Polski Ład. Kaczyński i Morawiecki szukają winnego, a on jest bardzo blisko [WYKRES DNIA]

Polski Ład trzeba łatać, bo jego twórcy byli "całkowicie niezainteresowani, aby przedsięwzięcie się udało" - mówi Jarosław Kaczyński. Premier Morawiecki straszy z kolei, że być może nie wszystkie głowy odpowiedzialne za klapę programu jeszcze spadły. W poszukiwaniu osób, które sabotowały reformę podatkową, śmiało premier oraz prezes PiS mógliby spojrzeć w lustra.
Błędem fundamentalnym było to, że powierzono przygotowanie systemu ludziom, którzy, jak mi się wydaje, byli całkowicie niezainteresowani tym, aby przedsięwzięcie się udało

- to słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wywiadu dla Polskiego Radia 24 z 16 lutego br. Na początku miesiąca Kaczyński w rozmowie z PAP żądał decyzji personalnych w związku z klapą Polskiego Ładu.

Przypuszczam, że ci, którzy to przygotowywali na poziomie politycznym, półpolitycznym, niezupełnie zapanowali nad tym, co jest im podległe i tam, być może, zadziałał brak dostatecznych kwalifikacji, być może także i brak dobrej woli

- mówił prezes PiS. Wkrótce pracę stracili minister finansów Tadeusz Kościński oraz wiceminister Jan Sarnowski. Resort opuściła też dyrektor generalna Renata Oszast.

W sobotę 19 lutego premier Mateusz Morawiecki straszył, że fala zwolnień być może jeszcze nie opadła.

Oczywiście wszelkie niedoskonałości, błędy, które zostały popełnione, muszą zostać naprawione. Konsekwencje personalne również zostały wyciągnięte. Jeśli trzeba będzie, to będą jeszcze dalej wyciągnięte

- mówił Morawiecki.

Zresztą w poniedziałkowej rozmowie z "Rzeczpospolitą" były już minister finansów Tadeusz Kościński trochę się odwinął i bronił. Twierdził, że słowa Kaczyńskiego o osobach niezainteresowanych powodzeniem reformy podatkowej nie były kierowane do niego, ale było to "ogólne określenie tego co się dzieje w Ministerstwie Finansów". 

Naszym zleceniodawcą był głównie pan premier. A on zbierał wszystkie pomysły, które wychodziły z Nowogrodzkiej, z innych ministerstw i z różnych instytucji, na przykład Polskiego Instytutu Ekonomicznego

- mówił Kościński. Rzucił też nazwiskami. Według niego temat mieli "głównie pchać" Jan Sarnowski, Piotr Patkowski i Piotr Arak. Patkowski wciąż jest wiceministrem finansów, Arak szefem PIE.

Zobacz wideo Czy Polski Ład wytrzyma zderzenie z rzeczywistością? Defratyka: Nie

Karnawał w Wenecji powrócił i przyciąga tłumy. Do miasta przybyło 69 tys. turystów [ZDJĘCIA]Karnawał w Wenecji powrócił i przyciąga tłumy [ZDJĘCIA]

Polski Ład, czyli jak wkurzyć ludzi obniżką podatków

Rządowi Zjednoczonej Prawicy udała się rzecz niebywała - popsuto obniżkę podatków. Bo tak - spartolono ją niebywale. Oczywiście, być może jest trochę tak, że krzyk osób, które na reformie tracą, jest lepiej słyszalny niż cisza szerszego grona osób, które na Polskim Ładzie coś tam zyskały. Ale liczba luk, dziur, niedociągnięć i wpadek w reformie podatkowej jest taka, że węzeł gordyjski przy obecnym polskim systemie podatkowym w 2022 r. to skromniutki supełek.

- Polski Ład uczynił przepisy podatkowe PIT najbardziej skomplikowanymi w historii - komentuje Małgorzata Samborska, partner i doradca podatkowy z Grant Thornton.

Polski Ład jest też kukułczym jajem którego nikt nie chce wziąć w swoje ręce obejmując wakat na stanowisko ministra finansów. Eksperci podatkowi coraz częściej mówią - Polskiego Ładu naprawić się nie da, najlepiej byłoby go zaorać i profesjonalnie napisać od nowa. Problem w tym, że cofając reformę część osób by straciła, a to jest niewykonalne nie tylko politycznie, ale i prawnie (w ciągu roku można wprowadzać tylko takie zmiany, na których podatnik nie straci). Trzeba więc brnąć.

Kaczyński sugeruje wprost - Polski Ład padł ofiarą sabotażu. Morawiecki zdaje się mu sekundować. Czy przy reformie pracował "kret"? Wszystko jest możliwe. Ale wydaje się, że główny winowajca jest znacznie bliżej. To sam Kaczyński i jego poplecznicy, którzy zarządzili niebywały pośpiech przy bardzo skomplikowanej reformie - przy której potrzebny był skalpel, nie siekiera.

Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki"Gazeta Wyborcza": Kaczyński wierzy, że Polski Ład poległ przez spisek

Polski Ład od początku walczył z czasem

Tabuny ekspertów - ekonomistów, księgowych, doradców podatkowych - apelowało do Zjednoczonej Prawicy: przełóżcie reformę na 2023 r., jest za mało czasu, ustawa ma kilkaset stron i jest trudna, będą kłopoty. Ta pozostawała jednak głucha na alarmy. Nieoficjalnie słyszymy o wielkim parciu rządu na to, aby reforma koniecznie weszła w życie już w 2022 r.

Doskonale harmonogram prac nad Polskim Ładem podsumowuje w wątku na Twitterze Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego.

Warto przypomnieć pokrótce, co działo się wokół reformy podatkowej. Nad jej zarysem pracowano w zaciszu gabinetów miesiącami, by ostatecznie Kaczyński i Morawiecki pokazali ją 15 maja 2021 r. Już wtedy pojawiają się pierwsze głosy, że siedem i pół miesiąca na napisanie ustaw, proces legislacyjny i wdrożenie przepisów (nauka nowych przepisów, dostosowanie systemów księgowych itd.) to plan ambitny.

Czas mija, szybko od Polskiego Ładu zaczyna się dystansować Porozumienie Jarosława Gowina, prace zaczynają być topione przez utarczki w koalicji. Ostatecznie Ministerstwo Finansów pokazuje projekt ustawy 26 lipca. Sam projekt ma 226 stron, a wraz z uzasadnieniem i Oceną Skutków Regulacji ponad 500. Resort uznaje, że na jego konsultacje partnerom społecznym wystarczą dwa tygodnie.

Już wtedy było widać, że rządowi się śpieszy.

Konsultacje projektu największej przebudowy systemu podatkowego w Polsce od paru dekad będą trwały... dwa tygodnie. To, że 15 maja opublikowano broszurkę ze slajdami nie sprawia, że analiza 226 stron przepisów wprowadzających zmiany w 22 ustawach będzie szybsza ani też łatwiejsza

- grzmiał Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Decyzji o dwutygodniowych konsultacjach broniła ówczesna rzeczniczka prasowa resortu Iwona Prószyńska tłumacząc, że "wiele przepisów było już prekonsultowanych z biznesem", a prace nad projektem będą też toczyły się w rządzie i parlamencie. 

Po kilku dniach Ministerstwo Finansów ulega presji i przedłuża czas na konsultacje do 30 sierpnia. Przekonuje, że to "odpowiedź na sygnały płynące z rynku". Cytowany wyżej Krzysztof Izdebski przypomina jednak, że resort łaski nie zrobił, bo ustawa o Radzie Dialogu Społecznego gwarantuje temu organowi 30 dni na konsultacje projektów podatkowych.

Resortowi finansów wystarcza tydzień, aby w ekspresowym tempie zapoznać się (oby) ze wszystkimi opiniami do reformy podatkowej. Było ich kilkaset. Już po tygodniu przedstawia 10-stronicowy raport z konsultacji. Po dwóch dniach, mimo już pewnego oporu w gronie ministrów co do tempa prac, zmieniony projekt ustawy zostaje przyjęty przez rząd i trafia do Sejmu. Teraz cały dokument - ustawa, OSR i uzasadnienie - mają już 686 stron.

Potem dopiero zaczynają dziać się cuda. Rząd zdążył 14 września złożyć autopoprawkę do projektu. Przed pierwszym czytaniem projektu wyliczano, że na omówienie każdej strony projektu reformy podatkowej posłowie mają 0,4 sekundy.

Pod koniec września posłowie wprowadzają kilka kluczowych poprawek do projektu. Chodzi m.in. o objęcie ulgą dla klasy średniej osoby samozatrudnione (rozliczające się na zasadach ogólnych). To rozwiązanie, które było postulowane w toku konsultacji publicznych, ale Ministerstwo Finansów uznało wówczas, że powinno trafić do kosza. Mimo to w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" wiceminister Sarnowski ocenia, że sejmowe wrzutki na ostatniej prostej "są spójne i prowadzą w jednym kierunku". 

Opinie ekspertów, aby rząd dał czas sobie i innym na perfekcyjne przygotowanie bardzo trudnej reformy, płyną szerokim strumieniem. Dość przypomnieć choćby słowa nie byle kogo, bo Wojciecha Białończyka, głównego specjalisty ds. legislacji w Biurze Legislacyjnym Kancelarii Sejmu. Na posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych 23 września mówi, że "Biuro Legislacyjne w gruncie rzeczy nie miało możliwości pełnej analizy prawno-legislacyjnej dokumentu".

Żadna z osób pracująca przy tym projekcie nie była w stanie przeczytać i przeanalizować tego projektu w całości. Każda z osób pracujących przy projekcie pobieżnie przejrzała, przeczytała fragment tego projektu

- mówi Białończyk. Dodaje jednak, że nawet "pobieżna analiza projektu i tak prowadzi do wniosku, że projekt niestety zawiera wiele błędów". Białończyk wskazuje, że brakuje czasu na konsultacje z resortem finansów, wytyka sprzeczności w projekcie i sugeruje, że tak wielka reforma wymagałaby nie nowelizowania dotychczasowych ustaw, ale po prostu napisania ich od nowa.

W ocenie Biura Legislacyjnego, materiał wymaga dalszych prac legislacyjnych, bo wiemy z doniesień medialnych, że Rządowe Centrum Legislacji też nie dokonało oceny prawno-legislacyjnej tego projektu, a w ślad za tym nie dokonało stosownych poprawek w projekcie. Stąd też chcę powiedzieć, że uwagi Biura Legislacyjnego, które będą zgłaszane w trakcie prac mają charakter wybiórczy. Tym samym Biuro Legislacyjne niestety nie może – mimo najszczerszych chęci dołożenia najwyższej staranności przy pracach nad tym projektem – jednak zagwarantować, że przepisy będą prawidłowo skonstruowane, poprawnie zredagowane, ani tym samym ponosić odpowiedzialności za ewentualne błędy, które będą w tym projekcie

- mówi Białończyk, choć oczywiście zaznacza, że Biuro Legislacyjne Kancelarii Sejmu "postara się, na tyle, na ile to będzie możliwe, usunąć wszelkie oczywiste usterki, które są w nim zawarte".

Jarosław KaczyńskiPolski Ład. Realny podatek dla części zatrudnionych do 40 proc.

Sejm, Senat, Sejm, Prezydent. I półtora miesiąca na wdrożenie Polskiego Ładu

1 października Sejm przyjmuje projekt rewolucji podatkowej, dokument trafia do Senatu. Wraca stamtąd 28 października z szeregiem poprawek. Już dzień później Komisja Finansów Publicznych ocenia wszystkie poprawki.

Jeszcze tego samego dnia Sejm odrzuca większość sugestii Senatu. Co ważne, dotyczą one spraw fundamentalnych - nie tylko np. przedłużenia vacatio legis do 1 stycznia 2023 r., ale też m.in. rozszerzenia ulgi dla klasy średniej na emerytów czy zleceniobiorców.

To zresztą świetny przykład na to, jak wręcz bezmyślny był już pęd do jak najszybszego przyjęcia Polskiego Ładu. Za odrzuceniem poprawki rozszerzającej ulgę dla klasy średniej zagłosowali niemal wszyscy posłowie PiS, z premierem Morawieckim na czele. Ten sam premier Morawiecki niespełna trzy miesiące później (21 stycznia 2022 r.) chwali się, że planuje... rozszerzyć ulgę dla klasy średniej na emerytów czy zleceniobiorców.

Polski Ład trafia do Kancelarii Prezydenta 2 listopada 2021 r. Andrzej Duda nie wykorzystuje pełnego czasu, jaki daje mu Konstytucja na analizę ustawy. 16 listopada prezydent podpisuje ustawę. Zresztą dziś wytyka się Dudzie, że o ile w listopadzie żadnych uwag do Polskiego Ładu nie miał i nazywał go "sprawiedliwym i przyjaznym systemem podatkowym", o tyle teraz ma żądać jego całkowitej przebudowy.

embed

Oczywiście można było się domyślać, że Sejm uwagami z Senatu przejmować się nie będzie, a prezydent ustawę podpisze. Ale nie domysły, a ustawy są wiążącym źródłem prawa. Dopiero 16 listopada Polska dostaje w końcu na papierze informację, jak będzie wyglądała największa nowelizacja ustaw podatkowych po 1989 r. Nowelizacja, która ma wejść w życie za półtora miesiąca.

Czy opowieść o pracach nad Polskim Ładem jest opowieścią o czyimś sabotażu? Za to oczywiście ręki uciąć sobie nie dam. Na pewno jest jednak także opowieścią o presji, pogoni za czasem, fikcji konsultacji i lekceważeniu wszelkich głosów ostrzegawczych. Jeśli rząd i PiS znaleźli się nad przepaścią, to przede wszystkim dlatego, że jak tarany sami nad nią parli. 

Więcej o: