Inflacja szarżuje. "Wkrótce wystrzeli prawdziwa polityczna armata" [WYKRES DNIA]

W sierpniu inflacja w Polsce 5,5 proc. rok do roku - o 0,1 pp. więcej niż początkowo podawał GUS. Prognozy ekonomistów mówią, że w przyszłym roku tempo wzrostu cen będzie już niższe. W podobny sposób uspokajają np. politycy PiS czy prezes Narodowego Banku Polskiego. Problem w tym, że wcale nie oznacza to spokoju dla naszych portfeli.

Inflacja w sierpniu wyniosła 5,5 proc. rok do roku - podał w środę GUS, korygując tym samym w górę tzw. szybki odczyt z końca sierpnia, mówiący o 5,4-procentowym tempie wzrostu cen. Prognozy ekonomistów na najbliższe miesiące i kolejne lata są zwykle podobne. Nie da się wykluczyć, że do końca roku zobaczymy jeszcze wyższe odczyty inflacji, być może nawet z szóstką z przodu.

W 2022 r. tempo wzrostu cen powinno być niższe, aczkolwiek raczej daleko mu będzie do 2,5-procentowego celu inflacyjnego NBP. Sama lipcowa projekcja NBP wskazuje, że średniorocznie inflacja w 2022 r. wyniesie 3,3 proc., podobną prognozę mają ekonomiści Credit Agricole. Ale już np. eksperci z banku Pekao uważają, że w przyszłym roku inflacja średniorocznie wyniesie aż 4 proc., a więc będzie tylko nieznacznie niższe niż w tym roku (dziś inflacja przekracza 5 proc., ale średniorocznie jest niższa, prognoza Pekao na ten rok to 4,4 proc.). 

embed

Ostatni raz inflację taką jak obecnie - 5,4 proc., według szybkiego szacunku GUS mieliśmy w połowie 2001 roku.Inflacja w sierpniu 5,4 proc.? Otóż nie. GUS koryguje dane. W górę!

Inflacja zniknie, wyższe ceny zostaną

Wzrost cen jest niepokojący. Dziś. Ale prognozy są takie, że ta inflacja zacznie słabnąć na przełomie roku

- uspokajał we wtorek Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu. Na spadek inflacji liczy premier Mateusz Morawiecki, o jej "przejściowości" regularnie mówi też m.in. prezes NBP Adam Glapiński.

De facto nie można im zarzucić braku - przynajmniej częściowej - racji. Wskaźnik inflacji zbiera w sobie wzrosty cen z okresu ostatnich dwunastu miesięcy, a więc dziś widzimy w nim skutki np. wejścia w życie na początku 2021 r. opłaty mocowej (doliczanej do rachunków za prąd), cukrowej czy od "małpek". Dlatego np. w styczniu 2021 r. wskaźnik cen miesiąc do miesiąca (a więc w zestawieniu z grudniem 2020 r.) wzrósł o 1,3 proc. - najwięcej od dwudziestu lat.

Matematyka jest tu nieubłagana - w styczniu 2022 r. ze wskaźnika inflacji rocznej te czynniki znikną - choć wyższe ceny pozostaną. W podobny sposób w lutym "zniknie" 0,5 pp. (inflacja miesiąc do miesiąca z lutego 2021 r.), w marcu 1 pp., w kwietniu 0,8 pp. Słowem - do kwietnia 2022 r. włącznie ze wskaźnika inflacji "wyparuje" ok. 3,6 pp. Jeśli tych liczb nie zastąpią równie wysokie, w naturalny sposób inflacja roczna ulegnie obniżce. Ale wyższe ceny energii, gazu, usług czy części towarów już nie wyparują.

Oczywiście, są czynniki szokowe podbijające obecną inflację, które w pewnym horyzoncie mogą zaniknąć i przyczynić się do spadku cen. Chodzi np. o surowce, w tym paliwa, na które dziś w szybko odbijającej się po kryzysie gospodarce światowej jest bardzo wysoki popyt (przy także nie najwyższej podaży, jak np. w przypadku gazu ziemnego). Można mieć nadzieję, że jeśli sytuacja się unormuje, to np. na stacjach paliw zobaczymy niższe ceny.

Podobnie jest w przypadku frachtu, którego ceny bardzo dynamicznie rosną, co również może mieć (już oraz w kolejnych miesiącach) odbicie w cenach przewożonych towarów dla konsumentów. Gdy ceny frachtu spadną, być może w dół pójdą i ceny towarów, a więc spadnie inflacja. 

Z drugiej strony - mamy też do czynienia z masą podwyżek cen, które w najbliższych miesiącach przestaną już podbijać wskaźnik inflacji, ale zostaną z nami na zawsze. Przykład pierwszy z brzegu - jeśli fryzjer (odbijając sobie konsekwencje lockdownów) podniósł w czerwcu cenę danej usługi z 40 zł do 50 zł, to za niespełna rok ta 25-procentowa podwyżka zniknie z "inflacyjnych radarów" GUS i nie będzie podbijać wskaźnika rocznego. Inflacja więc spadnie, ale podwyższona cena pozostanie.

Inflację w 2022 r. będą windować m.in. koszty utrzymania domów

Problem tylko w tym, że rzeczywistość w 2022 r. nie będzie wyglądała dla Polaków tak różowo, jak może się wydawać. Nawet, jeśli ceny nie będą już rosnąć w 5- czy 6-procentowym tempie, ale np. 4-procentowym, to nadal - będą mocno rosły. Mocniej, niż zakłada NBP w swoim celu inflacyjnym (2,5 proc. z pasmem wahań 1 pp. w górę lub w dół). Abstrahując oczywiście od tego, że "gusowska" inflacja to wyliczenia dla modelowego koszyka towarów i usług i dla każdego tempo wzrostu cen jest inne. 

Na jakie podwyżki powinni szykować się Polacy? Jednym z bardzo bolesnych "pewniaków" są ceny prądu, gazu czy ogrzewania.

Oświetlenie i ogrzanie domu będzie w przyszłym roku dużo droższe

- nie ma wątpliwości Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl, gość Studia Biznes Gazeta.pl.

Już dziś mamy do czynienia z nawet 20-30-procentowymi podwyżkami cen ciepła w niektórych miastach. Rząd już planuje "urealnienie" cen w ciepłownictwie. Ceny gazu dla konsumentów znów podniósł PGNiG (o 12,4 proc.), w jego ślady idą także inni dostawcy błękitnego paliwa. Bardzo prawdopodobne są kolejne podwyżki, podobnie jak w przypadku dostaw energii elektrycznej. 

Nie jest zaskoczeniem, że nie będą to podwyżki odzwierciedlające poziom inflacji, ale znacznie wyższe. Padają różne liczby i rzeczywiście poruszamy się raczej na poziomie dwucyfrowym niż jednocyfrowym

- stwierdził właśnie prezes Urzędu Regulacji Energetyki Rafał Gawin w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną". Z nieoficjalnych informacji wynika, że spółki energetyczne mogą wnioskować do URE o zielone światło dla zwiększenia opłat nawet o 30 proc.

Nieco bardziej optymistyczny jest Bartłomiej Derski z portalu wysokienapiecie.pl, które prognozuje podwyżki rachunków za energię o ok. 12 proc. w 2022 r., co dla rodzin z dziećmi w domach może oznaczać nawet o 40-50 zł więcej do zapłaty co miesiąc. 

"Duży biznes" może płacić nawet o kilkadziesiąt procent więcej. Te podwyżki mogą znaleźć jakieś odzwierciedlenie w cenach ich towarów. Jak mówił Derski, np. w przemyśle chemicznym czy ciężkim koszty energii mogą wynosić nawet aż około 10-20 proc. łącznego kosztu produkcji. Jako przykład ekspert podał nawozy, za które rolnicy będą płacić więcej - co będą mogli chcieć odzyskać w cenach produktów rolnych.

Zobacz wideo Kto ucierpi najbardziej na podwyżkach cen prądu? "Biznes zapłaci więcej"

"Wkrótce wystrzeli polityczna armata"

Spółki energetyczne są w dosyć trudnej sytuacji dochodowej, muszą obniżać koszty działalności, żeby skala podwyżek cen energii była jak najniższa. Spółki prawa handlowego nie mogą dokładać do swojego biznesu

- mówił kilka dni temu Jacek Sasin, minister aktywów państwowych.

Zresztą wystarczy spojrzenie na rynek hurtowy - na Towarową Giełdę Energii, na ceny kontraktów terminowych na dostawy energii czy gazu ziemnego - aby zostać brutalnie odartym ze złudzeń, że podwyżki będą symboliczne. Kontrakt na dostawę energii elektrycznej w czwartym kwartale br. opiewa obecnie na ok. 440 zł za MWh. Na początku roku było to ok. 246 zł/MWh, co oznacza wzrost o ok. 80 proc. W błyskawicznym tempie rosną też ceny kontraktów na dostawy energii w przyszłym roku.

embed

Podobnie wygląda sytuacja na hurtowym rynku obrotu gazem. Ceny kontraktów na dostawę w ostatnim kwartale br. czy pierwszym kwartale 2022 r. przebiły właśnie poziom 300 zł za MWh, gdy na początku 2021 r. roku opiewały na poniżej 100 zł/MWh.

Ceny na rynku hurtowym nie znajdą pełnego odzwierciedlenia w cenach dla konsumentów, ale duży wzrost cen na rachunkach jest pewny. Niemal na pewno - dwucyfrowy. A nie jest wcale przesądzone, że pierwszą cyfrą będzie 1. 

Nadchodzi bardzo mocny wzrost cen prądu. Widać go już na giełdzie energii, więc firmy też go pewnie odczuwają. Wkrótce wystrzeli prawdziwa polityczna armata: wzrosną ceny dla gospodarstw domowy

- komentuje Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu" i dyrektor SpotData.

Czynników windujących ceny prądu czy gazu jest kilka. Po pierwsze, światowa gospodarka wróciła na tory szybkiego wzrostu. Nastąpił dynamiczny wzrost popytu na surowce energetyczne, co przy ograniczonej podaży (m.in. mniejszym wydobyciu i zapasach węgla, ropy czy gazu) winduje ceny.  Ceny produkcji energii idą też w górę z powodu drożejących uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Niebagatelny wpływ mają też czynniki spekulacyjne. W efekcie bardzo luźnej polityki pieniężnej na niemal całym świecie, na wielu globalnych rynkach - także tych surowcowych - ceny są windowane przez napływ kapitału.

Mateusz MorawieckiSpytali Morawieckiego o cenę chleba, uciekł w poezję. Ekspert policzył

Czy Polski Ład może podnieść inflację?

Poza takimi czynnikami jak podwyżki cen gazu, prądu czy ogrzewania, w 2022 r. możemy mieć do czynienia z coraz wyraźniejszą presją inflacyjną z powodu dobrej sytuacji w gospodarce. 

Mamy rekordowo niskie bezrobocie, duże podwyżki pensji minimalnej. Moim zdaniem to może rozbudzić oczekiwania podwyżkowe, a to też wygeneruje impuls inflacyjny

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

To oczywiście świetna prognoza, że gospodarka ma się szybko rozwijać, a pracownicy będą poszukiwani i będą mogli śrubować żądania płacowe. Jednak rosnące koszty działalności mogą być częściowo przerzucane na konsumentów, np. w branżach usługowych. Jeśli ktoś spóźni się na pociąg z podwyżkami, może odczuć bolesny spadek dochodów w ujęciu realnym.

Ekonomiści nie chcą wprawdzie jednoznacznie wyrokować, ale nie da się też wykluczyć, że jakieś przełożenie na inflację (choć raczej nie rewolucyjne) mogą mieć zmiany podatkowe w ramach Polskiego Ładu. 

Widać tu pewne ryzyko inflacyjne. Polski Ład ma wspierać dochody dużej grupy Polaków, więc wynikająca z tego wyższa konsumpcja może oddziaływać w kierunku wyższej inflacji. Również rosnące koszty pracy w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych, chociażby z sektora usług, mogą oddziaływać inflacjogennie

- tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl Marcin Kujawski, ekonomista BNP Paribas.

Jest jeszcze jeden aspekt Polskiego Ładu, w którym część ekspertów widzi ryzyko inflacyjne. Chodzi o finansowe uderzenie w samorządy, które po reformie stracą część swoich dochodów podatkowych. Chodzi o kwoty rzędu kilkunastu miliardów złotych w skali roku.

Rząd zapowiedział wprowadzenie subwencji, którą mają rekompensować te straty, ale część samorządów obawia się, że nie dostanie z kasy centralnej tyle pieniędzy, ile powinny. Gdyby - odpukać - tak się stało, to samorządowcy straszą, że mogą poszukiwać dodatkowych wpływów do lokalnych budżetów w kieszeniach mieszkańców, np. podnosząc podatki czy opłaty lokalne (np. od nieruchomości), czynsze za lokale, opłaty za wodę, ścieki czy wywóz śmieci albo ceny biletów na komunikację miejską. 

***

Macie pytania czy wątpliwości dotyczące inflacji? Przesyłajcie je do nas na adres: news_gazetapl@agora.pl. W czwartek 16 września prof. Marian Noga, gość nowego programu Q&A Gazeta.pl, odpowie na Wasze i nasze pytania.

Więcej o: