Liczycie na szybki koniec podwyżek stóp? Nic z tego. Prezes NBP "niezobowiązująco" podał datę

Maria Mazurek
Jeśli ktoś sądził, że RPP podniosła stopy mocno i szybko, więc wcześniej zakończy ten cykl, to czwartkowa konferencja Adama Glapińskiego raczej go rozczaruje. Prezes NBP dał do zrozumienia, że politykę monetarną nadal trzeba będzie zacieśniać. Także po to, by równoważyć działania rządu. Ale pojawiła się też możliwa - na ten moment - data początku obniżek.

Rok temu stopy procentowe były na rekordowo niskie. Główna - stopa referencyjna NBP - od blisko roku wynosiła wtedy zaledwie 0,1 proc. Można było podejrzewać, że taki poziom długo się nie utrzyma, choć chyba nikt nie sądził, że 12 miesięcy później będzie tak wysoko jak obecnie. Cykl podwyżek rozpoczął się w październiku. Do ryzyk, jakie przyniosła pandemia koronawirusa po drodze dołączył kryzys energetyczny, w Europie podsycany przez Rosję - zapewne nie bez powodu, bo kilka tygodni temu niesprowokowana zaatakowała Ukrainę, dorzucając wojnę do tej listy zagrożeń. 

Więcej wiadomości z gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>> 

RPP mocno podniosła stopy procentowe. "To nie jest decyzja wyprzedzająca"

Od października ubiegłego roku Rada Polityki Pieniężnej podnosiła stopy już siedem razy, na każdym posiedzeniu decyzyjnym. Na ostatnim, kwietniowym, aż o 100 punktów bazowych - z poziomu 3,5 do 4,5 proc. Ostatnio główna stopa była tak wysoko pod koniec 2012 r. Od listopada tamtego (2012) roku aż do jesieni 2021 stopy tylko obniżano. Przez sześć ostatnich lat tego okresu były już bardzo nisko - najpierw, w 2015, spadły do 1,5 proc., a w czasie pandemii jeszcze niżej. Przez cały ten czas czujność kredytobiorców mogła zostać nieco uśpiona. Można było się liczyć z tym, że będą podwyżki, banki zresztą miały obowiązek o takim ryzyku informować, ale też zapewne wielu nie przeszło przez myśl, że może chodzić o podwyżki tak duże i szybkie.

Agustin Carstens,, szef Banku Rozrachunków Międzynarodowych: Możemy być u progu nowej ery inflacyjnejNadchodzi era inflacyjna - ostrzega szef banku centralnego banków centralnych

Analitycy Biura Maklerskiego Pekao SA wyliczyli, że znacząco odczuje to ponad połowa obecnych kredytobiorców. Najmocniej ci, którzy zadłużali się w 2020 i ubiegłym roku, przy stopie 0,1 - to około 12 proc. wszystkich spłacających aktualnie hipoteki. Nieco słabiej - ale też wyraźnie - zacieśnienie polityki monetarnej zaboli tych, którzy pożyczyli od banków pieniądze na mieszkanie lub dom w czasie, gdy główna stopa była na poziomie 1,5-0,5 proc. (marzec 2015 - maj 2020). To 41 proc. obecnych kredytobiorców. Wszystkich spłacających kredyty w złotych jest około 3,5 miliona. 

Przed wybuchem wojny w Ukrainie okolice 4-4,5 proc. podawano jako poziom, który nie stanowi zagrożenia dla spłacalności kredytów oraz jako potencjalną górną granicę cyklu. Teraz już wiadomo, że to wcale nie jest jeszcze koniec.

Już miesiąc temu prezes Narodowego Banku Polskiego na konferencji po posiedzeniu RPP objawił się jako jastrząb (czyli zwolennik zacieśniania polityki monetarnej - podnoszenia stóp). "Działamy tak, aby zacieśnić politykę pieniężną. To niestety powoduje, że poziom rat zaciągniętych kredytów rośnie. Ilość środków finansowych u rodzin, które spłacają te kredyty, maleje. To działa antyinflacyjnie. Takie są reguły życia, tak to działa" - mówił. 

Po środowej, zaskakująco mocnej podwyżce (eksperci spodziewali się ruchu o 50, najwyżej 75 punktów bazowych w górę) pojawiły się domniemania, że być może to sprawi, że cykl zacieśniania polityki monetarnej zakończy się wcześniej. Na przykład nie pod koniec tego roku, ale już latem. Adam Glapiński w czwartek rozwiał te nadzieje. 

Nasze działanie wczorajsze nie miało charakteru działania wyprzedzającego, jak w niektórych tytułach prasowych, w mediach, jeszcze wczoraj po naszej decyzji się to próbowało interpretować. To nie jest decyzja wyprzedzająca. To nie jest decyzja, która przyspiesza jakieś decyzje o podnoszeniu stóp, aby szybciej ten wzrost stóp zakończyć. Nic takiego. Zareagowaliśmy po prostu na napływające dane. To nie przesądza w żaden sposób o tym, że dalszych reakcji naszych nie będzie

- powiedział prezes NBP

Co więcej, w dalszych słowach podkreślił, że choć RPP nie informuje, jak długo i jak wysoko stopy będzie podnosić, to okoliczności i warunki do tego, by ten cykl jeszcze trwał, są sprzyjające. - W żaden sposób nie odnosiliśmy się do tego, czy cykl będzie trwał, nie będzie trwał, kiedy się zakończy, na jakim poziomie, bo tego nie wiemy. Na razie sytuacja jest taka, że jest bardzo wysoka inflacja, dwucyfrowa, o tendencji silnie rosnącej, a mamy bardzo wysoką koniunkturę. A wojna powoduje, że będą musiały rosnąć wydatki rządowe. To wszystko razem nakazuje nałożyć kaganiec, cugle inflacji - powiedział w czwartek Adam Glapiński. 

Adam Glapiński: 4,5 proc. to nie jest wysoka stopa. Będzie rosnąć. A kiedy obniżki?

Czyli: mamy wysoką inflację, okoliczności zapowiadają, że pozostanie wysoka, a nawet jeszcze będzie rosnąć, a do tego stan gospodarki jest na tyle dobry, że podwyżki stóp, które osłabiają koniunkturę, mocno jej nie zaszkodzą. Prezes dawał do zrozumienia, że decyzje Rada będzie podejmować na bieżąco, co miesiąc przyglądając się aktualnej sytuacji. 

Więcej na ten temat pisaliśmy w poniższym tekście: 

Adam Glapiński, prezes NBP, w czasie konferencji po posiedzeniu RPP, 7 kwietnia 2022 r.Glapiński o trzech czynnikach, przez które RPP nałożyła "kaganiec inflacji"

Prezes NBP nie uważa też, że stopy procentowe są za wysokie i nie widzi oznak problemów ze spłacaniem hipotek.

Główna stopa 4,5 to nie jest wysoka stopa. To jest cały czas ujemna stopa realna

- powiedział Glapiński. Realna, czyli po uwzględnieniu inflacji. 

Nie powiem tego zobowiązująco, ale można by przewidywać czy oczekiwać, że w końcu 2023 roku, jak wszystko będzie zgodne z tymi trendami dzisiaj, [stopy - red.] będą już się zmniejszać

- zasugerował. Zatem do końca przyszłego roku stopy niższe raczej nie będą (czy potem zaczną spadać, też jak na razie nie jest pewne). A do jakiego poziomu dojdziemy do tego czasu? Możliwe, że z piątką z przodu możemy się zacząć żegnać. Na przykład według ING, wypowiedzi z konferencji prezesa wspierają prognozę ekonomistów tego banku, która zakłada stopy procentowe na poziomie 6,5 proc. w tym i aż 7,5 proc. w przyszłym roku. 

Na więcej komentarzy musimy jeszcze chwilę poczekać, natomiast już w środę, po decyzji RPP, ekonomiści wspominali o poziomie ponad 6 proc. "Jeśli okaże się, że nie jest to chęć przyspieszenia cyklu i szybszego dojścia do niekoniecznie wyższego docelowego poziomu stóp, to wyceniany przez rynek docelowy poziom stóp przesunie się wyraźnie powyżej 6 proc." - pisał PKO BP zapowiadając, że kluczowa będzie konferencja. Już wiemy, że wymieniony przez ekspertów tego banku warunek się potwierdził - nie chodzi o przyspieszenie podwyżek. 

Prezes Glapiński nie powiedział, gdzie może leżeć teraz "próg bólu" dla spłacających kredyty hipoteczne w złotych. Zapewnił, że bank tej kwestii pilnuje. 

- Śledzimy ich sytuację, badamy, kontaktujemy się z KNF-em, rozpatrujemy to. W tej chwili, według naszych danych, żadnego niepokojącego wzrostu NPL-i nie obserwujemy - stwierdził. NPL, czyli z ang. non-performing loans to kredyty zagrożone, trudne do spłacenia. Glapiński odwołał się tutaj do istniejących już rozwiązań rządowych, jak Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Przeznaczony jest on dla osób w szczególnie trudnej sytuacji (trzeba spełnić bardzo konkretne warunki). 

Przykra dla przytłoczonych coraz wyższymi miesięcznymi ratami prawda jest taka, że dokładnie o to w działaniu banku centralnego chodzi. Czyli o ograniczenie wydatków, które napędzają konsumpcję i w konsekwencji inflację. Z jednej strony, bo z drugiej zniechęca to do zaciągania nowych pożyczek. 

Obserwujemy to z dnia na dzień. Te kredyty zostały w tej chwili zastopowane, oczywiście nie do zera, ale zostały zastopowane. Ale taki jest cel właśnie tego działania, żeby zdusić, zmniejszyć ilość pieniądza, który wchodzi na rynek 

- przyznał prezes NBP

 

Kredytów hipotecznych będzie zaciąganych mniej także dlatego, że drastycznie spadła zdolność kredytowa Polaków. Banki nie będą chciały pożyczać tyle, na ile można było liczyć kilka miesięcy temu. A przecież w tym czasie ceny mieszkań rosły. Przykład obrazujący to, jak bardzo zmniejszyła się zdolność kredytowa, podawał w programie "Studio Biznes" (jeszcze przed decyzją RPP) Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. Także dlatego, że weszła w życie nowa rekomendacja KNF, która zaostrza warunki wyliczania zdolności. 

- Ja wyliczyłem przykład rodziny z dwójką dzieci, z łącznym dochodem 8 tys. zł netto. Właściwie tylko w przeciągu ostatnich kilku dni, czyli tylko ze względu na rekomendację, ich zdolność kredytowa spadła o około 100 tys. zł. Jeszcze w marcu mogli liczyć na około 432 tys. zł, a w kwietniu będzie to około 330 tys. zł [w nagraniu słychać przejęzyczenie w tej drugiej liczbie - red] - mówił. 

Zobacz wideo Kogo dzisiaj stać na kredyt hipoteczny? Pytamy eksperta

To, że kredytobiorcy wiedzieli, że zalecenia KNF, wchodzące w życie od kwietnia, utrudnią otrzymanie pożyczki na zakup mieszkania, widać dobrze w danych publikowanych przez Biuro Informacji Kredytowej. W marcu liczba wniosków o kredyt hipoteczny wystrzeliła - w porównaniu z lutym był to wzrost o aż 75 proc.

Budowa mieszkań, zdjęcie ilustracyjne.Polacy rzucili się na hipoteki. Dla wielu mogła to być ostatnia szansa

Więcej o: