"Groził nam paraliż gospodarki'. Duża reforma przesunięta o dwa lata [GOSPODARCZY TGV]

W tym tygodniu we wtorek GUS poinformuje, że pierwszy raz od ponad roku inflacja w Polsce wzrosła. W minionym rozczarował danymi z polskiej gospodarki. Ucieszyła (a na pewno uspokoiła) za to frankowiczów uchwała Sądu Najwyższego. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
Prezes NBP Adam Glapiński
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
  • We wtorek 30 kwietnia poznamy szybki szacunek inflacji za kwiecień w Polsce. Pierwszy raz od ponad roku inflacja ma pójść w górę
  • Sąd Najwyższy po ponad trzech latach odpowiedział w końcu na kluczowe pytania ws. kredytów frankowych
  • Marcowe dane z polskiej gospodarki wskazują, że rosła ona wolniej od wcześniejszych oczekiwań
  • Według danych Ministerstwa Finansów, w 2023 r. luka VAT mocno urosła
  • Wniosek o Trybunał Stanu dla prezesa NBP Adama Glapińskiego trzeba poprawić

To prawdopodobnie koniec dezinflacji w Polsce

W tym tygodniu dla wielu osób przede wszystkim majówka, ale wygląda na to, że tuż przed nią, we wtorek 30 kwietnia, GUS podrzuci wdzięczny temat do rozmów - dane o inflacji. Najprawdopodobniej po raz pierwszy od ponad roku będziemy mogli powiedzieć, że inflacja w Polsce znowu rośnie. Od marca 2023 r., przez trzynaście miesięcy z rzędu, inflacja nam cały czas spadała, w najgorszym razie stała w miejscu.

embed

Teraz odbije w górę. m.in. z powodu wzrostu cen żywności po powrocie stawki VAT na nią z 0 do 5 proc. od 1 kwietnia. Szacunki ekonomistów są rozstrzelone, od mniej więcej 2,3 do 2,8 proc., zawsze jednak wyższe niż marcowe 2 proc. Oczywiście to wciąż w celu inflacyjnym NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy), wręcz nawet bliżej jego środka. Na razie nie ma też obaw o drastyczną skalę odbicia inflacji: prognozy mówią zwykle o maksymalnym wzroście w okolice 5 proc. pod koniec roku. To oczywiście za dużo, ale jednak już daleko od "dwucyfrówek" z 2022 i 2023 r.

Zobacz wideo Piotr Kuczyński: Przez podwyżki pensji będzie problem z opanowaniem inflacji

Miłośnicy statystyk dostaną od GUS też dane o ludności i ruchu naturalnym w 2023 r. (w poniedziałek) oraz o aktywności ekonomicznej ludności Polski w ostatnim kwartale 2023 r. (we wtorek). W czwartek 2 maja poznamy zaś dane o PMI dla polskiego przemysłu (prognoza to 47,8 pkt, jak w kwietniu).

We wtorek 30 kwietnia rząd ma zatwierdzić Wieloletni Plan Finansowy Państwa z prognozą finansów publicznych na lata 2024-27, zajmie się też rewizją KPO i ustawą o bonie energetycznym.

Za granicą z kolei poznamy we wtorek dane ze strefy euro o inflacji w kwietniu (prognoza to 2,4 proc., tyle co w marcu) oraz wstępny szacunek PKB za pierwszy kwartał (prognozowany wzrost o 0,2 proc. rok do roku względem 0,1 proc. w ostatnim kwartale 2023 r.). W środę nie świętuje Fed i ogłosi, że nie zmienia stóp procentowych. Ważniejsza będzie konferencja prasowa po posiedzeniu. Rynek już przetrawił, że w czerwcu czekają nas obniżki stóp w USA, ale wciąż liczy na wrzesień. Jeśli prezes Powell powie coś nie po myśli inwestorów, należy oczekiwać ruchu na dolarze i rentownościach.

30 kwietnia kończy się czas na złożenie zeznań PIT za 2023 r., choć od kilku lat jeśli ktoś go sam z siebie z nie złoży, to automatycznie akceptowana jest wersja z aplikacji Twój e-PIT. 1 maja dwudziesta rocznica wejścia Polski od Unii Europejskiej.

Sąd Najwyższy nie namieszał ws. kredytów frankowych

Izba Cywilna Sądu Najwyższego podjęła w czwartek 25 kwietnia w końcu tzw. dużą uchwałę frankową. Odpowiedziała na sześć pytań, które ponad trzy lata temu - na początku 2021 r. - skierowała doń Pierwsza Prezes SN Małgorzata Manowska. Dotyczyły one kluczowych zagadnień z punktu widzenia rozstrzygania spraw pomiędzy bankami a frankowiczami. Chodziło m.in. o zasadność unieważnienia umowy oraz konsekwencje takiej decyzji sądu, m.in. sposobu rozliczenia się stron, kwestii terminu przedawnienia roszczeń banków oraz możliwości formułowania przez nie roszczeń za korzystanie z kapitału.

Wydanie uchwały było przesuwane w ostatnich latach kilkukrotnie, eksperci mówili o "odroczozie" i "umywaniu rąk". W międzyczasie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozwiał w swoich wyrokach większość wątpliwości i ukształtowała się prokonsumencka linia orzecznicza. Jednocześnie z uchwałą SN wiązał się dreszczyk emocji, bo gdyby prezentowała ona inną linię niż orzeczenia TSUE (a część sędziów SN ma takie ciągoty - czemu zresztą dali wyraz), to mógłby powstać wielki miszmasz.

Ostatecznie Sąd Najwyższy nie wrzucił granatu do orzecznictwa i wydał uchwałę pokrywającą się z tym, co wynikało z wcześniejszych wyroków TSUE i co dzieje się już w sądach w Polsce.

Z uchwały wynika, że wadliwej klauzuli przeliczeniowej w umowie kredytu nie można zastąpić inną (np. kursem średnim NBP), a co do zasady jej usunięcie z umowy powinno prowadzić do upadku całego kontraktu. Sąd Najwyższy orzekł też w uchwale, że po uznaniu umowy rozważać należy dwa osobne roszczenia - banku wobec klienta i klienta wobec banku (to tzw. teoria dwóch kondykcji, przeciwna teorii salda mówiącej o jednym roszczeniu - różnicy między świadczeniami obu stron). Uznał też, że bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot środków wypłaconych z tytułu kredytu rozpoczyna się od momentu, w którym kredytobiorca zakwestionował postanowienia umowy (a nie np. już od momentu wypłaty środków). Sąd Najwyższy zapisał też w uchwale, że ani banki, ani frankowicze, nie mają podstawy prawnej do naliczania żadnego wynagrodzenia od drugiej strony za to, że ta korzystała z ich środków. Słowem - powinny tylko zwrócić to co sobie wzajemnie wypłaciły (a co się nie przedawniło) i nie kombinować z dodatkowymi odsetkami. 

Związek Banków Polskich jest zdania, że uchwała IC SN może być wadliwa i nieskuteczna, gdyż została podjęta w niekonstytucyjnym składzie. Zwraca też uwagę, że sześcioro sędziów złożyło zdania odrębne, "przede wszystkim w zakresie tego, czy umowa po wyeliminowaniu klauzul przeliczeniowych powinna być utrzymana w mocy, co dodatkowo pogłębia wątpliwości co do jednolitości poglądów wyrażonych w uchwale". 

Pierwszy kwartał w polskiej gospodarce gorszy niż się spodziewano

Niespodziewanie słabe dane za marzec o produkcji przemysłowej i produkcji budowlano-montażowej podał w minionym tygodniu GUS. Pierwsza spadła rok do roku o 6 proc., druga o 13,3 proc. W obu przypadkach były to odczyty znacznie niższe od konsensusu prognoz ekonomistów.

W produkcji budowlanej mocno na minus zaskoczyło m.in. górnictwo, w produkcji budowlanej m.in. budowa budynków i obiektów inżynierii lądowej i wodnej. Ekonomiści widzą tu m.in. efekt tąpnięcia po zakończeniu (z końcem 2023 r.) inwestycji finansowanych z poprzedniej perspektywy unijnej. 

Przyzwoicie, acz i tak nieco gorzej od prognoz, trzymała się sprzedaż detaliczna, która urosła o 6,1 proc. rok do roku. Mamy odbudowę konsumpcji, ale powolną - bez zakupowego boomu. Wygląda na to, że Polacy wolą budować oszczędności niż szastać gotówką na prawo i lewo.

Na podstawie tych danych część ośrodków analitycznych (m.in. ING Bank Śląski, Pekao) zrewidowała w dół prognozy wzrostu PKB rok do roku w pierwszym kwartale br., z około 2 proc. w pobliże 1,5 proc. Wciąż jednak w mocy są przewidywania około 3-procentowego wzrostu polskiej gospodarki w całym 2024 r.

Jednocześnie GUS podał, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw urosło rok do roku o 12 proc. i wyniosło w marcu dokładnie 8408,79 zł brutto. W zestawieniu z inflacją (2 proc.) oznacza to realny wzrost przeciętnej pensji o 9,8 proc. 

Luka VAT mocno w górę

Minister finansów Andrzej Domański poinformował, że luka VAT w 2023 r. wyniosła 15,8 proc. Gdyby te dane okazały się prawidłowe, to by oznaczało bardzo wyraźny wzrost luki VAT względem lat 2021 i 2022 r. (kolejno 2,6 i 7,3 proc.) i de facto powrót jej poziomu do pierwszych lat rządów PiS. Zresztą szacunki wskazujące na istotny wzrost luki VAT przedstawiają też ekonomiści PKO BP. Przypomnijmy - luka VAT to szacowana różnica pomiędzy rzeczywistymi a potencjalnymi wpływami z tego podatku. Luka na poziomie 15,8 proc. oznacza, że mniej więcej co szósta-siódma złotówka, która teoretycznie powinna trafić do budżetu państwa z tytułu podatku VAT, biorąc pod uwagę dane np. o skali transakcji, jednak do budżetu nie wpadła.

Odpowiedź na pytanie "co się stało?" nie jest prosta i z pewnością będzie jeszcze przedmiotem analiz ekonomistów. Z jednej strony nie doszło do zmian przepisów, które mogłyby otworzyć jakieś furtki dla mafii vatowskich, trudno mówić o jakimś rozprężeniu po stronie Krajowej Administracji Skarbowej. Można podejrzewać, że znaczenie miała tu stagnacja gospodarcza (wzrost PKB tylko o 0,2 proc.), w tym m.in. rozczarowanie po stronie konsumpcji. W obliczu spadku aktywności gospodarczej więcej firm mogło mieć problemy z płynnością finansową, w tym z realizowaniem zobowiązań podatkowych. Nie da się też wykluczyć, że nasiliła się szara strefa. W wyliczeniach powyżej ekonomiści PKO BP zaznaczają, że skorygowali je o tarcze antyinflacyjne (obejmowały także obniżony VAT na część towarów oraz nośników energii), ale być może i one jakoś wpłynęły na poziom luki. 

Wyraźny wzrost luki VAT jest "ciekawy" jednak także z punktu widzenia narracji politycznej premiera Morawieckiego i jego popleczników. Wielokrotnie słyszeliśmy w ostatnich latach, że "wystarczy nie kraść" i wygonić z Polski panoszące się mafie VAT-owskie, a luka VAT znika i znajdują się w budżecie pieniądze na wszystko. Żeby było jasność - wiele poprawiło się w ostatnich latach jeśli chodzi o przepisy oraz możliwości służb skarbowych. Niemniej zapewne jednak sprawa nie jest tak prosta do wyjaśnienia jak chciał tego PiS. Do 2019 r. włącznie w parze z lepszą skuteczności skarbówki szła bardzo dobra koniunktura, która również sprzyja uczciwemu odprowadzaniu podatków. 

Jednym z narzędzi, które pierwotnie już od lipca 2024 r. miało dalej uszczelniać system podatkowy miał być Krajowy System e-Faktur. Ministerstwo Finansów poinformowało jednak w zeszłym tygodniu, że zacznie on działał dopiero w lutym i kwietniu 2026 r. (pierwszy termin dla większych podmiotów, drugi dla reszty). W styczniu nowe kierownictwo resortu finansów poinformowało o "krytycznych błędach" przy wdrażaniu KSeF i zleciło audyt. Ten wykazał, iż - jak relacjonował minister Domański - "groził nam paraliż gospodarki". Domański dodawał, że dotychczasowe koszty prac nad KSeF wyniosły 110 mln zł. W największym skrócie, KSeF to rządowa platforma do wystawiania i otrzymywania faktur. Miałyby przez nią "przechodzić" wszystkie faktury (w ustrukturyzowanej formie). Byłby to koniec dokumentów papierowych lub przesyłanych w plikach PDF albo DOC.

Hołownia nieugięty ws. Trybunału Stanu dla prezesa Glapińskiego

Marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiedział, że nie dostosuje się do styczniowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. - Wykonaliśmy bardzo intensywne analizy prawne i chcę z całą mocą stwierdzić, że Trybunał Konstytucyjny, wydając to postanowienie, w sposób oczywisty przekroczył swoje uprawnienia - tłumaczył Hołownia.

11 stycznia Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodny z Konstytucją fragment ustawy o Trybunale Stanu zakładający, że Sejm może podjąć uchwałę o pociągnięciu do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu prezesa Narodowego Banku Polskiego bezwzględną większością głosów (czyli po prostu np. 231 przy 460 głosujących posłach). Już samo podjęcie takiej uchwały zawiesza prezesa NBP w obowiązkach.

Jednocześnie Hołownia rozpoczął procedurę zwrotu wniosku o TS dla prof. Glapińskiego do wnioskodawców. Między innymi służby prawne Sejmu wskazały bowiem we wniosku uchybienia. Do uwag do wniosku dotarło RMF FM. Dotyczą one choćby tego, że część zarzutów jest za mało konkretna. Błędy we wniosku oznaczałyby potem wadliwość samego aktu oskarżenia wobec prezesa NBP, gdyby doszło do rozprawy przez Trybunałem Stanu (na razie wnioskiem ma zajmować się sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, potem ewentualnie Sejm).

Inne informacje:

* Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w marcu w Polsce 5,3 proc. W urzędach pracy zarejestrowanych było nieco ponad 822 tys. osób, o blisko 25 tys. mniej niż rok temu w marcu.

Na poziomie tych danych (jak i innych, np. o zwolnieniach grupowych) nie widać żadnego tąpnięcia na polskim rynku pracy, które próbują wciskać opinii publicznej m.in. przedstawiciele opozycji i ich apologeci. 

* Kończy się era Cezarego Stypułkowskiego w mBanku. Stypułkowski jest prezesem mBanku od 2010 r., ale instytucja poinformowała w minionym tygodniu, że za jakiś czas zastąpi go Cezary Kocik, obecny wiceprezes. Ten "jakiś czas" to maksymalnie około jednego roku - do czasu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zatwierdzającego sprawozdanie finansowe mBanku za rok 2024. No chyba oczywiście, że Stypułkowski odejdzie szybciej

* PKB USA urósł w pierwszym kwartale o 1,6 proc. rok do roku (w ujęciu zannualizowanym). To mniej od konsensusu prognoz (2,5 proc.) i znacznie mniej niż w ostatnim kwartale 2023 r. (3,4 proc.). Jak wyjaśniają ekonomiści Pekao, źródłem negatywnej niespodzianki była m.in. konsumpcja prywatna. Gorzej w gospodarce, więc czas ciąć stopy? Nic z tych rzeczy, bo jednocześnie negatywnie zaskoczył bazowy deflator wydatków konsumpcyjnych (3,7 proc. zamiast spodziewanych 3,4 proc.). Dodatkowo piątkowe dane o inflacji PCE za marzec też były o 0,1 punktu procentowego wyższe od prognoz ("główna" 2,7 proc., bazowa 2,8 proc.). Te dane wzmocniły oczekiwania w USA, że stóp nie należy ciąć zbyt szybko.

* Prezydent USA Joe Biden podpisał w środę ustawę, która zapewnia prawie 61 mld dolarów środków na wsparcie wojskowe i gospodarcze Ukrainy.

* 20,8 mld zł - oficjalnie tyle wyniosła strata NBP w 2023 r., według sprawozdania finansowego banku centralnego.

Więcej o: