W mieście Ludhijana w stanie Pendżab na północy Indii doszło do wycieku gazu. Miał on wydobywać się z lokalnej fabryki. "Incydent miał miejsce w pobliżu sklepu mleczarskiego i przychodni lekarskiej, chociaż nie możemy z całą pewnością stwierdzić, gdzie zaczął się wyciek" - opowiadała Reutersowi Rajinder Pal Kaur Chhina, przedstawicielka lokalnego zgromadzenia ustawodawczego. Zgodnie z jej słowami, trujące opary zaszkodziły ludziom, którzy rano w niedzielę przyszli na zakupy do sklepu mleczarskiego i stali na zewnątrz.
Zmarło 11 osób. Jak mówił Mandeep Singh Sidhu, komisarz policji w Ludhijanie, wśród nich było pięciu członków jednej rodziny (cytujemy za agencją Asian News International). Śmierć poniosło dwoje dzieci w wieku 10 i 13 lat. Cztery inne ofiary trafiły do szpitala w poważnym stanie. Dla wyjaśnienia przyczyn zatrucia zostaną pobrane próbki gazu, które potwierdzą, o jaką substancję chodzi, jak również krew zmarłych.
Cytowany powyżej komisarz stwierdził, że według lekarzy gaz nie wpływał na płuca, tylko na mózg. ANI przywoływała też słowa jednego z lokalnych mieszkańców, który relacjonował, że ciała poszkodowanych przybrały niebieski kolor.
Przyczyny samego wycieku gazu nie są znane, choć władze i funkcjonariusze potwierdzają, że doszło do niego z całą pewnością. Wszczęto śledztwo, sprawę bada zespół Krajowych Sił Reagowania na Katastrofy razem z grupą ekspertów. Do podobnego zdarzenia w Indiach doszło w sierpniu ubiegłego roku - tym razem w stanie Andhra Pradesh na wschodzie kraju. Wówczas z powodu wycieku gazu do szpitala trafiło 112 kobiet - pracowniczek miejscowej szwalni.
"Porannej rozmowy" i "Zielonego poranka" możecie słuchać też w wersji audio w dużych serwisach streamingowych, np. tu: