Za co wkrótce zapłacimy więcej? Nowe daniny, wyższe opłaty, koniec ulg [WYKRES DNIA]

- Dziwnie by było, gdybyśmy chcieli, żeby konsumpcja nam rozwijała gospodarkę, i w tym samym czasie zabierali pieniądze z kieszeni podatników - mówił niedawno minister finansów Tadeusz Kościński. Owszem, ewidentnych podwyżek podatków, typu podniesienia stawek VAT, PIT czy CIT, nie będzie. Nie oznacza to jednak, że z naszych kieszeni nie będą wypływały pieniądze.

Rząd uspokaja Polaków, iż żadnych podwyżek podatków ani wprowadzania nowych danin nie będzie. W kampanii wyborczej słyszeliśmy z kolei z ust premiera Mateusza Morawieckiego, że tylko Andrzej Duda jest "gwarantem braku podwyżek podatków".

Opłata cukrowa i od "małpek"

Jak wyglądają te zapowiedzi w praktyce, przekonaliśmy się w ostatnich tygodniach na przykładzie tzw. opłaty cukrowej i opłaty do tzw. małpek z alkoholem. Nawet jeśli uznamy, że jest to obciążenie słuszne, promujące zdrowy tryb życia, to jednak wokół jej wprowadzenia powstał spory niesmak.

Zaczęło się w Sejmie, gdzie prace nad projektem ustawy przybrały groteskowy przebieg - zdecydowano się bowiem... znowelizować nieistniejącą w obiegu prawnym ustawę. Posłów Zjednoczonej Prawicy nie przekonały ani wątpliwości ekspertów czy opozycji, ani nawet ostrzeżenie przedstawicielki Biura Legislacyjnego Sejmu, że nowelizowanie czegoś, co nawet nie zostało przez Sejm uchwalone, byłoby kuriozalne.

Potem prezydent Andrzej Duda - w kampanii wyborczej "gwarant braku podwyżek podatków" - trzy tygodnie po zaprzysiężeniu ustawę podpisał. A gdy wiceminister finansów Piotr Patkowski był pytany w Radiu WNET jak to jest z tym brakiem podwyżek podatków, to tłumaczył, że formalnie opłata cukrowa to nie podatek, bo wszak wpływy z niego nie zasilą budżetu państwa, tylko kasę NFZ.

W każdym razie z kieszeni osób, które w 2021 r. będą decydowały się na zakup napojów słodzonych oraz "małpek" z wódką, jednak będzie wypływało więcej pieniędzy niż obecnie. O jakich kwotach mówimy?

Szacuje się, że napoje słodzone podrożeją o kilkadziesiąt procent. Konkretnie, dodatkowa opłata ma wynosić przynajmniej 50 gr za każdy litr. Jeśli w napoju będzie więcej niż 5 g cukrów na 100 ml produktu, opłata będzie jeszcze wyższa - o 5 gr za każdy dodatkowy gram cukru w litrze napoju. Kolejne 10 gr opłaty na litr ma być nałożone na napoje z dodatkiem tauryny lub kofeiny.

Opłata za "małpki", czyli napoje alkoholowe w butelkach o pojemności do 300 ml, ma z kolei wynosić 25 zł na każdy litr 100-procentowego alkoholu. Przykładowo, dodatkowa opłata od buteleczki 200 ml wódki 40 proc. wyniesie 2 zł. 

Podatek cukrowy i od "małpek" zapłacą m.in. hurtownie, ale siłą rzeczy ostatecznie więcej za napoje słodzone czy alkohol w małych butelkach zapłacą konsumenci. Chyba, że oczywiście spożywanie napojów słodzonych i alkoholu w "małpkach" ograniczą - co z pewnością wyjdzie na dobre nie tylko dla naszemu zdrowiu, ale i portfelom.

Opłata mocowa 

Od 1 stycznia 2021 r. obowiązywać zacznie także tzw. opłata mocowa. Będzie to nowa pozycja na fakturach nie tylko milionów gospodarstw domowych, ale też firm.

Szacuje się, że "przeciętne" gospodarstwo domowe wskutek nowych przepisów zapłaci za energię ok. 100 zł więcej w ciągu roku. Ale ile będzie to konkretnie - to będzie zależało po pierwsze od zużycia energii w konkretnym domu (czy mieszkaniu, zakładzie pracy itd.), a po drugie - od ostatecznej wysokości stawki opłaty mocowej za 1 mWh (ta na razie nie jest znana).

Wpływy z opłaty mocowej mają być przeznaczone na zabezpieczenie procesu dostaw prądu - tj. na budowę nowych elektrowni i modernizację obecnych. Opłata ma także zachęcać do samodzielnej produkcji energii dzięki korzystaniu z własnych instalacji (np. fotowoltaicznych). 

Opłata przekształceniowa

W zawieszeniu cały czas pozostaje także kwestia reformy Otwartych Funduszy Emerytalnych. Rząd chciał ją zrealizować już w tym roku, ale plany pokrzyżowała pandemia. Wielce prawdopodobne jest kolejne podejście do realizacji reformy w 2021 r.  

W największym skrócie - domyślnie rząd przemaluje obecne OFE na Indywidualne Konta Emerytalne, dodając do nich możliwość pobrania zgromadzonych środków w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego. Rząd nazywa to "prywatyzacją" pieniędzy z OFE - dziś bowiem ten kapitał wędruje ostatecznie do ZUS i podnosi kwotę emerytury. 

Niestety, z OFE na IKE nie trafi pełna pula środków - w międzyczasie bowiem wyparuje z niej w ramach tzw. opłaty przekształceniowej 15 proc. Jako że dziś przeciętnie każdy Polak ma na OFE ok. 8,5 tys. zł, straciłby podczas reformy ponad tysiąc złotych. 

Alternatywą dla transferu środków z OFE na IKE będzie przekazanie tych pieniędzy na konto w ZUS. Wówczas opłaty przekształceniowej nie będzie (za to opodatkowana będzie wypłacana emerytura). 

Czytaj więcej: Likwidacja OFE. Najbardziej mętnym punktem jest opłata 15 proc., ale pułapek jest więcej

Podatek handlowy

Rząd zapisał w projekcie przyszłorocznego budżetu wpływy z podatku handlowego - 1,5 mld zł. Chciał tę daninę wprowadzić już kilka lat temu, ale do jego konstrukcji wątpliwości miała Komisja Europejska. W 2019 r. pozytywny dla polskiego rządu wyrok wydał Sąd Unii Europejskiej, ale teraz czekamy jeszcze na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE.

Na razie podatek handlowy jest zawieszony do końca 2020 r. Jest więc możliwe, że zacznie obowiązywać od początku 2021 r.

Podatek handlowy ma zostać nałożony na sieci handlowe i wynieść 0,8 proc. od przychodu 17-170 mln zł miesięcznie, albo 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie.

Znów - podobnie jak w przypadku opłaty od małpek czy opłaty cukrowej, a wcześniej np. podatku bankowego - choć to nie konsumenci bezpośrednio będą obciążeni nową daniną, to bardzo prawdopodobne jest odbijanie sobie jej przez przedsiębiorców w cenach produktów.

Uderzenie podatkowe w firmy?

W ostatnich dniach pojawiają się także nowe plany Ministerstwa Finansów wobec niektórych firm. Z wykazu prac rządu wynika, że resort chce obłożyć podatkiem CIT spółki komandytowe. Szacuje się, że w takiej formie działa kilkadziesiąt tysięcy rodzinnych firm.

Rząd oczywiście tłumaczy plany potrzebą uszczelnienia systemu finansowego.

To nie jest podwyżka, to jest wyrównanie szans dla wszystkich. Dlaczego tworzymy sztuczne właścicielstwo, żeby unikać płacenia podatku?

- komentował plany resortu finansów jego szef Tadeusz Kościński w rozmowie z interia.pl.

Ale Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP ds. podatkowych, obawia się, że znów możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której tysiące przedsiębiorców poniosłoby koszt walki z odsetkiem nierzetelnych podmiotów unikających opodatkowania. 

Znaczący będzie wzrost kosztów prowadzenia działalności z powodu wprowadzenia podwójnego opodatkowania dochodu

- podejrzewa Czucharski.

Dodatkowo, jak twierdzi "Rzeczpospolita", Ministerstwo Finansów planuje także zobowiązanie przedsiębiorców do "ujawniania planów swojej polityki podatkowej". Zdaniem ekspertów może to być pretekst, by przeprowadzać kontrole i sprawdzać, dlaczego odprowadzone podatki nie zgadzają się z wcześniejszym planem.

Likwidacja ulgi abolicyjnej

Innym planem rządu jest likwidacja tzw. ulgi abolicyjnej. Zdaniem Anny Misiak, doradcy podatkowego, partnera w kancelarii MDDP i szefa Zespołu Podatków Osobistych i Doradztwa dla Pracodawców, ta zmiana uderzy w polskich rezydentów zarabiających za granicą, a rozliczających się w Polsce.

Podatnicy będą musieli dopłacić w Polsce znacznie wyższy podatek niż dotychczas, gdy ulga jest stosowana. Brak ulgi spowoduje, że nastąpi powrót do czasów sprzed 2007 roku, kiedy dochody osiągane w krajach z niekorzystną metodą unikania opodatkowania (kredyt podatkowy) nie były w Polsce deklarowane, właśnie wskutek braku rozwiązań niwelujących podwójne opodatkowanie i zbyt duże obciążenia podatkowe w Polsce

- komentuje Misiak. Wskazuje, że dla osób osiągających dochody z pracy np. z Hiszpanii, Francji czy Niemiec nadal dostępna będzie korzystna metoda unikania podwójnego opodatkowania, bo tak wynika z umów Polski z tymi krajami. Ale już osoby zarabiające np. w Holandii, Belgii czy Wielkiej Brytanii będą musiały opodatkować dochody z zagranicy w Polsce i dopłacić podatek według polskiej skali.

Lokalne daniny w górę

Jak zauważa "Business Insider Polska", od 2021 r. podniesione mogą zostać także niektóre podatki lokalne, zależne co do wysokości (i w ogóle woli poboru) od poszczególnych gmin. Z ok. 125 do 130 zł może pójść w górę maksymalna roczna kwota tzw. podatku od psa. Nie każda gmina go jednak pobiera.

W górę w 2021 r. nawet o 3,9 proc. może pójść także podatek od nieruchomości.

Inne opłaty i podatki - pewne i na horyzoncie

Od początku 2021 r. z 22,70 zł do 24,50 zł w górę pójdzie miesięczna opłata abonamentowa za użytkowanie telewizora albo telewizora i radia.

Według planów rządu, od 2021 r. wprowadzona ma zostać także tzw. opłata depozytowa. Jak tłumaczą eksperci PwC, opłata będzie nakładana na smary i co do zasady będzie odzyskiwalna w przypadku zwrotu zużytych produktów. Opłata depozytowa funkcjonuje już w zakresie np. akumulatorów. 

W kolejnych latach należy też liczyć się z nowymi podatkami na poziomie całej Unii. Chodzi m.in.  podatek od odpadów niepodlegających recyklingowi (tzw. podatek od plastiku) oraz cło węglowe. Dodatkowe opłaty czekają także cyfrowych gigantów.

Prawdopodobnie od 2022 r. obowiązywać ma także rozszerzona opłata za usługi wodne - czyli tzw. podatek od betonu (potocznie i przekornie, ku uzasadnionej frustracji ekologów, nazywany także "podatkiem od deszczu"). Więcej osób niż obecnie będzie musiało płacić dodatkową opłatę (w wysokości nawet kilkuset złotych w przypadku domów jednorodzinnych), jeśli w znacznym stopniu będą zabudowywać działki, nie zbierając przy tym deszczówki. To, ile konkretnie w jakim przypadku może wynieść "podatek od betonu", liczyliśmy w tym artykule.

embed

Będzie "dzióbanie" i szukanie wroga?

Wszystko wskazuje na to, że choć nie zobaczymy ewidentnych podwyżek - np. podniesienia stawek VAT, PIT czy CIT - to jednak nasze portfele będą dzióbane, podgryzane w mniej jaskrawy sposób. Tym bardziej, że z kryzysowego deficytu budżetowego (12 proc. PKB w 2020 r. i 6 proc. w 2021 r.) trzeba będzie z czasem schodzić.

Nie możemy sobie pozwolić na utrzymanie deficytu 6 proc. PKB. Czeka nas konsolidacja. Musimy zredukować 70 mld zł - tyle jest nadmiernego deficytu. Moim zdaniem, skończy się wzrostem podatków. Powrócą pomysły z zeszłego roku, np. pełne oskładkowanie umów zleceń

- komentuje w "Studiu Biznes" w Gazeta.pl dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. W 2019 r. mówiło się także o zniesieniu zasady 30-krotności (sprawia, że najlepiej zarabiające osoby nie płacą składek ZUS), obecnie podobno rząd o tym już nie myśli. Dudek zauważa, że w projekcie budżetu na 2021 r. różnych nowych podatków, opłat, danin już mamy 11 mld zł.

Część nowych albo wyższych podatków i opłat jest tłumaczona choćby względami prozdrowotnymi (np. opłata cukrowa, opłata od małpek), sprawiedliwości (np. opłata przekształceniowa w OFE) czy wyrównywania szans (np. podatek handlowy, opodatkowanie CIT-em spółek komandytowych). 

Dr Dudek nie wyklucza, że podobnych prób "szukania wroga" może być więcej. 

Ostatnio popularnym terminem są tzw. podatki sektorowe. Podatek bankowy, od handlu detalicznego, cukrowy, nagle wzrosła radykalnie akcyza na alkohol i papierosy. Rząd będzie szukał takich podatków sektorowych, gdzie można znaleźć jakieś uzasadnienie zdrowotne lub antagonizować pewne grupy. Banki albo wielkie sieci detaliczne "siedzą na pieniądzach" - można je obciążyć. Tylko przeciętny obywatel nie wie, że na końcu to się odbija w inflacji, wyższych opłatach

- mówi ekonomista.

Zobacz wideo Ogromny deficyt budżetowy. „To skończy się wzrostem podatków”