Elektrownia jądrowa w Polsce i "martwe strefy" w Bałtyku. "Skopano modelowanie"

- Dolewanie ciepłej wody do wód powierzchniowych Bałtyku jest złe na kilku płaszczyznach - mówi nam prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. Polskie Elektrownie Jądrowe ripostują, że wybrany system chłodzenia w elektrowni "jest najbardziej efektywną formą chłodzenia dużych bloków energetycznych".
Słajszewo w gminie Choczewo. Prace pod budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce
Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

W ubiegłym roku Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (GDOŚ) wydała decyzję środowiskową dla budowy i eksploatacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Obiekt powstanie w pomorskiej gminie Choczewo. W wrześniu ubiegłego roku podpisano w tej sprawie umowę pomiędzy Polskimi Elektrowniami Jądrowymi oraz amerykańskim konsorcjum Westinghouse i Bechtel. W maju tego roku ministerka przemysłu Marzena Czarnecka przekazała z kolei, że prąd z pierwszego bloku inwestycji wartej 150 mld zł ma popłynąć w 2035 r. Natomiast kolejne bloki i formalne zakończenie inwestycji to rok 2039. 

Zobacz wideo Miłosz Motyka: W rządzie zrobimy wszystko, by energia atomowa popłynęła w sieci za 9 lat

Elektrownia jądrowa w gminie Choczewo. Cieplejsza woda trafi do Bałtyku

Polska Agencja Prasowa przypomniała niedawno, że z kilku wariantów budowy elektrowni inwestor wybrał ten najtańszy, z otwartym obiegiem chłodzenia, czyli bez chłodni wież-kominowych. Decydowały w tym przypadku głównie względy ekonomiczne. Tym samym chłodzenie w elektrowni będzie odbywało się poprzez przepompowywanie wody bałtyckiej przez system chłodzenia w ilości ok. 150 metrów sześciennych na sekundę. Woda zrzucana potem z powrotem miałaby być o ok. 10 stopni Celsjusza cieplejsza od wód Bałtyku.

Decyzja środowiskowa GDOŚ została oprotestowana przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA. Do GDOŚ wpłynęło odwołanie, a w nim m.in. opinie naukowców z Polskiej Akademii Nauk. Eksperci uważają, że rozwiązanie przyjęte przy budowie elektrowni związane z systemem chłodzenia może mieć potencjalnie niekorzystny wpływ na ekosystem akwenu. Nie zgadza się z nimi pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Maciej Bando. Strona rządowa podkreśla, że wybór wariantu z takim układem chłodzenia jest wynikiem "wielokryterialnej analizy". 

Maciej Bando informował m.in. w ubiegły czwartek Sejmie, że zgodnie z technologią różnica temperatur wody wpływającej i wypływającej z elektrowni atomowej ma wynosić "od 3, do 4 stopni maksymalnie". - Istotnie, istnieją opinie eksperckie, które mówią, że ta temperatura będzie dużo wyższa i może wpłynąć na dodatkowy zakwit glonów. Trzeba przypomnieć, że decyzja środowiskowa, którą spółka otrzymała, nie jest decyzją ostateczną. Aktualnie toczy się proces odwoławczy. Spółka jest zaangażowana w ten proces. Spodziewamy się decyzji środowiskowej pod koniec tego roku. Przy czym pierwsza decyzja środowiskowa miała rygor natychmiastowej wykonalności, w związku z tym nie ma mowy o żadnym wstrzymaniu prac - mówił pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. 

Polskie Elektrownie Jądrowe poinformowały nas, że odniosą "się do wszelkich podawanych w wątpliwość przez przedstawicieli Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA aspektów merytorycznych". "Przygotowany materiał będzie częścią postępowania administracyjnego podlegającą niezależnej i bezstronnej opinii organu administracji publicznej, która oceni kwestie podnoszone przez niektórych naukowców w debacie publicznej" - czytamy. 

 Układ chłodzenia w elektrowni a wody Bałtyku. "Skopano modelowanie"

Dolewanie ciepłej wody do wód powierzchniowych Bałtyku jest złe na kilku płaszczyznach. Po pierwsze ogrzewa te wody, tym samym zmienia ich biologię. Będzie na przykład więcej sinic, a także może to wpływać na cyrkulację. Nie zbadano tego dokładnie, modelowano to w bardzo niewielkiej domenie wokół tej elektrowni

- ocenia w rozmowie z Next.gazeta.pl prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie.

Naukowiec dodaje, że wody powierzchniowe ogrzewają się bardziej, w związku z tym robią się szybciej lżejsze, mniej gęste, "co utrudni mieszanie Bałtyku". - I teraz my do tego dodajemy jeszcze 7 gigawatów ciepła na wierzchu (GW). Powinno to być wymodelowane w domenie całego Bałtyku. Zanieczyszczanie Bałtyku 7 gigawatami ciepła odpadowego tylko po to, by zaoszczędzić na chłodniach wieżowych, to jest działanie naprawdę nieodpowiedzialne. Szczególnie przy tak małym przebadaniu tego - ocenia. 

Nawiasem mówiąc, w tych bodajże 2 tys. stron raportu środowiskowego nigdzie nie załączono raportu z tego modelowania. Podano dwa obrazki przedstawiające wielkość tej plamy ciepła, na jednym z nich widać, że wypełnia ona całą domenę, w której modelowano. Zatem ewidentnie widać, że domena była za mała, a w raporcie napisano, że domena była wystarczająca. Zrobiono to marnie. Moim głównym zarzutem jest to, że skopano modelowanie

- dodaje naukowiec.

Sekretariat pełnomocnika rządu, cytowany przez PAP, twierdzi z kolei, że w ramach przygotowania raportu o oddziaływaniu na środowisko przeprowadzono "bezprecedensową długoletnią kampanię badawczą". Pełnomocnik rządu podkreśla, że wyniki badań, w tym analizy i modelowania dotyczące oddziaływania otwartego układu chłodzenia na wody Morza Bałtyckiego były weryfikowane przez niezależnych ekspertów, m.in. z Instytutu Budownictwa Wodnego Polskiej Akademii Nauk czy Urzędu Morskiego w Gdyni. "Stężenie substancji emitowanych do wód z elektrowni bez chłodni kominowych będzie niższe, a w dodatku elektrownia nie będzie emitowała związków zawierających fosfor (wpływający np. na rozwój sinic)" - czytamy. 

Spółka PEJ dodaje, że wybór systemu chłodzenia "poprzedziły również lata prac analitycznych zgodnych z wymogami prawa i wytycznymi Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej oraz szczegółowych analiz wielokryterialnych, wizji lokalnych i badań terenowych. Program badawczy objął około 400 km2 obszaru morskiego i 98 km2 obszaru lądowego" - czytamy. PEJ podkreśla, iż raport środowiskowy opracowany na potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania tej inwestycji na środowisko zawierał kilkanaście tysięcy stron i "jest to także wynik prac wielu ekspertów z Polski jak i z zagranicy". Zdaniem Polskich Elektrowni Jądrowych twierdzenia o rzekomej niskiej jakości merytorycznej raportu środowiskowego "są nieprawdziwe i nie są oparte na faktach". 

Strefy beztlenowe na Bałtyku i sinice

- Sinice to będzie oczywisty efekt, bo zawsze gdy morze jest cieplejsze, to będzie ich więcej. Jest bardzo bogata literatura na ten temat, także w kontekście elektrowni jądrowych zrzucających ciepło, to się zdarza na całym świecie. Były badania na ten temat dotyczące m.in. fińskiej elektrowni atomowej Loviisa. Wiadomo, że dodawanie ciepłej wody do powierzchni zwiększy stratyfikację termiczną, ale skalę tego trzeba byłoby wymodelować - przekonuje z kolei prof. Piskozub, który dodaje, że zwiększona stratyfikacja jest obecnie uważana za główną przyczynę utrzymywania się "tak dużych stref beztlenowych w Bałtyku".

To obszary przy dnie morza, w których nie ma tlenu, a w efekcie rozkładu materii organicznej gromadzi się tam siarkowodór. Z tego powodu nazywane są "martwymi strefami" - nie ma w nich warunków umożliwiających przetrwanie dla większości organizmów. 

- Przedtem uważaliśmy, że to efekt nadmiernego użyźniania azotem i fosforem. Ten problem się zmniejszył, ale nie poszło za tym zmniejszenie się stref beztlenowych w Bałtyku. Pojawiały się też teorie, że być może mniej wody dopływa z Morza Północnego w tzw. wlewach. Okazuje się jednak, co wynika z nowszych badań niemieckich, że wcale te wlewy objętościowo się nie zmniejszyły, tylko po prostu sezonowo trochę inaczej wyglądają i przez to nam się wydawało, że są rzadsze - mówi naukowiec i dodaje, że po takim wlewie sytuacja poprawiała się jedynie na parę miesięcy. 

- Dlatego teraz jest przekonanie, że główną przyczyną utrzymywania się stref beztlenowych jest zwiększona stratyfikacja Bałtyku. W związku z tym, że ogrzewa się on szybciej w warstwach powierzchniowych niż przy dnie, różnica gęstości między warstwami powierzchniowymi a dennymi się zwiększa. Trudniej jest Bałtyk wymieszać. Dodanie jeszcze ciepła do warstw powierzchniowych pogłębi ten problem, pytanie tylko czy istotnie - mówi prof. Piskozub. 

A co z okolicznymi plażami? Będzie można z nich korzystać? - Z tego co wiemy, ale nie jest to do końca pewne, wygląda na to, że zostanie zamkniętych kilka kilometrów plaży w rejonie elektrowni atomowej w gminie Choczewo. Turystyczny dotąd teren zostanie dość mocno zdegradowany. I to nie tylko elektrownią jądrową, bo ma tam być też punkt odbioru energii z farm wiatrowych. Będzie to obszar dość mocno uprzemysłowiony - ocenia naukowiec. Z kolei Maciej Bando tłumaczył w Sejmie, że "rurociągi z wodą wychodzą prawie sześć kilometrów głąb morza, więc nie należy obawiać się tego, że jest to jakaś rura wychodząca praktycznie w miejscu, gdzie ludzie brodzą sobie w wodzie". 

Polskie Elektrownie Jądrowe o wyborze systemu chłodzenia dla elektrowni atomowej

"Preferowany układ chłodzenia wybrano po blisko 4-letnim programie badań i analiz w ramach przygotowania raportu środowiskowego, zrealizowanego na niespotykaną dotychczas w Polsce skalę" - odpowiadają na nasze pytania Polskie Elektrownie Jądrowe.

PEJ podkreślają, że wybrana technologia układu otwartego chłodzenia (tj. bez chłodni kominowych) "jest najbardziej efektywną formą chłodzenia dużych bloków energetycznych". "Warto też dodać, że elektrownie jądrowe z układem otwartego chłodzenia, położone nad Morzem Bałtyckim, od lat bezpiecznie funkcjonują w takich krajach jak chociażby Finlandia (elektrownia jądrowa Olkiluoto oraz elektrowni jądrowa Loviisa) czy Szwecja (elektrownia jądrowa Ringhals, elektrownia jądrowa Forsmark oraz elektrownia jądrowa Oskarshamn)" - podkreśla PEJ i dodaje, że spółka "szczegółowo odniesie się do wszystkich wątpliwości Profesora Piskozuba wniesionych przez Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA". Polskie Elektrownie Jądrowe zapowiadają też, że jesienią zorganizują konferencję poświęconą wpływowi elektrowni atomowej na Morze Bałtyckie. 

 "Niech sobie pan minister zmieni naukowców, ale to już przypomina PRL"

Jednym z zarzutów ministra Bando jest m.in. to, że opinie zawarte do uwag wobec planu środowiskowego, są "prywatnymi opiniami" naukowców sporządzonymi w imieniu i na rzecz uczestnika postępowania, tj. Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA. I w żadnej mierze nie są one stanowiskiem Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. - Pan minister nie rozumie, jak działa nauka. Każda opinia naukowa jest opinią konkretnych naukowców. Mamy w PAN komitety naukowe, które się wypowiadają, ale to nie jest główna forma wypowiedzi naukowców. Nawiasem mówiąc, te organizacje ekologiczne nic nam za to nie zapłaciły, więc to nie jest tak, że robiliśmy to na ich zlecenie, raczej na ich prośbę. Były też inne organizacje, które były tym zainteresowane, nawet te należące do administracji. Niech sobie pan minister zmieni naukowców, ale to już przypomina PRL, a nie III RP - odpowiada prof. Piskozub. 

Stan Bałtyku. Problemy z dorszem i śledziem

Ekspert podkreśla, że Bałtyk może nie jest morzem najbardziej na świecie zanieczyszczonym, ale jest za to akwenem bardzo czułym na zanieczyszczenia. - Ani to morze, ani jezioro, nie wszystkie organizmy mogą w nim żyć i ekosystem Bałtyku jest dość ubogi - dodaje i wskazuje na problemy z dorszami i śledziami. - Strefami beztlenowymi na Bałtyku są praktycznie wszystkie głębie. I to są te rejony, gdzie żywi się młody dorsz. Na wschodnim Bałtyku, od Kołobrzegu na wschód, jest to, jak się sądzi, główna przyczyna braku odradzania się dorsza - mówi i podkreśla, że strefy beztlenowe to "zakłócenie ekosystemu". - Na wschodnim Bałtyku nie ma dorsza, a z kolei na zachodnim nie ma śledzia, ewidentnie przez globalne ocieplenie. Śledź potrzebuje odpowiedniej temperatury do tarła, a zimą na zachodnim Bałtyku jest już za ciepło. Działamy na Bałtyk na parę sposobów i nie przyjmuje on tego najlepiej - podsumowuje naukowiec.

Więcej o: