A w listopadzie było bardziej ponuro. Co się wydarzyło w gospodarce?

Maria Mazurek
"Aktualnie tegoroczna ścieżka biegnie torem poniżej wszystkich ścieżek z poprzednich lat, z wyjątkiem ścieżki z 2020 roku, czyli okresu pandemii i głębokiej depresji na rynku pracy" - piszą eksperci. Inflacja wprawdzie spada, ale Polacy wcale nie rzucili się do sklepów. Do tego przemysł nie wygląda za ciekawie. Co się stało?
Galeria handlowa, zakupy - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Zacznijmy od rynku pracy i danych najświeższych, bo opublikowanych dzień przed Wigilią. Bezrobocie utknęło nam w listopadzie na poziomie 5,6 proc. To już trzeci taki odczyt z rzędu. Z jednej strony relatywnie wysoki, ale z drugiej można pocieszać się tym, że Główny Urząd Statystyczny nie potwierdził wzrostu stopy bezrobocia do 5,7 proc. tak, jak szacowało parę tygodni temu Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. 

Bezrobocie rośnie i ma być jeszcze wyższe. Jest się czego bać? 

Stopa bezrobocia nam rośnie z jednej strony z powodu zmian w prawie, które weszły w życie w czerwcu. W największym skrócie: do rejestrów można zgłaszać rolników, można też rejestrować się w miejscu zamieszkania, nie zameldowania. Do tego bezrobotni wykreślani są z list po dłuższym czasie, niż wcześniej. Czyli z jednej strony poszerzyła się pula nowych bezrobotnych, a z drugiej strony mniej jest bezrobotnych wyrejestrowywanych. Także to, że do urzędów pracy mniej jest zgłaszanych ofert zatrudnienia, jest wynikiem zmian w przepisach. Więcej na ten temat pisaliśmy w tym tekście: Biała plama na mapie Europy. A jednak bezrobocie rośnie. Co się dzieje z pracą w Polsce?

Zobacz wideo Programiści z pomocą AI pracują... wolniej!

Liczba osób bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła na koniec listopada 873,6 tys. To o 99 tys. więcej niż w listopadzie zeszłego roku oraz o 6,3 tys. więcej niż w październiku tego roku. "Obserwowany niewielki wzrost osób bez pracy ma charakter sezonowy i wynika z zakończenia prac w branżach uzależnionych od warunków atmosferycznych, takich jak budownictwo, rolnictwo czy turystyka. Jest to zjawisko typowe dla okresu jesienno-zimowego, powtarzające się także w ubiegłych latach. W połowie roku wzrosła baza, do której porównujemy dane, dlatego teraz wynik jest bliższy 6 proc. niż 5 proc., jak rok temu" - komentuje Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana (organizacji zrzeszającej pracodawców).

Ekspert wskazuje na jeszcze jedną przyczynę wzrostu bezrobocia i osób bezrobotnych - inną, niż wspomniane wcześniej tutaj zmiany prawne. Firmy po prostu nie zwiększają zatrudnienia. "Dane te wskazują na zmniejszony popyt na pracę oraz ograniczenie procesów rekrutacyjnych w przedsiębiorstwach, przy jednoczesnym braku masowych zwolnień grupowych" - pisze Zielonka.

To zresztą widać także w różnych eksperckich raportach. Na spadający popyt na pracę wskazują również autorzy badania Grant Thornton. W ich cyklicznym opracowaniu od pół roku widać spadek liczby ofert pracy opublikowanych w największych portalach rekrutacyjnych. "Liczba ofert pracy znacznie różni się od wyników zanotowanych w poprzednich latach, co sprawia, że ścieżka z 2025 roku od sześciu miesięcy znajduje tylko ponad jedną ścieżką. Aktualnie tegoroczna ścieżka biegnie torem poniżej wszystkich ścieżek z poprzednich lat, z wyjątkiem ścieżki z 2020 roku, czyli okresu pandemii i głębokiej depresji na rynku pracy" - piszą eksperci Grant Thornton. 

Pamiętajmy jednak: wciąż mamy bardzo niską stopę bezrobocia. Ekonomiści BOŚ Banku zwracają uwagę, że w listopadzie silnie spadła liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych (-7,6 proc. r/r wobec -1,0 proc. r/r w październiku), dzięki temu w mniejszym zakresie wzrosła ogólna liczna bezrobotnych. "Roczna dynamika liczby bezrobotnych spadła w listopadzie do 12,8 proc. r/r z 13,3 proc. w październiku obniżając się po raz pierwszy od wiosny br. Dane listopadowe wspierają dotychczasową ocenę stabilnej i generalnie korzystnej sytuacji na rynku pracy, przy braku sygnałów cyklicznego pogorszenia koniunktury" - piszą ekonomiści tego banku. Ich zdaniem bezrobocie w grudniu jeszcze nieco wzrośnie, a na początku przyszłego roku może przebić poziom 6 proc. Ma być to jednak wzrost o okresowym charakterze. 

No i jeszcze warto zauważyć, że na tle całej Unii Europejskiej Polska jest krajem o jednym z najniższych poziomów bezrobocia. Według metodologii BAEL, której wyniki publikuje Eurostat, bezrobocie w październiku (to ostatnie dostępne dane) wyniosło w Polsce 3,2 proc. To daje nam drugie miejsce w UE, razem z Czechami. Niższe bezrobocie ma tylko Malta. 

Rynek pracy w Polsce z pewnością nie jest już tak łatwy dla pracowników, jak kilka lat temu. Sporo się zmienia i pewnie jeszcze dużo się zmieni wraz z postępującą automatyzacją i wdrażaniem do firm rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Na koniec tej części tekstu na pocieszenie mamy jeszcze jednej raport. Według badania ManpowerGroup, na początku przyszłego roku sytuacja może się nieco zmienić, bo aż 36 proc. firm planuje zwiększyć zatrudnienie. Prognoza netto zatrudnienia, czyli różnica między przedsiębiorstwami, które chcą zatrudniać, a tymi, które planują zwalniać, wynosi 22 proc. To najwyższy jej poziom od czterech lat.

Zatrudnienie nie rośnie, ale wynagrodzenia już tak 

Jeśli chodzi o rynek pracy, to dostaliśmy też paczkę innych danych z GUS: o przeciętnym zatrudnieniu i wynagrodzeniu. W listopadzie zatrudnienie w firmach nadal spadało o 0,8 proc. rok do roku, w tym najgorzej wyglądało to w handlu i sektorze informatycznym. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spada już o wiele miesięcy (w podobnym tempie), na spadający popyt na pracę zwracaliśmy uwagę już wcześniej. Jak zwracają uwagę ekonomiści ING, "w przypadku niektórych sektorów redukcje etatów mają najprawdopodobniej charakter strukturalny (spadek opłacalności produkcji przy wyższych płacach) niż cykliczny". Wskazują, że jeśli chodzi o sektory, to liczba etatów najmocniej spada w branży samochodowej, produkcji urządzeń elektrycznych (w tym baterii samochodowych), odzieży i mebli. O samochodach wiadomo, decyduje teraz to, co dzieje w tym sektorze w Europie (i Chinach). "Redukcje etatów w części pracochłonnych działach przemysłu to efekt szybkiego wzrostu płac w ostatnich latach i rosnącej presji konkurencyjnej z Chin" - dodają eksperci ING. 

Mocniej niż się spodziewano wzrosły za to przeciętne wynagrodzenia w firmach. W listopadzie przeciętna pensja wyniosła 9078,16 zł brutto, rosnąc o 7,1 proc. rok do roku - oczekiwano wzrostu na poziomie 6,6 proc. Jak wyjaśnia mBank, to zaskoczenie ma związek przede wszystkim z branżą transportową, gdzie wynagrodzenia zwiększyły się o 11,1 proc., co może być jedynie pojedynczym wahnięciem. Ogólnie eksperci zakładają hamowanie tempa wzrostu płac także w przyszłym roku. Może mieć to jednak pewne pozytywne skutki. Jakie?

Inflacja w dół i będzie jeszcze niżej. A stopy procentowe? 

Ano takie, że taki trend na rynku pracy nie podbija w górę inflacji. To znaczy, że powinna ona nadal się obniżać. Przypomnijmy, w listopadzie wyniosła 2,5 proc. w ujęciu rok do roku - o tyle właśnie wyższe były ceny towarów i usług konsumpcyjnych w porównaniu z listopadem ubiegłego roku. To wyraźny spadek inflacji, bo jeszcze w październiku była na poziomie 2,8 proc. Najnowsze 2,5 proc. to sam środek celu inflacyjnego NBP. 

A w przyszłym roku może być jeszcze niżej. Poznaliśmy bowiem już nowe taryfy URE na prąd i gaz dla gospodarstw domowych. Wynika z nich, że rachunki za energię elektryczną pójdą w górę o zaledwie 2-3 proc., a te za gaz mogą nawet lekko się obniżyć. Według ekonomistów mBanku oznacza to, że w styczniu możemy zobaczyć inflację zbliżoną do 2 proc.!

Ceny energii długo były dla RPP (w każdym razie w wypowiedziach jej przewodniczącego, prezesa NBP Adama Glapińskiego) czynnikiem ryzyka dla inflacji. Teraz jednak to ryzyko zostało wygaszone - już wiadomo, że od nowego roku drastycznego wzrostu w tym miejscu nie będzie. Spadająca stabilnie inflacja jest argumentem za obniżkami stóp procentowych. W grudniu Rada Polityki Pieniężnej ścięła je szósty raz w tym roku. Główna stopa proc. wynosi teraz 4 proc. Co dalej? Z jednej strony eksperci wskazują na argumenty za kolejnymi cięciami. Z drugiej, sam prof. Glapiński sugerował moment przerwy. Ogółem, w przyszłym roku stopy powinny nadal spadać, na jego końcu do 3 proc. - uważa mBank. 

Sprzedaż detaliczna i przemysł rozczarowały

Rozczarowujące były poznane w grudniu dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w listopadzie. W tym pierwszym przypadku sprzedaż wzrosła o 3,1 proc. rok do roku - w październiku ten wzrost był na poziomie 5,4 proc. Spadku się wprawdzie spodziewano, ale nie aż tak głębokiego. Część ekonomistów wskazuje na mniejszą liczbę dni handlowych w tegorocznym listopadzie. PKO BP podkreśla, że "kondycja konsumenta nadal jest dobra". W danych widać spadek sprzedaży w sklepach niewyspecjalizowanych (tutaj chodzi o żywność) oraz prasy i książek. Solidnie za to rosła sprzedaż tzw. dóbr trwałych: w grupach "meble, rtv, agd" (+16,6 proc.), "pojazdy samochodowe, motocykle, części" (+12,9 proc.) oraz "tekstylia, odzież, obuwie" (+12,2 proc.).

"Słabszy wynik prawdopodobnie wiąże się ze skromniejszymi wydatkami świątecznymi - uważamy, że większe zmiany w rutynowych zachowaniach konsumenckich są na razie mało prawdopodobne. Tempo wzrostu dochodów wciąż pozostaje wysokie po korekcie o inflację, także badania konsumenckie sugerują stabilizację. Dlatego nasz bazowy scenariusz zakłada lekkie spowolnienie tempa wzrostu konsumpcji w 2026 z 3,9 do 3,6 proc." - komentują ekonomiści mBanku. 

Dość ponure dane napłynęły z przemysłu. Produkcja przemysłowa w listopadzie spadła o 1,1 proc. rok do roku (po wzroście o 3,3 proc. w październiku) i były to dane wyraźnie gorsze od spodziewanych. Zaciążyła na nich w dużej mierze produkcja dóbr trwałych, co - jak zaznacza mBank - "sugeruje raczej skromne wydatki świąteczne wśród gospodarstw domowych". Nieźle wyglądało to za to w produkcji maszyn i w motoryzacji, której sprzyjać powinna dalsza spodziewana poprawa w Niemczech.

Czytaj też: Volkswagen kończy epokę. "Szklana manufaktura" przechodzi do historii

Ekonomiści Credit Agricole wskazują na jeszcze jeden czynnik - Chiny. "Produkcja przemysłowa w Polsce pod rosnącą presją ze strony Chin" - piszą w swoim komentarzu do danych. Zwracają uwagę na wyraźne pogorszenie w kategoriach "odzież", "wyroby z drewna, korka, słomy i wikliny"," poligrafia i reprodukcja", "urządzenia elektryczne", "komputery, wyroby elektroniczne i optyczne" oraz "chemikalia i wyroby chemiczne". "W naszej ocenie niższa aktywność w tych kategoriach jest związana z rosnącą konkurencją ze strony Chin, które dokonują reorientacji geograficznej eksportu w warunkach trudności w sprzedaży swoich towarów do USA" - stwierdzają. 

Słabo wygląda też budowlanka. Produkcja budowlano-montażowa wzrosła w listopadzie o zaledwie 0,1 proc. rok do roku. Tym samym nie tylko spadła wyraźnie w porównaniu do danych z października (+4,1 proc. rok do roku), ale i rozczarowała ekspertów, spodziewających się znacznie lepszego odczytu. Ta branża szczególnie czeka na inwestycje, w tym te napędzane środkami z KPO, które wreszcie mają ruszyć w przyszłym roku. 

"Przed miesiącem wpadaliśmy wręcz w zachwyt po publikacji październikowych danych. Po listopadowej rundzie optymizmu jest nieco mniej, aczkolwiek w dalszym ciągu uważamy, że znajdujemy się na ścieżce ożywienia aktywności gospodarczej na przestrzeni kolejnych kwartałów. Kilka rozczarowań w listopadzie mogło być w dużej mierze efektem czynników jednorazowych, ale o tym przyjdzie przekonać się nam za kolejny miesiąc" - podsumowują ekonomiści mBanku.

Maria Mazurek
Więcej o: