Liczba ofiar śmiertelnych COVID-19 w Polsce od początku pandemii przekroczyła 80 tys. - wynika z rządowego raportu zakażeń. Po danych opublikowanych 19 listopada przez Ministerstwo Zdrowia, liczba ta wynosi dokładnie 80 399. W piątek resort zdrowia poinformował o 403 kolejnych osobach zmarłych zakażonych koronawirusem.
Ponad 80 tys. covidowych śmierci to przede wszystkim efekty fal z jesieni 2020 r. i wiosny 2021 r. Wówczas - licząc średnią siedmiodniową - codziennie umierało nawet po 500-600 osób zakażonych koronawirusem. Ale "swoje" zaczyna coraz mocniej dokładać także czwarta fala. Średnia z ostatnich siedmiu dni to już ponad 260 śmierci dziennie.
Liczba ofiar COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 mln. W Europie dotychczas zmarło niemal 1,4 mln osób zakażonych koronawirusem, w tym ok. 830 tys. osób w krajach UE.
Dzienna liczba osób zmarłych na COVID-19 (średnia siedmiodniowa)
Łączna liczba osób zmarłych na COVID-19
Liczba osób zmarłych zakażonych koronawirusem w Polsce nie oddaje jednak w pełni skali dramatu, który odbywa się w Polsce. Można szacować, że w Polsce od początku pandemii zmarło przynajmniej ok. 120-130 tys. osób "za dużo". Taka jest skala nadmiarowych zgonów, tj. różnicy między łączną liczbą odnotowanych śmierci w Polsce w czasie pandemii a liczbami notowanymi w podobnym okresie przed pandemią.
Oznacza to, że oficjalne zgony covidowe odpowiadają zapewne "tylko" za najwyżej dwie trzecie wszystkich nadmiarowych zgonów w Polsce. Reszta to m.in. konsekwencje paraliżu systemu opieki zdrowotnej.
Polska jest drugim - po Bułgarii - krajem UE z najwyższą liczbą nadmiarowych zgonów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców.
Jak przekonywał w środę rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz, Polacy są społeczeństwem, które mniej dba o swój stan zdrowia.
Jeżeli epidemia dotyka jakikolwiek kraj, to przede wszystkim jej skutki są widoczne na tle osób, które nie dbają o swój stan zdrowia. Jeżeli popatrzymy, jak dużo osób w Polsce jest dotkniętych cukrzycą, jak dużo osób się nie diagnozuje, jak dużo osób jest dotkniętych chorobami układu naczyniowego, ma nadciśnienie, problemy kardiologiczne, to jest obraz społeczeństwa, które - jeśli dotknie je epidemia - to, niestety, ona się odbija w hospitalizacji. I również w tej najtragiczniejszej statystyce, statystyce zgonów
- stwierdził Andrusiewicz. Dodawał, że "gros pacjentów" z COVID-19 zgłasza się po pomoc za późno - gdy mają już bardzo niską saturację i z karetki często trafiają prosto pod respirator.