Ekonomiści o "mapie drogowej" obietnic PiS: pieniądze się znajdą, ale deficyt wzrośnie [ANALIZA]

Pieniądze na realizację tzw. "piątki Kaczyńskiego", czyli nowych obietnic PiS, powinny się znaleźć. Ale to oznacza też wzrost deficytu finansów publicznych w pobliże niebezpiecznej granicy 3 proc. PKB.
Zobacz wideo

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił we wtorek "mapę drogową" obietnic, które Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło kilkanaście dni temu. Te obietnice to 500 plus od pierwszego dziecka, trzynasta emerytura, obniżka PIT i zerowy PIT dla młodych oraz odtworzenie lokalnych połączeń autobusowych.

Rząd: pieniądze się znajdą

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie będzie trzeba nowelizować tegorocznego budżetu. Wprawdzie z jednej strony wzrosną wydatki, a z drugiej spadną dochody (obniżki PIT, podwojenie kosztów uzyskania przychodu), ale dodatkowe pieniądze mają się znaleźć. Źródła finansowania to m.in. dalsze obniżanie luki VAT i CIT (tutaj pojawiło się hasło opodatkowania "cyfrowych gigantów - zagranicznych korporacji działających w Polsce) i uszczelnienie w służbie zdrowia - NFZ i FUS (e-recepty, e-skierowania, e-zwolnienia, e-składka).

Według PKO BP te wszystkie źródła mają przynieść od 14 do 21 mld zł rocznie.

Z kolei mBank uważa, że będzie to między 18 mld zł w wersji minimalnej a 28 mld zł w wersji maksymalnej, przy czym ekonomiści dorzucają tu jeszcze wpływy z zysku NBP. Czy to wystarczy?

Koszt nowych planów PiS szacowany jest przez rząd na około 30-40 mld zł rocznie. Podobne szacunki przedstawiają ekonomiści, choć według części z nich (PKO BP i mBanku) może to być nawet 45 mld zł. Obietnice mają wejść w życie już w tym roku, ale ponieważ nie będą obejmować okresu od stycznia, będzie trzeba na nie wydać mniej. Według mBanku brutto w tym roku będzie to około 24 mld zł, przez dwa kolejne lata około 45 mld zł rocznie, a następnie koszt tego pakietu fiskalnego będzie spadać. Przy czym nie wiadomo, czy trzynasta emerytura będzie wypłacana co roku.

Część wydanych pieniędzy w pewnym sensie "wróci" do budżetu w postaci wyższych podatków - dzięki wyższej konsumpcji, do której zachęcą finansowe obietnice - rząd liczy, że Polacy zwiększą wydatki. Ogólnie plany rządu powinny pozytywnie wpłynąć na gospodarkę, być może podniosą nawet tempo wzrostu PKB. Powinno wystarczyć, jak pisze mBank, ale jest też inny, mało pozytywny wątek.

Ekonomiści: deficyt wzrośnie

Wzrost wydatków by zrealizować hojny pakiet może sprawić, że zwiększy się deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (finansów publicznych, general government). To pojęcie szersze od deficytu budżetu państwa, o którym słyszymy najczęściej. Sektor instytucji rządowych i samorządowych to cała sfera finansów publicznych utrzymywana z podatków i obowiązkowych składek obywateli - nie tylko budżet państwa, ale także ZUS oraz budżety samorządów.

Od kilku lat ten deficyt spadał i w tej chwili jest na niskim poziomie. Za ubiegły rok miał według szacunków wynieść 0,5 proc. PKB. W tym ma już wzrosnąć, jak prognozuje Fitch, do około 1,7 proc. PKB. To wciąż dużo poniżej 3 proc., progu ostrzegawczego dla UE. Przekroczenie tego limitu oznacza wejście państwa w tzw. procedurę nadmiernego deficytu. Podczas jej trwania finanse publiczne kraju objęte są specjalnym nadzorem, rząd musi stosować się do zaleceń Rady UE (czyli grupy unijnych ministrów finansów) i wdrażać działania korygujące, co oznacza zaciskanie pasa a czasem np. podwyżkę podatków. Polska była objęta procedurą nadmiernego deficytu w latach 2009-2015.

Premier Morawiecki twierdzi, że nam to nie grozi, i mimo, że w 2020 roku deficyt wzrośnie, to może zaledwie przekroczyć 2 proc. PKB. Innego zdania są ekonomiści.

Podtrzymujemy naszą ocenę, że realizacja pakietu nie pociąga konieczności nowelizacji tegorocznego budżetu, natomiast w przyszłym roku doprowadzi do zbliżenia deficytu sektora finansów publicznych w relacji do PKB w pobliże bariery 3 proc. Nasze szacunki są tym samym bardziej ostrożne od oceny Premiera

- pisze w komentarzu PKO BP. Takie głosy pojawiały się już wcześniej. Eksperci ostrzegali też przed wzrostem zadłużenia.

To samo twierdzi agencja ratingowa Fitch.

W przypadku braku rozwiązań kompensujących i przy prawdopodobnym spowolnieniu wzrostu dochodów, istnieje ryzyko, że deficyt w 2020 r. będzie zbliżał się do progu 3 proc. PKB dotyczącego procedury nadmiernego deficytu

- pisała agencja w komunikacie dwa dni temu. Więcej szczegółów możemy poznać pod koniec tego miesiąca, kiedy Fitch będzie dokonywać planowego przeglądu ratingu Polski. 

Według ekspertów, coraz trudniej może być też "wyciskać" pieniądze z ograniczania tzw. luki VAT. Według Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych tak luka wprawdzie bardzo mocno spadła, ale dalsza szybka poprawa ściągalności tego podatku będzie wyzwaniem.

DGP: Ministerstwo Finansów ostrzega

Co ciekawe, jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna", ryzyko wzrostu deficytu finansów do 3 proc. PKB widzi sam rząd, a w każdym razie niektórzy z jego przedstawicieli. "DGP" powołując się na swoje informacje, pisze, że ostrzegała przed tym niedawno minister finansów Teresa Czerwińska. Te ostrzeżenia wśród kolegów i koleżanek minister z rządu miały zostać przyjęte z rezerwą. Teresy Czerwińskiej nie było na wtorkowej prezentacji "mapy drogowej", jej resort reprezentował wiceminister Leszek Skiba.

Zobacz wideo
Więcej o: