Polski sprzeciw ws. klimatu. Jerzy Buzek: Rządzący posadzili Polskę z twarzą umorusaną rosyjskim węglem w oślej ławce

Łukasz Kijek
Rządzący posadzili Polskę z twarzą umorusaną rosyjskim węglem w oślej ławce. I ciężko będzie się z niej podnieść - mówi prof. Jerzy Buzek, europoseł PO. Były premier i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego w dosadnych słowach komentuje to, że Polska jako jedyny kraj UE we własnym tempie będzie dochodzić do neutralności klimatycznej. Cała UE zadeklarowała osiągnięcie tego celu w 2050 roku.

Porażka rządu? Czy szarża i zwycięstwo?

Prof. Jerzy Buzek: Jestem zdumiony postawą rządu i całkowicie się z nią nie zgadzam. To prawda, że Polska jest w najtrudniejszej sytuacji, ale dla mnie to jest właśnie argument za przyłączeniem się do wspólnych działań. To dla nas ogromna szansa. Europa jest zdeterminowana, żeby ten projekt się udał, dlatego powinniśmy zrobić wszystko, żeby mieć jak największe wsparcie a nie zabiegać o wyjście z projektu poza rok 2050.

Od dawna zabiegaliśmy o specjalne dofinansowanie i inne traktowanie Polski w polityce klimatycznej UE. Tak właśnie narodził się pomysł Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który zgłosiłem ponad rok temu. Przypomnę, że wtedy nie był on zapisany w nowym wieloletnim budżecie unijnym, a teraz to jest oczywiste.

Premier i jego ministrowie twierdzą, że neutralność klimatyczna w 2050 roku to za duży ciężar do udźwignięcia. Słusznie?

Ta decyzja dotyczy nie tylko tego rządu. To decyzja na pokolenia. Wymaga ona determinacji i mobilizacji na miarę naszego dostosowania się przed wejściem do Unii Europejskiej dwie dekady temu. Przed takim wyzwaniem stoimy. Tę determinację przede wszystkim powinien wykazać rząd i jego agendy.

Premierzy zmieniają się co parę lat, a mówimy o strategii na następne 30. Tu nie chodzi tylko o energetykę i węgiel, ale o głęboką przebudowę całej gospodarki – od przemysłu przez transport po rolnictwo. W tym sensie neutralność klimatyczna dla żadnego kraju UE nie będzie spacerkiem – choć dla niektórych może być to dużo trudniejsze niż dla innych. Ale jeśli nadal odczuwająca skutki kryzysu ekonomicznego Grecja, Bułgaria czy Rumunia powiedziały „tak”, to dlaczego Polska nie mogła?

<<<Zobacz wideo: Katastrofa klimatyczna. "Głupota polityków nas zaboli. Kto będzie sterował klimatem, ten będzie rządził światem":

Zobacz wideo

Minister Michał Dworczyk uznaje to nawet za powód do dumy. Twierdzi, że po raz pierwszy od 20 lat pojawił się wyjątek w konkluzjach po szczycie Rady Europejskiej, a premier według niego dokonał szarży zakończonej sukcesem.

Pół żartem, pół serio – to obecna ekipa rządząca w pigułce: niespecjalnie może obchodzi ich, co będzie za 20-30 lat i jak dobrze przygotować na to Polskę, ale za to bardzo chętnie wypowiadają się, jak ich zdaniem wyglądało to czy tamto 20-30 lat temu.

Bez przesady. Wiele poprzednich szczytów brało pod uwagę specyficzną sytuacją Polski i jej trudności w dostosowaniu się do wymogów nie tylko klimatycznych, ale także środowiskowych. Chodzi też o czyste powietrze, czyste wody, morza i oceany, czy bioróżnorodność. Polska ma tu szczególnie dużo do nadrobienia. Dlatego mamy na przykład specjalne derogacje w europejskim systemie handlu emisjami, wywalczone w 2014 r., również w regulacjach odnośnie rynku prądu UE mamy furtki, z których możemy skorzystać, by zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne. Sam prowadziłem negocjacje ws. rynku energii elektrycznej z KE i Radą z ramienia Parlamentu Europejskiego rok temu.

Ulgowe traktowanie nie jest niczym nadzwyczajnym. To, co jest za to nadzwyczajne, to czego sama ta ulga dotyczy, co Polska realnie otrzymała. Mówiąc metaforycznie – w przykładach, które podałem przed chwilą, Polska dostawała obiad w lepszej cenie niż reszta, a na szczycie w czwartek Polska dostała zgodę, by nie wchodzić na stołówkę z resztą grupy. Zostaliśmy za drzwiami i przez szybę będziemy patrzeć, jak zamawiać będą inni. Nie uważam, że to jakiś specjalny powód do dumy.

Może te łagodne furtki i szczególne traktowanie nie stanowią po prostu zachęty do postawienie sobie ambitniejszych celów, a jedynie są wykorzystywane do omijania koniecznych reform?

To mnie bardzo niepokoi. To szczególne traktowanie rzeczywiście nie zmusiło kolejnych polskich rządów do tego, by coś ambitnego w kierunku ochrony klimatu i czystego powietrza robić. A obecny rząd, jak widać, chce to specjalne traktowanie wykorzystać, aby nie robić nic.

Pozwolę sobie przypomnieć, że kiedy byłem premierem, przeprowadziliśmy reformę górnictwa węgla kamiennego, zamykając nierentowne i niebezpieczne dla środowiska i samych górników kopalnie. Niektóre z nich wydobywały węgiel o zawartości 5 proc. siarki, to przecież dawało przy spalaniu kwaśny deszcz, o którym już w Polsce zapomnieliśmy. Jednocześnie wyraźnie mówiliśmy, że trzeba tę reformę systematycznie kontynuować. Nasi następcy tego nie zrobili. Efekt jest taki, że cały czas mamy sztucznie zaniżone ceny węgla.

Wycofali się też z budowy gazociągu z Norwegii i z Danii. Nikt nie jest w stanie zrozumieć dlaczego, a przecież mogliśmy już od kilku lat mieć duże ilości tańszego gazu. To jest dwa razy mniej szkodliwe dla środowiska niż spalanie węgla. Amerykanie to zrobili, wprowadzając gaz z łupków zamiast węgla, i mają lepsze wskaźniki zmniejszania emisji CO2 niż Europa.

Ale jak to ma się do polskiego sprzeciwu na szczycie klimatycznym?

Zmarnujemy szansę na transformację i będziemy energetycznym skansenem UE. Powinniśmy wykorzystać obecny dobry społeczny „klimat dla klimatu”, pozytywne nastawienie Polek i Polaków do tego tematu. Wykorzystajmy to i przypilnujmy polskie władze, żeby podeszły serio do sprawy. To nasz obywatelski obowiązek

Od czterech lat czekamy na rządową "Strategię Energetyczną" - nie wiemy nawet czy energia nuklearna jest nam potrzebna, ile potrzebujemy gazu, jak go wykorzystywać? Jak będziemy wychodzili z węgla? Czy będziemy budowali farmy wiatrowe? rząd właściwie wypłoszył przecież wszystkich inwestorów z tej branży. To wszystko ma się nijak do tego, co chcielibyśmy osiągnąć i do tego wielkiego samozadowolenia, które dziś rząd prezentuje. Powinniśmy być razem z naszymi partnerami z UE, neutralni klimatycznie w 2050 roku. Powinniśmy dobrze i sprawiedliwie wykorzystać środki finansowe, które nam się proponuje.

A kupuje pan argumenty rządu, że polityka klimatyczna powinna być dla Polski sprawiedliwa, że cel w 2050 roku jest zbyt ambitny, a zbyt mocne dokręcenie śruby uderzyłoby w naszą gospodarkę?

30 lat to jest szmat czasu. Jeżeli rząd zakłada, że przez 30 lat nie jesteśmy w stanie zdać tego egzaminu, to niejako daje votum nieufności wobec całego społeczeństwa – obywateli, przedsiębiorców, naukowców, innowatorów. Jeśli cel neutralności klimatycznej jest zbyt ambitny, to nawet nie wiem, jak określić rządową obietnicę miliona samochodów elektrycznych w Polsce do 2025 r. – przy obecnej średniej wieku samochodów w naszym kraju czy ilości dostępnej u nas w tej chwili infrastruktury do ładowania elektryków. Nie twierdzę, że to się na pewno w 2025 r. nie uda, ale tym większym jestem optymistą, jeśli chodzi o rok 2050.

Uważam, że najpoważniejsze wyzwanie, to pierwszy etap, czyli do roku 2030. Jeżeli zdecydujemy się na zbyt daleko idące ograniczenia emisji, to może być groźne dla gospodarki. A mowa jest obecnie o skoku z 40 proc. do 50, a nawet  55 proc. I wbrew temu, co słyszeliśmy po czwartkowym szczycie z otoczenia Premiera, Polska w żaden sposób nie jest wyłączona spod tej przyszłej legislacji. Nie ma o tym ani słowa w konkluzjach. Etap do roku 2030 jest kluczowy i przy jego projektowaniu powinniśmy mieć pełną ocenę wpływu na naszą gospodarkę, na poczucie bezpieczeństwa obywateli. Musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć i jakim kosztem.

O tym warto dyskutować, ale nie rozumiem, jak można mieć aż takie wątpliwości przy celu postawionym za 30 lat? Tu nie ma żadnego wyboru i trzeba nadrobić wszystkie zaległości polskiej gospodarki. Mamy przed sobą wielkie wyzwanie, ma je – jak już mówiłem - cała Europa. Neutralność klimatyczna w 2050 roku to jest cel do osiągnięcia poza wszelką dyskusją. Jako Polska powinniśmy byli absolutnie włączyć się w ten pozytywny trend europejski.

A co ten sprzeciw mówi o wizerunku Polski w UE i o członkostwie?

Mam nadzieję, że nasze członkostwo nie jest zagrożone. 89 proc. Polaków popiera UE. Spokojnie, tak daleko bym nie sięgał. A wizerunek? Jesteśmy szczególnym uczniem w tej klasie, trochę gorzej dysponowanym. Ja bym wolał, żebyśmy byli w pierwsze ławce i pokazywali, na co nas stać. Zamiast tego rządzący posadzili Polskę – z twarzą umorusaną rosyjskim węglem – w oślej ławce. I ciężko będzie się z niej podnieść.

Emmanuel Macron stwierdził, że jeśli Polska uchyli się od wdrażania neutralności klimatycznej do roku 2050 zostanie wykluczona z unijnego mechanizmu finansowania tego celu. Czy przez decyzję rządu stracimy dziesiątki miliardów euro, czy to tylko straszenie?

Nie jestem zwolennikiem takiego stawiania sprawy, bo ochrona klimatu, środowiska naturalnego, ratowanie planety, ale i – jedność UE to tematy zbyt ważne, by czynić je przedmiotem handlowania się jak na tureckim bazarze.

Z drugiej strony, polskie przysłowie mówi: kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Jeśli rząd twierdzi, że nie możemy poprzeć celu neutralności klimatycznej, bo dostaliśmy za mało pieniędzy, to nie powinien się dziwić, że ktoś tę logikę odwraca: nie ma poparcia Polski – to nie będzie pieniędzy dla Polski. Wpadamy trochę w pułapkę, którą sami zastawiliśmy.

Podobnie z deklaracjami dochodzącymi ze strony partii rządzącej, jakoby wypisując się z celu na rok 2050, Polska została wyłączona z nadchodzącej legislacji klimatycznej w ramach tzw. Zielonego Ładu. Ale przecież jej kluczowy element to właśnie wspomniany przez Pana mechanizm finansowania dla krajów takich jak Polska, Fundusz Sprawiedliwej Transformacji! Z niego też się wypisaliśmy? Mam nadzieję, że jednak nie – i mówię to jako ktoś, kto włożył w ubiegłym rok niezwykle wiele wysiłku w to, by przekonać cały Parlament Europejski do tego Funduszu i zapisać go w projekcie nowego wieloletniego budżetu UE.