Budżet UE. Bruksela szykuje plan B. Polska może stracić miliardy euro

Maria Mazurek
Mateusz Morawiecki i Viktor Orban są nieugięci. Powtarzają, że zawetują unijny pakiet budżetowy. Sam budżet im nie przeszkadza, oba państwa są w UE beneficjantami netto. Problem stanowi dołączone do budżetu rozporządzenie z mechanizmem warunkowości wypłat unijnych środków, powiązanym z praworządnością.

W środę 2 grudnia w Brukseli spotkali się wysłannicy rządów unijnych. Rozmowy dotyczyły najgorętszego teraz tematu w Unii Europejskiej - budżetu i groźby polsko-węgierskiego weta. Z przecieków wynika, że nie zakończyły się zbyt dobrze. Niemcy, w tym półroczu przewodniczące UE, miały przekazać państwom członkowskim, że nie ma żadnych sygnałów potencjalnego kompromisu - podał portal Bloomberg, powołując się na jednego z dyplomatów. 

Budżet UE. Polska i Węgry uparte, Niemcy tracą wiarę na kompromis

Dzień później zarówno Węgry, jak i Polska powtórzyły, że trzymają się swojej wersji. Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" mówił to, co już słyszeliśmy wiele razy: że mechanizm praworządności może jego zdaniem zostać użyty bardzo samowolnie i z motywów politycznych, a cały spór to forma odreagowania Unii na Warszawie i Budapeszcie. "Ma za sobą kryzys finansowy, brexit, doświadcza rosnących nierówności, co uważnie obserwuje Bundesbank. I w razie problemów chętnie odreagowuje na Polsce i Węgrzech" - stwierdził polski premier. 

W rozporządzeniu związanym z praworządnością chodzi jednak przede wszystkim o pieniądze

- To nie jest mechanizm, który służy do tego, by w Polsce, na Węgrzech czy w innym kraju panowała demokracja, rządy prawa, by były przestrzegane prawa człowieka i tak dalej, a już na pewno nie służy temu, żeby w Polsce wprowadzano małżeństwa czy partnerstwa homoseksualne. Służy temu, żeby pieniądze z budżetu UE wydawane były w sposób zgodny z zasadami Unii. Żeby wydawane były w sposób bezpieczny, by nie dochodziło do przypadków korupcji, nadużyć, żeby nie były marnowane - mówi Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych (European Council on Foreign Relations).

Zobacz wideo Skąd Unia bierze pieniądze i kto dorzuca najwięcej? Spór o budżet UE to ryzyko zatrzymania miliardów euro

- Można sobie wyobrazić, że Komisja Europejska dojdzie do wniosku, że sytuacja, w której w Polsce nie ma systemowych gwarancji niezależności sędziów, jest zagrożeniem dla pieniędzy unijnych - dodaje.

Czyli: celem mechanizmu jest zabezpieczenie pieniędzy unijnych, a nie ochrona wszystkich wartości Unii Europejskiej, które są zapisane w artykule 2 Traktatu o UE. To ważne, bo to jeden z elementów, na którym PiS opiera swoje zarzuty o niezgodności rozporządzenia z traktatami unijnymi (szczegółowo Piotr Buras razem z Szymonem Ananiczem wyjaśnia to tutaj). 

Wróćmy jednak do samego budżetu. Spór dotyczy tzw. mechanizmu praworządności, czyli rozporządzenia w tej sprawie. To element całego pakietu finansowego UE na lata 2021-2027. Na ten pakiet składają się:

1. długookresowy budżet unijny, czyli Wieloletnie Ramy Finansowe (w oparciu o nie tworzone są bardziej szczegółowe, roczne budżety), o wartości 1,074 biliona euro;

2. Fundusz Odbudowy, czyli tzw. Nowa Generacja UE, stworzony na potrzeby wsparcia gospodarek dotkniętych pandemią koronawirusa, jego wartość to 750 miliardów euro, z czego 390 miliardów mają stanowić bezzwrotne granty, a 360 miliardów - kredyty;

3. wspomniane rozporządzenie, warunkujące wypłatę unijnych środków od przestrzegania praworządności. 

Polska i Węgry poza Funduszem Odbudowy? Bruksela szykuje scenariusz awaryjny

Punkt trzeci wymagał zgody większości państw UE (kwalifikowanej, czyli piętnastu państw reprezentujących 65 proc. ludności Unii), ale do zatwierdzenia dwóch pierwszych potrzebna jest już jednomyślność. Rozporządzenie przeszło głosami 25 państw - bez Polski i Węgier. Ogłosiły one za to, że zablokują cały pakiet. Z czym to się wiąże?

Zacznijmy od Funduszu Odbudowy. Według wyliczeń KE, Polska tylko w dwóch pierwszych latach jego działania, czyli w 2021 i 2022 roku, mogłaby liczyć na 23 mld euro bezzwrotnych dotacji. Najwięcej dostaną Włosi i Hiszpanie (odpowiednio po 44,7 mld i 43,5 mld euro), jako najmocniej poszkodowani gospodarczo przez pandemię. To dlatego premier Hiszpanii Gonzalez Laya mówił w czwartek w telewizji Bloomberg, że jego kraj chce, by Polska i Węgry zachowywały się odpowiedzialnie w kwestii unijnych środków ratunkowych, a rządy w Warszawie i Budapeszcie są odpowiedzialne także za swoich obywateli i firmy, które potrzebują pieniędzy. 

Wywiady SroczyńskiegoEuropa nam to zapamięta. Wściekli nie będą eurokraci, tylko zwykli Hiszpanie i Włosi

W wypowiedziach polityków PiS pojawiały sugestie, że Polska bez funduszu sobie poradzi. Premier Mateusz Morawiecki podczas sesji Q&A na Facebooku mówił, że fundusz Nowej Generacji "zasadniczo jest konstruowany z kredytu", a Polska też może w ten sposób pozyskać środki - emitując obligacje skarbu państwa. Oczywiście, jest to możliwe, jednak wiarygodność kredytowa UE może okazać się większa niż ta Polski (która zresztą jest wysoka), a poza tym, w ramach Funduszu dostalibyśmy nie tylko możliwość zaciągnięcia tanich pożyczek. Według wyliczeń, dla Polski przewidziano 34,2 mld euro w ramach tej formy wsparcia, ale do tego dochodzi jeszcze 23,1 mld euro bezzwrotnych dotacji. A to pieniądze przede wszystkim przewidziane niemal na "już", większość grantów ma zostać wydana do końca 2022 roku. 

Polska może być czwartym największym beneficjentem Funduszu Odbudowy, a te pieniądze - łącznie 57,3 mld euro, czyli ponad 250 miliardów złotych - możemy stracić (RMF FM pisze o nawet 64 mld euro).

Z Brukseli napływają sygnały, że przygotowywany jest już scenariusz awaryjny, plan B. Jak podaje portal Politico, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen miała zasugerować przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego Davidowi Sassoli, że będzie chciała uruchomić Fundusz Odbudowy bez Polski i Węgier, by go "uratować" oraz że oznaczać to będzie propozycję "wzmocnionej współpracy" z 25-tką pozostałych unijnych państw. Taka wzmocniona współpraca to proces dozwolony w ramach unijnych traktatów - potrzeba do niej przynajmniej dziewięciu państw. W tym scenariuszu 25 krajów UE umówiłoby się na wspólne zadłużenie się, by zdobyć środki na Fundusz (obecny plan zakłada wyemitowanie po prostu unijnego długu). Wciąż na stole jest jeszcze jedna, choć już trudniejsza, a przede wszystkim bardziej czasochłonna możliwość: tzw. opcja atomowa, umowy międzyrządowe, poza Unią, o czym wspominał już premier Holandii Mark Rutte.

Warto przypomnieć jeszcze jedną rzecz. W czerwcu, jeszcze przed wyborami prezydenckimi, ogłoszony został "Plan Dudy": zawierał on bonu turystycznego w wysokości 500 zł na każde dziecko, ale przede wszystkim inwestycje: strategiczne, lokalne, w zdrowie i w środowisko. Wśród nich znalazła się kontynuacja prac przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego i przy przekopie Mierzei Wiślanej. Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel powiedział, że "znacząca część Planu Dudy" miałaby być finansowana z Funduszu Odbudowy właśnie. 

Warszawa , Stare Miasto . Parada Schumana 2018Do Polski trafiło 189 mld euro. Ale nie tylko to dała nam obecność w UE

Prowizorium budżetowe, czyli gra o wysoką stawkę

Brak porozumienia w sprawie całego pakietu budżetowego oznacza też konieczność prowizorium budżetowego UE od stycznia. To oznacza brak możliwości korzystania ze środków w przypadku nowych programów, a jedynie zabezpieczenie wypłat na programy już funkcjonujące i dopłaty dla rolników.

- Jeżeli ktoś chciałby starać się o pieniądze unijne po pierwszym stycznia, na jakiś nowy projekt, na budowę mostu czy szpitala, samorządy chciałyby robić jakieś inwestycje w edukację czy infrastrukturę - nie będzie to możliwe. Nie będzie podstawy prawnej do tego, ani żeby starać się o te pieniądze, ani żeby je wypłacić - podkreśla Piotr Buras. Ekspert zauważa też, że tak naprawdę nie wiadomo, jak dokładnie będzie to wyglądać, bo dokładnie taka sytuacja tak naprawdę nie była jeszcze w Unii Europejskiej ćwiczona, prowizorium UE miała ostatnio w 1988 roku. 

Wiadomo za to, że unijne wydatki na 2021 rok zmniejszą się wtedy o blisko 30 mld euro z zaplanowanych 165 mld euro. Jak donoszą brukselscy korespondenci polskich mediów, cięcia, według informacji przekazanych przez Komisję Europejską, mają dotyczyć przede wszystkim polityki spójności. A tak się składa, że Polska jest głównym beneficjentem tej polityki. W ramach obecnego wieloletniego budżetu UE na lata 2014-2020 na politykę spójności przeznaczono jedną trzecią budżetu, 351,8 mld euro, z czego Polsce przypadło 82,5 mld euro.

W kolejnym budżecie, tym, o który teraz toczy się spór, mamy dostać z polityki spójności już mniej, ale wciąż najwięcej ze wszystkich państw. Premier Mateusz Morawiecki w lipcu, po unijnym szczycie budżetowym, mówił w Sejmie tak: "Mam dla wysokiej izby, dla rodaków pierwszą, bardzo dobrą wiadomość, bardzo dobry komunikat: Polska jest największym beneficjentem funduszu spójności. To kwota ok. 70 mld euro, a licząc w cenach bieżących, w różnych okresach wydawana, będzie to kwota większa". Zatem jeśli będą cięcia, trudno sobie wyobrazić, by Polska miała ich uniknąć. Brukselska korespondentka radia RMF FM Beata Płomecka podała, powołując się na swoje źródło, że nasz kraj w przyszłym roku dostanie w takiej sytuacji 4 mld euro mniej, czyli 9 mld euro zamiast zaplanowanych 13 mld euro.

embed

Mogą się też pojawić problemy z opóźnieniami wypłat środków. Prowizorium polega na tym, że w każdym miesiącu roku UE do dyspozycji jest jedna dwunasta środków z budżetu na poprzedni, 2020 rok. To sprawia, że znaczniej trudniej jest takim budżetem zarządzać. Opóźnienia mają wynikać z niższych pułapów wydatków niż te określone w budżecie wieloletnim. "Istnieje więc ryzyko, że polskie samorządy będą borykać się z problemami z płynnością finansową" - pisze korespondentka. 

Agencja Reutera szacuje, że w scenariuszu, Polska i Węgry mogłyby dostać od 50 do nawet 75 proc. mniej środków z UE w przyszłym roku. 

Szczyt ostatniej szansy?

O tym, że te pieniądze są Polsce potrzebne, a wynegocjowane w lipcu warunki długoletniego budżetu i Funduszu Odbudowy bardzo dla nas korzystne, mówi też Jarosław Gowin. Wicepremier w czwartek był z jednodniową wizytą w Brukseli, gdzie spotkał z sześciorgiem unijnych komisarzy. Oficjalnie rozmowy miały dotyczyć wspierania polskich przedsiębiorców, ale Gowin miał też rozmawiać o budżetowym sporze i nakłaniać unijnych partnerów do kompromisu. 

"Miliardy z UE" to nie abstrakcja. Wiedzą o tym mieszkańcy Biłgoraja, Krynicy, Łomży czy Horyńca-Zdroju

Ostatnią okazją w tym roku do osiągnięcia porozumienia będzie najbliższy szczyt unijny, który odbędzie się w dniach 10-11 grudnia. Na podstawie Wieloletnich Ram Finansowych opracowywanych jest siedem budżetów na poszczególne lata w kolejnej perspektywie. Termin na uzgodnienie budżetu na 2021 rok mija 7 grudnia - pozostało więc tylko kilka dni na uniknięcie prowizorium. Ale pojawiają się już głosy, że twarde weto jest przesądzone i Polska poczeka do zmiany prezydencji. Od stycznia od Niemiec przejmuje ją Portugalia.