Co podrożeje w 2022 r.? Mamy kilka typów. Ale podejrzane jest wszystko [WYKRES DNIA]

Mikołaj Fidziński
Prąd, gaz, żywność - to przede wszystkim ma podrożeć w 2022 r. Ale tak naprawdę sytuacja w polskiej gospodarce sprzyja temu, żeby drożało niemalże wszystko. Szykuje się naprawdę ciężki rok jeśli chodzi o rosnące ceny.

Prognozy inflacji na 2022 rok - z perspektywy tego, do czego od lat jesteśmy przyzwyczajeni - wyglądają jak ponury żart albo kpina. Polski Instytut Ekonomiczny stawia, że średnioroczna inflacja w 2022 r. (czyli średnia z comiesięcznych odczytów inflacji rocznej w 2022 r.) wyniesie aż 7,3 proc. To i tak nie tak dużo na tle niektórych innych prognoz - według ekonomistów mBanku wskaźnik ten sięgnie 7,7 proc., według ekspertów z BNP Paribas - aż 8,2 proc.

Ciężka ma być przede wszystkim pierwsza połowa roku, uruchamiana przez rząd tarcza antyinflacyjna tylko nieznacznie "zbije" tempo wzrostu cen (a de facto po prostu przesunie ich efekt w czasie). Można żonglować prognozami - członek Rady Polityki Pieniężnej Kamil Zubelewicz w rozmowie z Interią mówi, że "nie chciałby nikogo straszyć", ale nie wyklucza w którymś z miesięcy 2022 r. odczytów inflacji rocznej rzędu powyżej 10 proc. Prognoza Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje szczyt inflacji w przyszłym roku na poziomie 9 proc. w czerwcu, BNP Paribas nawet na 9,6 proc. 

W dalszej części 2022 r. inflacja według wszelkich prognoz (poniżej Polskiego Instytutu Ekonomicznego) ma zwalniać, acz odczyty rzędu 5-6 proc. pod koniec roku to i tak piekielnie dużo. 

embed
Zobacz wideo Czy inflacja jest poza kontrolą? Borys: Wydaje mi się, że nie
  • Więcej o cenach w 2022 r. przeczytaj na Gazeta.pl

Jarmark Świąteczny Toruń (zdjęcie ilustracyjne)Jarmarki świąteczne. Niemcy odpuszczają, Polacy celebrują. Ceny zwalają z nóg

Co podrożeje w 2022 r.? Gospodarka pod dyktando cen prądu i gazu

Co podrożeje w 2022 r.? Oczywiście przyszłość ciężko w pełni przewidzieć. W 2021 r. zaskoczyła np. skala ożywienia gospodarczego, która przyczyniła się do wzrostu cen energii, surowców czy frachtu. Nie sposób przewidzieć czynników geopolitycznych, które mogą wywrócić do góry nogami choćby prognozy cen ropy naftowej. Wciąż czynnikiem ryzyka dla globalnej gospodarki jest pandemia, a to też ma wpływ na ceny. Podobnie jak czynniki pogodowe wpływają na wahania cen produktów żywnościowych.

Niemniej co nieco oczywiście już wiadomo. Trudno nie zacząć "wyliczanki" od cen prądu czy gazu. W piątek 17 grudnia br. Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził taryfy, zgodnie z którymi od stycznia za prąd przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci o 24 proc. więcej, a za gaz o 54 proc.

W przypadku podwyżek cen prądu URE wylicza, że przeciętne gospodarstwo domowe zapłaci więcej o ok. 21 zł netto miesięcznie. Wyższe ceny gazu dotkną przede wszystkim domostwa ogrzewające się gazem - one średnio zapłacą aż o 174 zł netto więcej. Te kalkulacje "zgrywają się" z tym, co mówi Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" - że dla przeciętnej rodziny rachunki za prąd wzrosną o 300-400 złotych w skali roku, a w przypadku gazu podwyżki mogą sięgać nawet 1,5-3 tys. zł.

W pierwszych miesiącach 2022 r. pełnej skali podwyżek nie zobaczymy na rachunkach z powodu tarczy antyinflacyjnej. W jej ramach czasowo (od stycznia do marca włącznie) obniżony zostanie VAT na energię elektryczną z 23 do 5 proc., a na gaz ziemny i energię cieplną - z 23 do 8 proc.

Rząd zapewnia, że w razie potrzeby przedłuży działanie tarczy. Ale jak długo będzie to robił? Razem z innymi elementami tarczy (obniżka akcyzy na paliwo, wdrożenie dodatku osłonowego) to na razie łączny koszt 10 mld zł. Kiedy tarcza wygaśnie, gospodarstwa domowe w końcu odczują pełne koszty podwyżki cen mediów. "Tarcza tylko zmniejszy skalę problemu" - uważają ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Rosnące ceny surowców (nie tylko energetycznych) oznaczają jednak de facto ryzyko znacznie szerszej fali podwyżek cen. To wszak także oczywiście wyższe koszty dla firm. Mogą być one przerzucane przynajmniej w części na ceny produktów i usług. Można się spodziewać wyższych czynszów choćby z tytułu wzrostu kosztów oświetlenia i ogrzewania części wspólnych.

Z obecnej perspektywy nieco mniej paląca jest kwestia paliw. Ropa w ostatnim miesiącu potaniała na światowych rynkach o ponad 10 proc. (choć wciąż jest bardzo droga!), czasowo (przynajmniej do maja 2022 r.) ceny paliw obniża też niższa akcyza z tytułu tarczy antyinflacyjnej. "Ryzyko dla cen ropy naftowej (i w konsekwencji cen paliw) skierowane jest jednak w górę" - uważają ekonomiści BNP Paribas.

embed

Liczniki elektryczne (zdjęcie ilustracyjne)Ceny prądu i gazu podbijają prognozy. "Stolik prognostyczny wywrócił się"

Żywność

Wzrost cen gazu poczujemy także przy sklepowych półkach. Wzrost cen żywności ma sięgać ok. 5-9 proc. rok do roku.

Efektem ubocznym drożejących surowców energetycznych będzie szybszy wzrost cen żywności. Wydatki na gaz ziemny stanowią główny koszt produkcji nawozów - wzrost cen błękitnego paliwa uderzy w opłacalność produkcji rolnej. W efekcie spodziewamy się wyższych cen m.in. warzyw i owoców - łącznie dynamika cen żywności wyniesie około 8-9 proc. w II kwartale 2022 r., następnie powinna stabilizować się w okolicach 5 proc. rocznie

- prognozują eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wzrostu cen żywności w granicach 7 proc. rocznie oczekują z kolei ekonomiści BNP Paribas.

Papier toaletowy (zdjęcie ilustracyjne)Jak ceny w górę, to i papier toaletowy droższy. Duuużo droższy. Prawie luskus

Inflacja bazowa - presja płacowa zrobi swoje

Tak naprawdę o obecnej inflacji trudno powiedzieć, że jest napędzana przez jakieś konkretne czynniki i bardzo możliwe, że tak będzie też w 2022 r. Inflacja idzie w Polsce niepokojąco szeroką ławą, jak tyraliera. Analiza Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że obecnie w tempie ponad 3,5 proc. rok do roku drożeje już ponad połowa produktów w koszyku inflacyjnym GUS.

embed

Wysoki popyt oraz szybki wzrost dochodów będą stymulować inflację bazową - prognozują ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Zresztą nie tylko oni - to dość popularny pogląd. Inflacja bazowa to tempo wzrostu cen "oczyszczone" ze zmian cen żywności i energii. Inflacja bazowa ma być nakręcana w 2022 r. m.in. przez bardzo dobrą sytuację na rynku pracy. Przedsiębiorcy zmuszeni do podnoszenia pensji w celu zatrzymania lub skuszenia pracowników będą odbijać sobie to w cenach przeróżnych swoich produktów i usług. 

Wciąż najszybciej będą rosnąć ceny usług. Dynamika wzrostu wynagrodzeń w najbliższych latach pozostanie zbliżona do 8 proc., a przedsiębiorcy będą przenosić rosnące koszty pracy na konsumentów. Badanie Szybki Monitoring NBP wskazuje, że presja płacowa jest obecnie podobnie wysoka jak w 2019 r., a rosnący niedobór wykwalifikowanych pracowników dodatkowo ją pogłębi

- komentują eksperci PIE. Według nich inflacja bazowa w 2022 r. będzie wynosić ok. 3,5-4 proc., w prognozie BNP Paribas to ok. 4-6 proc. 

W tle majaczy się także ryzyko rozkręcenia się tzw. spirali cenowo-płacowej. To sytuacja, w której podwyżki cen i wynagrodzeń będą się nawzajem nakręcały i inflacja w końcu naprawdę wymknie się spod kontroli. Ekonomiści PIE uważają to ryzyko za największe dla polskiej gospodarki w 2022 r.

Pracownicy oczekują utrzymania się wysokiej inflacji i w konsekwencji żądają wyższych zarobków, aby wartość ich dochodów pozostała stabilna. Sytuację pogarsza rosnący niedobór pracowników. Problem ma obecnie podobną skalę jak w 2019 r. Dane GUS wskazują, że łączna liczba wolnych miejsc pracy przekracza 153 tys. - to porównywalny poziom do okresu sprzed pandemii. Ankietowani przedsiębiorcy coraz częściej traktują to jako barierę rozwojową, co rodzi ryzyko utraty konkurencyjności. Problem występuje we wszystkich głównych gałęziach gospodarki. Coraz większa liczba sektorów wykazuje dodatnią korelację między problemami z pozyskaniem siły roboczej a perspektywą podnoszenia cen w najbliższym czasie, jak i o tej w 2022 r.

- piszą eksperci z PIE.

Raty kredytów ostro w górę

Efektem walki Narodowego Banku Polskiego z wysoką inflacją - prowadzonej m.in. za pomocą podwyżek stóp - są i będą bardzo znaczące wzrosty rat kredytów mieszkaniowych w złotych. Mechanizm jest prosty - od poziomu stóp w kraju (i oczekiwań co do ich wysokości) zależy rynkowa stopa WIBOR, na której z kolei bazuje oprocentowanie zdecydowanej większości kredytów złotowych.

Coraz częściej pojawiają się prognozy i obawy, że referencyjna stopa procentowa NBP wzrośnie nawet do 3,5-4 proc. w 2022 r. Na razie to 1,75 proc., stawka WIBOR 3M to już 2,37 proc. Jeszcze na początku października główna stopa BNP wynosiła tylko 0,10 proc., a WIBOR 3M ok. 0,25 proc.

Przed cyklem podwyżek stóp, rata modelowego kredytu na 25 lat na 400 tys. zł z oprocentowaniem 2,30 proc. marży plus WIBOR 3M wynosiła ok. 1 805 tys. zł. Po dotychczasowych podwyżkach to już ok. 2 260 zł. Gdyby stawka WIBOR 3M wzrosła np. do 4 proc., rata podskoczy do ok. 2 650 zł, a przy WIBOR-ze 4,50 proc. będzie to już ok. 2 780 zł.

Słowem - należy się przygotować, że raty kredytów w złotych w 2022 r. będą nawet i o połowę wyższe niż przed rozpoczęciem cyklu podwyżek. Oby (z perspektywy kredytobiorców patrząc) okazało się, że to czarny, a nie łagodny scenariusz wydarzeń.

embed

Polski Ład podniesie ceny?

Część ekonomistów przewiduje, że przedsiębiorcy będą próbowali odbijać sobie wyższe podatki w ramach Polskiego Ładu (wejdzie w życie 1 stycznia 2022 r.) w cenach swoich produktów i usług. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

Jednocześnie Polski Ład zakłada, że dla grup nisko i średnio zarabiających takie samo wynagrodzenie brutto będzie oznaczało więcej "na rękę". Do tych osób mają popłynąć dodatkowe środki w kwocie od kilkudziesięciu do nawet ponad 160 zł na miesiąc. To więcej pieniędzy do wydania, co również jest czynnikiem mogącym działać proinflacyjnie.

Jest też trzeci aspekt Polskiego Ładu - to finanse samorządów, uszczuplone wskutek reformy podatkowej. Rząd zapewnia, że dosypie im pieniędzy, ale część lokalnych władz mówi "będzie tego za mało!". Efekt? Samorządowcy straszą, że mogą poszukiwać dodatkowych wpływów do lokalnych budżetów w kieszeniach mieszkańców, np. podnosząc podatki czy opłaty lokalne (np. od nieruchomości), czynsze za lokale, opłaty za wodę, ścieki czy wywóz śmieci albo ceny biletów na komunikację miejską. 

Mieszkania wciąż będą drożej, choć trochę wolniej

Wzrostu cen mieszkań o ok. 5 proc. oczekują ekonomiści PKO Banku Polskiego. O mieszkaniach droższych o 5-10 proc. mówią eksperci z Think Tanku HRE. De facto jednak ceny mieszkań powinny rosnąć wolniej niż w 2021 r. 

Za dalszym wyraźnym wzrostem cen mieszkań nadal jest trochę argumentów. To m.in. wspomniana już wyżej presja płacowa z powodu niedoboru pracowników albo wysokie ceny działek. Ale to też "wina" materiałów budowlanych, które w 2022 r. według ekspertów wciąż mają mocno drożeć. Według danych grupy PSB, w listopadzie średnio ich ceny były o ponad 20 proc. wyższe niż przed rokiem, w tym o kilkadziesiąt procent podrożały m.in. płyty OSB, sucha zabudowa czy izolacje termiczne. Według portalu RynekPierwotny.pl, w 2022 r. nawet kilkudziesięcioprocentowe tempo wzrostu może dotknąć m.in. ceny cementu, kruszyw czy drewna. 

Z drugiej strony, na horyzoncie pojawiają się "kontrargumenty" dla wzrostów cen mieszkań. To m.in. drożejący kredyt, prawdopodobne zaostrzenie polityki kredytowej banków, a także rosnąca podaż mieszkań. To - jak wyjaśniają ekonomiści PKO BP - projekty rozpoczynane w 2021 r. podczas boomu mieszkaniowego, które teraz będą oddawane do użytku.

Ba, o ile wzrost cen mieszkań o ok. 5 proc. w 2022 r. to scenariusz bazowy ekonomistów PKO BP, to rozrysowali oni i scenariusz pesymistyczny. Zakłada on szokową reakcją na kolejne podwyżki stóp procentowych, która zahamuje popyt na mieszkania. Gdy zbiegnie się ona z rosnącą podażą mieszkań, może wręcz poskutkować znacznym spadkiem cen.

Więcej o: