Miny morskie zagrażają szlakom handlowym Morza Czarnego

Kraje leżące nad Morzem Czarnym odkryły i unieszkodliwiły szereg pływających min morskich. Rosja i Ukraina oskarżają się wzajemnie o ich podkładanie. Nie wiadomo, o jaką liczbę chodzi.
Zobacz wideo Jak zmniejszyć zużycie ropy naftowej? Ekspert wyjaśnia

Turecka marynarka wojenna poinformowała, że w ciągu minionego tygodnia zneutralizowała kilka pływających min morskich. Jedna z nich znajdowała się w pobliżu Bosforu, a cieśnina została na krótko zamknięta dla żeglugi. Rumuńskie siły zbrojne twierdzą również, że zdetonowały pływający ładunek wybuchowy odkryty przez rybaków u wybrzeży kraju pod koniec marca.

Najnowsze i najważniejsze dla gospodarki informacje na stronie głównej Gazeta.pl>>>

Najwyraźniej są to tzw. miny kotwiczne, które przypominają boje. Nie pływają one jednak na powierzchni wody, lecz tuż pod nią. Kotwica utrzymuje wyporną część miny pod wodą na linie stalowej, aby ją ukryć. W momencie zetknięcia z kadłubem statku urządzenie wybuchowe ulega detonacji.

Władimir PutinBułgaria twardo odmawia płacenia rublami za gaz. Słowacja przyjmuje warunki

Setki min - czy tylko dziesięć?

Dwa tygodnie temu rosyjskie służby specjalne FSB i ministerstwo obrony w Moskwie ostrzegały przed dryfującymi ukraińskimi minami morskimi, które w wyniku sztormu zostały uwolnione z cum u wybrzeży Odessy. Początkowo mówiono o kilkuset zabłąkanych minach. Potem ministerstwo sprostowało tę informację: szacuje się, że z 370 postawionych min obluzowało się około dziesięciu.

Ukraina natychmiast odrzuciła tę informację jako fałszywą. Odkryte ładunki wybuchowe rzeczywiście pochodziły z ukraińskich magazynów, ale z tych w Sewastopolu na Półwyspie Krymskim, który Rosja okupuje od 2014 roku. Według Kijowa Rosja celowo wypuszcza pływające miny na Morze Czarne, aby zaszkodzić międzynarodowej reputacji Ukrainy.

- Obie wersje wydają się prawdopodobne - mówi Johannes Peters, ekspert ds. strategii i bezpieczeństwa morskiego na Uniwersytecie w Kilonii. Opublikowane zdjęcia pokazują, że są to stare modele, przypuszczalnie produkcji radzieckiej, z oznaczeniami ukraińskimi. Wskazały na to również władze tureckie. Jest jednak również jasne, że "najpóźniej od czasu aneksji Krymu dostęp do takich min- ma również rosyjska marynarka wojenna".

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Miny morskie nie są bronią zakazaną

Rosja i Ukraina zarzucają sobie nawzajem łamanie międzynarodowego prawa humanitarnego. W przeciwieństwie do min lądowych, nie istnieje międzynarodowy traktat zakazujący stosowania min morskich. Jednak odpowiednia konwencja haska, będąca częścią międzynarodowego prawa humanitarnego, zobowiązuje do stosowania ich zgodnie z określonymi zasadami. Zasady te zabraniają pozostawiania min dryfujących bez celu na wodach międzynarodowych.

Z drugiej strony, w czasie kryzysów i konfliktów zbrojnych dopuszczalne jest stawianie stałych min morskich na własnych wodach w celu ochrony przed atakami od strony morza. Ale "przy każdej formie umieszczania min (...) należy przestrzegać zasad skutecznego nadzoru, kontroli zagrożenia i ostrzegania" - czytamy w broszurze ministerstwa obrony Niemiec.

Wojna w Ukrainie (zdjęcie ilustracyjne)Rosyjskie sklepy chronią konserwy - założono im blokady antykradzieżowe

W związku z tym Ukraina wyraźnie ostrzegała żeglugę, gdy rozmieszczała miny na dużych obszarach wód przybrzeżnych w północno-wschodniej części Morza Czarnego. Teoretycznie, zgodnie z konwencją haską, Kijów powinien był również ostrzec o ewentualnych minach, które mogły zostać poluzowane.

Żegluga cywilna pod presją

Po zniszczeniu przez turecką marynarkę wojenną jednej ze znalezionych min i zamknięciu Bosforu władze tureckie zakazały również - do odwołania - nocnych połowów na Morzu Czarnym.

Bosfor, stanowiący część połączenia między Morzem Czarnym a Morzem Śródziemnym, jest ważnym szlakiem handlowym. Jest to jednak również wąskie gardło dla eksportu pszenicy z Rosji i Ukrainy. Zamknięcie szlaku morskiego mogłoby spowodować ponowny wzrost cen pszenicy.

Rejsy handlowe na własne ryzyko

Wiele firm żeglugowych i tak już znajduje się pod presją z powodu wojny w Ukrainie. Niemieckie Stowarzyszenie Armatorów (VDR) szacuje, że co najmniej 60 statków międzynarodowej floty handlowej utknęło w ukraińskich portach. Teraz dryfujące miny powodują kolejne problemy.

"Jesteśmy bardzo zaniepokojeni" - powiedział Gökhan Özcan z tureckiego stowarzyszenia armatorów KOSDER w wywiadzie dla tureckiego dziennika "Dünya". Nadmienił, że otrzymuje liczne telefony od zainteresowanych partnerów, zwłaszcza z krajów śródziemnomorskich, którzy chcą wiedzieć, czy mogą odważyć się na wysyłanie swoich kontenerowców przez cieśninę Bosfor.

Oprócz obaw o załogę obawiają się oni również ryzyka związanego z wojną, ponieważ ubezpieczyciele transportowi odmawiają ubezpieczenia szkód wojennych. Przedsiębiorstwa żeglugowe, wysyłając swoje statki do Rumunii, Mołdawii, Bułgarii, a nawet Rosji i Gruzji, ponoszą zatem ryzyko finansowe.

Jak niebezpieczne są stare miny?

Okazuje się jednak, że zagrożenie jest znacznie mniejsze niż początkowo zakładano, ponieważ w morzu dryfuje tylko część z początkowo podejrzewanej liczby min. Ponadto można zadać sobie pytanie, na ile stare ładunki wybuchowe są w ogóle sprawne. - Jak wynika ze zdjęć, miny są w złym stanie technicznym, niektóre nie wyglądają nawet na uzbrojone - mówi ekspert marynarki Peters. - Nie oznacza to jednak, że nie ma zagrożenia z ich strony - dodaje.

Z drugiej strony, ich wiek i słona woda morska, w której pływają, mogą również oznaczać, że detonatory są uruchamiane przy lżejszym kontakcie niż zamierzony - np. przy kontakcie ze zwykłym pompowanym materacem. Dlatego Peters przestrzega przed lekceważeniem niebezpieczeństwa. - Miny są i pozostaną wielkimi kulami pełnymi materiałów wybuchowych - podkreśla.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: