Inflacja nam spada i to bardzo dobrze. Cieszą się konsumenci, cieszy się NBP, który tnie stopy procentowe, więc cieszą się także kredytobiorcy. Zapewne banki cieszą się trochę mniej, ale z drugiej strony liczba chętnych po hipoteki dzięki temu być może wzrośnie. Niewykluczone, że cieszą się też pracodawcy, bo przy niższej inflacji nie odczuwają silnej presji płacowej i nie podnoszą pensji tak mocno jak jeszcze niedawno. W walce z inflacją polski bank centralny ma dalekiego "sojusznika". Tyle że ta "pomoc" to tak raczej niechcący i niesie zagrożenie w innym miejscu.
- Szybko rośnie eksport tanich towarów z Chin do Europy. To jest bardzo istotny czynnik. To nie jest wielka skala, ale stale oddziałująca i rosnąca. Eksport tanich towarów z Chin do Europy, w tym do Polski, obniża tempo wzrostu cen, wpływa dezinflacyjnie. Te towary są tańsze znacznie, ostatnio widzimy to na przykładzie nowych samochodów - zauważył podczas ostatniej (czwartkowej, z 15 stycznia) konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński.
Nie jest jedyny. Komentując najnowsze dane o inflacji (spadła do 2,4 proc. rok do roku, poziomu najniższego od 20 miesięcy) ekonomiści z różnych zespołów przytaczali ten sam aspekt spadającego wskaźnika.
"Oceniamy, że obecny trend dezinflacyjny jest silny. Korzystne zbiory i wysokie zapasy zbóż sprzyjają niskim cenom żywności. Styczniowe opady śniegu powinny ochronić zboża ozime przed wymrażaniem i poprawić sytuację hydrologiczną. Niskie ceny ropy naftowej i mocny PLN sprzyjają spadkom cen paliw, a presja ze strony tanich importowanych towarów z Chin oraz hamujący wzrost płac przekładają się na spadkową tendencję inflacji bazowej" - napisali eksperci ING.
"Na uwagę zasługuje natomiast pogłębiający się spadek cen drobnego sprzętu AGD (w grudniu -9 proc. r/r), co wiążemy przede wszystkim z dezinflacyjnym wpływem podwyższonego importu z Chin. Ten czynnik, w połączeniu z hamowaniem dynamiki płac, powinien wspierać dalszy spadek inflacji bazowej" - to fragment analizy PKO BP.
W innym dużym raporcie z prognozami gospodarczymi na ten rok, stwierdzają, że to właśnie import z Chin, obok spadających cen żywności, energii i mocnego złotego, będzie wpływać na hamowanie inflacji w naszym kraju (i nie tylko). "Chiński model rozwoju, oparty na intensywnej polityce przemysłowej, doprowadził do silnego wzrostu mocy produkcyjnych Chin i ich globalnej konkurencyjności, zwłaszcza w zaawansowanych technologiach i 'zielonych' branżach. To skutkuje nadprodukcją, presją eksportową i spadkiem cen, które zwiększają konkurencyjność Chin i wypierają firmy z UE. Wzrost importu z Chin obniża inflację w Europie oraz negatywnie wpływa na PKB. Dla UE (w tym Polski) oznacza to rosnącą zależność importową od Chin, kurczący się rynek eksportowy i potencjalną presję na marże, częściowo łagodzoną rolą w europejskich łańcuchach dostaw" - czytamy.
Bo Chiny, mimo wysokich ceł narzuconych przez administrację Donalda Trumpa, notują rekordy nadwyżki handlowej, czyli różnicy między eksportem a importem. W minionym roku wyniosła ona 1,19 biliona dolarów. Chińczycy przenoszą nieco ciężar swojego eksportu z amerykańskiego na inne rynki i jak widać świetnie im to idzie. Polska nie jest może dla Państwa Środka kluczowym odbiorcą, ale na naszą gospodarkę ten chiński eksport wpływa. I to widać w danych.
Polska nie tylko nie ma nadwyżki handlowej, ale deficyt w wymianie się nam powiększa. Po listopadzie 2025 wyniósł 23,2 mld zł, w samym listopadzie doszło 1,7 mld zł. Import rośnie znacznie szybciej niż eksport. Duży udział w tym ma nie najlepsza sytuacja gospodarcza naszego głównego partnera handlowego, Niemiec. Ale dokładają się do tego także Chiny. "Import z Chin rośnie w dwucyfrowym tempie, przekraczając 11 proc. w skali roku, a udział Państwa Środka w naszym imporcie osiągnął rekordowy poziom 15,5 proc. Polscy konsumenci i firmy, szukając oszczędności, masowo sięgają po tańszą elektronikę i komponenty ze Wschodu, co w połączeniu z zablokowanym kierunkiem zachodnim sprawia, że wchodzimy w 2026 rok z bagażem ujemnego eksportu netto, który będzie istotnie ciążył na wynikach PKB w końcówce roku" - pisał w komentarzu Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana.
I na to ryzyko uwagę zwracał także Adam Glapiński w swojej wypowiedzi na temat przyczyn spadającej inflacji.
- Z punktu widzenia wzrostu PKB w Europie, w tym Polsce, w dłuższym okresie, to jest oczywiście zagrożenie, że u nas wytwórczość będzie gasła, a w Chinach się rozwijała. [...] To zagrożenie jest czymś większym, zasługującym na osobne omówienie, ta konkurencja i jak się można jej przeciwstawić, co należy w Europie robić. Powstały na ten temat różne raporty - niewiele się dzieje. Jeśli chodzi o Polskę, oczywiście stale te same są tematy. Potrzebna nam jest tania energia, potrzebne nam są nowoczesne linie przesyłowe, potrzebne nam jest przezwyciężenie kryzysu demograficznego. Wiele elementów tutaj jest potrzebnych, żeby to powstrzymać. Przede wszystkim, to co najłatwiej zrobić, to są inwestycje w nowoczesność. W modernizację, w innowacje, także w tę sztuczną inteligencję, o której jest ostatnio dużo mowy, ale to nie jest najważniejszy element - wyliczał.
Jeśli chodzi o możliwości powstrzymania kryzysu demograficznego, to na ten moment trudno sobie wyrazić odwrócenie trendu, lepiej chyba po prostu gospodarkę na tę potężną zmianę przygotować. Ale o konieczności postawienia na inwestycje w innowacyjność mówi się głośno i w Polsce, i w Europie. Szczególnie po głośnym raporcie Mario Draghiego sprzed 1,5 roku.
Na ryzyko związane z zalewem Europy przez chińskie towary zwracali uwagę w swojej niedawnej analizie ekonomiści Credit Agricole. Powołując się na dane Komisji Europejskiej wskazywali na "narastające ryzyko przekierowywania strumieni towarów - zwłaszcza z rynków objętych cłami ochronnymi lub innymi restrykcjami - na rynek unijny, co mogłoby prowadzić do gwałtownego wzrostu importu po obniżonych cenach i podważać konkurencyjność producentów z UE".
Zauważyli, że aż w 14 z 15 analizowanych branż stwierdzono sygnały ostrzegawcze związane z importem z Chin. Dodają, że przekierowanie importu, m.in. z Chin, do Unii Europejskiej jest także ryzykiem dla polskich firm, które sprzedają swoje produkty w unijnych państwach. Z tańszą konkurencją z Azji mogą nie wygrać.