Brexit niesie kolejne nieprzyjemne konsekwencje. Część Brytyjczyków straci dostęp do kont bankowych

Pandemia koronawirusa "przykryła" brexit, ale to nie znaczy, że Brytyjczycy mogą o nim zapomnieć. Tysiącom z nich o wyjściu z UE przypomniały właśnie banki, zapowiadając zamykanie kont tych, którzy mieszkają na co dzień poza Wielką Brytanią. A to wszystko przez brak porozumienia rządu Borisa Johnsona z Brukselą.

Od końca zimy głównym tematem na świecie jest nowy koronawirus. Sars-Cov-2, wywoływana przez niego choroba zakaźna COVID-19 i będący konsekwencją pandemii kryzys gospodarczy są ogromnym wyzwaniem dla państw. Wielka Brytania nie jest tutaj wyjątkiem, zresztą najbardziej kryzysowy, drugi kwartał tego roku uderzył w nią najmocniej ze wszystkich europejskich państw - jeśli patrzeć na tempo spadku PKB. Ale walka z recesją to nie jest jedyne zmartwienie rządu Borisa Johnsona. Kolejnym, wcale nie mniejszym, jest brexit. 

Wielka Brytania. Problemy z kontami bankowymi Brytyjczyków mieszkających w UE

Wielka Brytania oficjalnie wyszła z Unii Europejskiej 31 stycznia, jednak od 1 lutego do końca roku trwa okres przejściowy. W tym czasie, mimo formalnego opuszczenia UE, Brytyjczycy funkcjonują w ramach Wspólnoty w zasadzie bez zmian.

Zobacz wideo Oko na świat. Co zmieni się dla nas po brexicie?

Ten czas przeznaczony jest na wypracowanie porozumienia w sprawie przyszłych stosunków handlowych. Tyle że szybko się kończy - teoretycznie porozumienie powinno zostać zawarte do końca roku, ale w praktyce znacznie wcześniej, bo będzie je trzeba jeszcze ratyfikować. Tymczasem wciąż go nie ma, a do tego Boris Johnson straszy opcją jednostronnego zerwania wcześniejszej umowy brexitowej przez Londyn. Konsekwencją braku porozumienia może być faktyczne wyjście bez umowy, czyli tzw. twardy brexit. To może oznaczać chaos w relacjach handlowych między Wielką Brytanią a poszczególnymi unijnymi państwami, powrót ceł i wiele innych utrudnień. Także w bankowości. 

Brytyjczycy mieszkający na terenie UE zaczynają dostawać listy od swoich brytyjskich banków z informacją, że ich konta będą zamykane. Od weekendu pisze o tym prasa, jako pierwszy potwierdzenie w tej sprawie dostał "Sunday Times". Sprawa dotyczy tysięcy klientów jak na razie kilku banków: Lloyds, Barclays i Coutts (ten ostatni to bank królowej). Brytyjskie media przytaczają relacje takich osób. Jak pisze "The Guardian", jedna z klientek Lloydsa (bank wysłał informacje do 13 tysięcy klientów mieszkających w Holandii, Słowacji, Niemczech, Irlandii, Włoszech i Portugalii) dowiedziała się, że nie będzie mogła korzystać ze swojego brytyjskiego konta od 2 listopada. Na to konto wpływa emerytura kobiety, są też z niego pokrywane m.in. opłaty za posiadaną na Wyspach nieruchomość. Rozmówczyni "Guardiana" obawia się, że zostanie odcięta od pieniędzy. Bank przekaże jej to, co, znajduje się na koncie, w formie czeku, a każde późniejsze przekazy - w tym te emerytalne - będą zwracane do nadawcy. 

Powodem takiego zachowania banków ma być ryzyko wspomnianego twardego brexitu. Na razie Wielka Brytania korzysta z paneuropejskich zasad działalności bankowej, ale po zakończeniu okresu przejściowego to się skończy. Od nowego roku świadczenie usług przez brytyjskie banki Brytyjczykom na terytorium Unii Europejskiej będzie nielegalne - chyba, że banki te mają odpowiednie licencje. Wspomniane trzy grupy nie posiadają "europejskich" części swoich biznesów, musiałyby więc o takie licencje wnioskować. Tyle że w różnych krajach istnieją różne zasady dla tzw. państw trzecich, byłby więc to proces skomplikowany i nie zawsze opłacalny, jeśli wziąć pod uwagę ilość klientów. Niektóre z tych instytucji decydują więc, że po 31 grudnia nie będą mieszkających w UE klientów obsługiwać, choć data wygaśnięcia usług zależy od rodzaju usługi czy produktu bankowego. 

Brexit się komplikuje, Boris Johnson próbuje postawić się Brukseli

Rozmowy w sprawie porozumienia handlowego mocno skomplikowały się dwa tygodnie temu. Brytyjski rząd opublikował projekt ustawy, która pozwalałaby na jednostronne zerwanie pierwszej umowy brexitowej z Unią Europejską. Premier Boris Johnson tłumaczył, że byłby to swego rodzaju mechanizm awaryjny, zabezpieczenie na wypadek braku porozumienia w negocjacjach nad drugą umową, tą dotyczącą przyszłych stosunków między Londynem a Brukselą. Tyle że pierwsza umowa w sprawie brexitu (którą Johnson przecież sam wynegocjował i nazywał dobrą) nie była warunkowana przyszłym porozumieniem. Według UE, ale także wielu brytyjskich polityków, takie działanie Wielkiej Brytanii oznacza łamanie prawa międzynarodowego. 

Kontrowersyjna ustawa ma zostać przyjęta przez parlament brytyjski w przyszłym tygodniu. Na razie wywołała ogromne oburzenie w Unii, która naciska na jej wycofanie. Kolejna runda rozmów między Brukselą a Londynem w sprawie brexitu odbędzie się 28 września. "Alternatywa w postaci Brexitu bez umowy nie jest atrakcyjna, ale nie możemy jej wykluczyć" - mówił w poniedziałek wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis.