyciężyła opcja optymistyczna, na którą wskazują pierwsze doniesienia wirusologów, czyli że ten wariant, będąc bardziej zakaźnym, jednocześnie będzie mniej groźny pod względem przechodzenia COVID-19. Jego wysoka zaraźliwość może paradoksalnie skrócić długość czwartej fali zakażeń.

Więcej wiadomości gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl. 

Czyli jeśli pandemia się uspokoi i nie pojawi się żaden niespodziewany, duży szok, złoty będzie zachowywać się w miarę spokojnie, inflacja średnio w przyszłym roku wyniesie 6 proc. Ludzie - konsumenci - zwracają jednak uwagę na miesięczne dane, jakie mogą być najwyższe wartości, szczyty inflacji?

Szczyt właśnie mijamy, w tym kwartale. Na początku przyszłego roku spodziewamy się 6,9 proc. rok do roku - tutaj widoczny będzie silny efekt tarczy antyinflacyjnej. W drugim kwartale, kiedy tego efektu już nie będzie i paliwa zaczną drożeć, prognozujemy 7 proc. inflacji, w trzecim 6,1 proc., a w czwartym wyraźniejszy spadek, do 4 proc. - choć taki koniec przyszłego roku zakładaliśmy jeszcze zanim pojawił się pomysł tarczy. Jej wpływ będzie krótkookresowy.

Inflacja jest wysoka nie tylko w Polsce, co pozwala rządzącym, także władzom sterującego polityką monetarną NBP, prowadzić narrację opierającą wzrost cen na czynnikach zewnętrznych, na które nie mamy wpływu. Jak może to wyglądać w najbliższej przyszłości - inflacja w Polsce według państwa prognoz ma pozostać podwyższona, a jak to będzie wyglądać w innych państwach, czy zobaczymy rozjazd z sytuacją na zachodzie Europy?

W strefie euro w przyszłym roku spodziewamy się jeszcze wzrostu inflacji, ale oczywiście wciąż będzie to poziom wyraźnie niższy niż u nas, około 3 proc. Inflacja w Polsce będzie bardziej uporczywa, niż na zachodzie, a to dlatego, że nasza gospodarka wchodzi już w fazę przegrzania, będzie rosnąć presja inflacyjna związana z brakiem rąk do pracy, który będzie wzmagał presję płacową. Drugi powód to spodziewana przeze mnie niedostateczna reakcja RPP dotycząca polityki pieniężnej i dlatego nasza inflacja będzie bardziej uporczywa niż w krajach regionu, Czechach i Węgrzech, gdzie reakcja polityki pieniężnej jest wyraźnie silniejsza.

Zobacz wideo Świat ma teraz problem nie tylko z cenami energii. Drożeje niemal wszystko

Jak zatem ocenia pan działania NBP?

Moim zdaniem polityka pieniężna NBP jest w tej chwili niespójna. Wydaje mi się, że prezes Adam Glapiński chciałby z jednej strony mieć niższą inflację i próbuje nam to przekazać, jednak nie na tyle, by akceptował silne umocnienie złotego wywołane przez znaczące podniesienie stóp procentowych. A tylko silne umocnienie kursu polskiej waluty jest narzędziem pozwalającym oddziaływać w sposób znaczący i szybki na inflację. W jego ostatnich wypowiedziach wybrzmiewa również, że nie akceptuje on wzrostu bezrobocia jako nieodłącznego kosztu obniżania inflacji. Wyższe bezrobocie to cena, którą płacimy za obniżenie presji płacowej, podwyższonych oczekiwań inflacyjnych i inflacji. Mamy zatem sytuację, w której stabilność cen nie jest traktowana przez prezesa NBP w sposób jednoznacznie priorytetowy.

Ja odnoszę silne wrażenie, że doszło do odwrócenia w hierarchii celów polityki pieniężnej, której głównym celem stało się wspieranie polityki gospodarczej rządu, a obniżanie inflacji zeszło na dalszy plan. Łatwiej to dostrzec, gdy przeanalizuje się reakcje innych banków centralnych w regionie na podwyższoną inflację. W przypadku Czech i Węgier mamy do czynienia z wyraźnym podporządkowaniem polityki stóp procentowych realizacji celu inflacyjnego. Międzynarodowy standard, jakim jest niezależność banku centralnego, został stworzony właśnie po to, by w warunkach szoku inflacyjnego bank centralny mógł skupić się na stopniowym i konsekwentnym zmniejszaniu presji inflacyjnej.

W tym kontekście w przestrzeni komentarzy - nie ze strony ekonomistów - pojawiają się pewne skojarzenia z Turcją, raczej chyba mocno przesadzone.

Odniesienia do Turcji są oczywiście kompletnie nieuzasadnione, z wielu powodów. Po pierwsze, Polska jest członkiem UE, po drugie, NBP jest bankiem niezależnym, nie da się zmieniać jego prezesa z dnia na dzień, nie da się narzucać mu polityki pieniężnej. W Polsce jest też duża świadomość negatywnych efektów podwyższonej inflacji i związana z nią presja społeczna. Dla wysokiej inflacji i niestabilności kursu walutowego nie ma u nas akceptacji społecznej. Gdy kurs złotego przebił poziom 4,70 za euro, mieliśmy interwencje słowne, zarówno ze strony prezesa NBP, jak i premiera.

Mamy natomiast do czynienia z sytuacją, którą określiłbym jako pewne rozchwianie polityki pieniężnej, to właśnie ta wewnętrzna niespójność, o której już wspominałem. W tej chwili polityka pieniężna powinna być zorientowana na obniżenie inflacji do poziomu 2,5 proc. w pierwszym półroczu 2023 roku. Niestety, wydaje się, że ten cel został przedefiniowany. Widać w wypowiedziach nie tylko prezesa NBP, ale również niektórych członków Rady, w tym jastrzębich, czyli zwolenników większych podwyżek stóp, że satysfakcjonować ich będzie inflacja poniżej 3,5 proc. Przypomnijmy - od 2004 r. celem inflacyjnym NBP jest 2,5 proc. z dopuszczalnym zakresem wahań o 1 punkt procentowy w obie strony, co powinno być interpretowane jako dążenie do tych 2,5 proc. właśnie, a nie do górnej granicy odchyleń od tego celu. Dokładnie tak ten cel jest interpretowany przez banki centralne realizujące strategię bezpośredniego celu inflacyjnego.

Myślę, że po grudniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej inwestorzy zorientują się, że nie dostarczy ona takich podwyżek stóp procentowych, jakie obecnie wycenia rynek. I to będzie negatywne dla złotego.

To posiedzenie już 8 grudnia. O ile pana zdaniem wzrosną stopy?

Według mnie w grudniu będzie podwyżka o 50 punktów bazowych, taką samą zobaczymy w styczniu. I na tym koniec, cykl podwyżek zakończy się na poziomie 2,25 proc. Nasilenie pandemii w Europie i związane z nią dalsze pogorszenie nastrojów konsumenckich w Polsce, a także wprowadzenie tarczy antyinflacyjnej mogą jednak sprawić, że RPP poprzestanie na podwyżce grudniowej.

W przyszłym roku nastąpi też stopniowa wymiana RPP. Co to może zmienić w polityce pieniężnej?

Moim zdaniem niewiele. Na początku roku wymieni się tylko dwóch członków senackich, w przypadku których możemy oczekiwać relatywnie wysokiej awersji do inflacji. Natomiast jeśli chodzi o członków wybieranych przez prezydenta i Sejm, myślę, że nie będą to osoby, których wybór istotnie wpłynie na nastawienie większości Rady. Zakładam, że nowi członkowie będą co do zasady podzielać ocenę prezesa dotyczącą sytuacji gospodarczej i potrzeb zaostrzania polityki pieniężnej - będzie nim na drugą kadencję Adam Glapiński, na ten moment wszystko na to wskazuje.

Petuniabukta, Spitsbergen. Ślady odciśnięte w podmokłej tundrze. Trudno określić, sprzed jakiego okresu pochodzą, ale są to lata.Resztki. Tu mogła się wydarzyć arktyczna gorączka surowcowa. To jej pozostałości

Więcej o: