Pensja minimalna mniejsza niż ustawa przewiduje? Ekonomiści: Zła kuracja, która może zabić pacjenta

Pracodawcy wystosowali list do rządu, w którym chcą zawieszenia przepisów, na podstawie których wylicza się minimalną podwyżkę wynagrodzenia podstawowego. Eksperci z Polskiej Sieci Ekonomii nie zgadzają się jednak z apelem pracodawców. - Zła kuracja, która może zabić pacjenta - pisze Jan Zygmuntowski.

Minimalna pensja brutto w 2022 roku wynosi 3010 zł. Co roku jest ona podnoszona, ale względu na wysoką inflację, w 2023 roku rząd planuje dwie waloryzacje - 1 stycznia oraz 1 lipca.

Podwyżka może być naprawdę duża. W kwietniu rząd mówił o 400 zł. Ostatnie doniesienia z posiedzenia Rady Dialogu Społecznego wskazują jednak, że rząd chce w 2023 podwyżki wynagrodzenie podstawowego nawet do 3,5 tys. zł. Najpierw w styczniu pensja minimalna wzrosłaby do 3350 zł, a w lipcu podwyżka o kolejne 150 zł. 

Takim wzrostom sprzeciwiają się pracodawcy. Domagają się zawieszenia obowiązujących przepisów, do czasu aż inflacja spadnie do celów NBP (2,5 proc. z odchyłem do 1 proc.). Zamiast przewidzianych w prawie podwyżek pensji minimalnej, które oznaczałyby zwiększenie płacy o 13,5 proc., chcą, by te urosły o wysokość wskaźnika inflacji prognozowanego przez rząd na 2023 rok, czyli 7,8 proc. w dwóch równych ratach w lipcu oraz sierpniu. 

Jan Zygmuntowski, ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego oraz współprzewodniczący Stowarzyszenia Polska Sieć Ekonomii, które poprosiliśmy o komentarz, nie rozumie jednak, czemu bierzemy wskaźnik z przyszłego roku. Wzrost pensji minimalnej szacuje się bowiem na podstawie wskaźników z minionego roku, a nie bazując na prognozach na kolejny rok.

Zobacz wideo Jaki poziom może osiągnąć płaca minimalna w 2022 roku? [Q&A]

Pracodawcy mówią o złej inflacji, a ekonomiści twierdzą, że to nie ona jest najgorsza

W swoim liście do rządu pracodawcy napisali, że najpoważniejszym zagrożeniem dla gospodarki jest inflacja, która "wywołuje dramatyczne skutki w przedsiębiorstwach". Z tym nie zgadza się Zygmuntowski.

Nie zgadzam się z uzasadnieniem, które głosi, że inflacja to najpoważniejsze zagrożenie dla gospodarki. Jest poważniejsze zagrożenie - zła kuracja, która może zabić pacjenta. Pracodawcy mierzą się z wysokimi kosztami zakupów i to jest źródło presji na windowanie cen

- powiedział dla Next.Gazeta.pl Zygmuntowski.  

Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl 

Z kolei dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ekspert Polskiej Sieci Ekonomii ds. polityki fiskalnej, wytknął pracodawcom na Twitterze, że zyski średnich i dużych firm w czasie inflacji wystrzeliły. 

Organizacje zrzeszające głównie średnie i duże firmy: "Inflacja wywołuje dramatyczne skutki w przedsiębiorstwach [...] Indeksacja płac grozi załamaniem koniunktury". Jednocześnie zyski średnich i dużych firm w czasie inflacji...

- pisze dr Możdżeń, pokazując wykres, który szybuje w górę. 

Pensa minimalna w górę, ale mniej niż przewiduje ustawa. Co mówią ekonomiści?

Jan Zygmuntowski przypomina, że w "I kwartale 2022 r. płace wzrosły o 9,8 proc., ale jednocześnie wydajność pracy wzrosła o blisko 7 proc. Więc realny wzrost płac sam z siebie mieści się w celu inflacyjnym i nie jest żadnym zagrożeniem dla gospodarki".

 Żadna "spirala płacowa" nie występuje obecnie w polskiej gospodarce. Dlatego apel, żeby waloryzować płacę minimalną mniej niż inflacja, jest przerzucaniem globalnych problemów występujących w łańcuchach dostaw na najuboższych, zarabiających najmniej

- uważa Zygmuntowski. Dodaje, że postulat ten miałby sens jedynie wtedy, gdyby pracodawcy ograniczyli marże, a więc też zyski oraz zawiesili premie dla zarządów. - O tym jednak nie chcą rozmawiać - puentuje ekonomista.

Zygmuntowski tłumaczy też, że w związku dynamicznym wzrostem cen, waloryzacja pensji minimalnej powinna uwzględniać nie tylko szacunki inflacyjne na 2023 rok, lecz także różnicę między prognozowaną inflacją a tą prawdziwą w 2022 roku. W budżecie władze przewidywały wzrost cen na poziomie 3,3 proc. W marcu w ankiecie NBP ekonomiści wskazali natomiast, że średnioroczna inflacja w 2022 roku wyniesie 9,8 proc., resort finansów szacował wówczas 9,1 proc. 

Apel o istotne ograniczenie waloryzacji płac i świadczeń osób najbardziej dotkniętych przez inflację, podnoszony ze strony przedstawicieli przedsiębiorstw osiągających w tym samym inflacyjnym okresie rekordowe rentowności, trudno traktować inaczej niż jako próbę ochrony własnego interesu

- twierdzi dr Michał Możdżeń.

Zygmuntowski podkreśla, że jedyną słuszną częścią listu pracodawców jest  "konieczność wzrostu płac w sferze budżetowej, dla której rząd nie podał żadnego wskaźnika oraz ponowne wskazanie na kluczową rolę inwestycji w przezwyciężaniu kryzysu".

Więcej o: