Rząd nie chce przyznać, czy po rekonstrukcji jest droższy. Blokuje informacje, "bo pandemia"

Rekonstrukcja rządu miała przynieść oszczędności. Czy funkcjonowanie nowego gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego jest tańsze? KPRM odpowiedzi na to pytanie odmawia, twierdząc, że urzędnicy mają ważniejsze zadania, niż szukanie danych.

Jesienna rekonstrukcja rządu, po której z 20 resortów zostało 14, miała dwa główne cele. Koszty działania miały się zmniejszyć, a efektywność wzrosnąć. "Zmiany w rządzie mają także pomóc w budowie państwa dobrobytu, które obiecaliśmy Polakom" - zapewniał podczas jednej z konferencji prasowych premier Mateusz Morawiecki.

Ile może zarobić Jarosław Kaczyński po rekonstrukcji rządu?Ile może zarobić Kaczyński, jeśli zostanie wicepremierem?

Ile kosztowała rekonstrukcja rządu? Jest pytanie, brak odpowiedzi

Posłanka Hanna Gill-Piątek z Ruchu Polska 2050 postanowiła spytać o kwestię kosztów Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Zwróciła się w interpelacji z zapytaniem o wyliczenie kosztów związanych z roszadami. 

Odpowiedź na pismo otrzymała, jednak zamiast wyliczeń KPRM oświadczył, że wyjaśnienie wątpliwości wymagałoby zaangażowania do pracy urzędników, którzy są niezbędni do "walki z pandemią". 

Rząd zlikwidował ministerstwa, ale stworzył w ich miejsce nowe instytucje?

Gill-Piątek ma wątpliwości, czy rząd nie zlikwidował niektórych resortów wyłącznie "na papierze". - W miejsce likwidowanych ministerstw tworzy się dwa nowe byty: Narodowe Centrum Sportu i Główny Urząd Inwestycji Morskich. A wiadomo, że w agencjach zarabia się więcej niż w ministerstwach - wyjaśniła parlamentarzystka w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Wątpliwości co do tego, czy rząd faktycznie uległ odchudzeniu, można mieć też biorąc pod uwagę liczbę członków Rady Ministrów. Przed rekonstrukcją było ich 24, dziś - 22. W tym aspekcie najbardziej "odchudzone" wydawały się rządy Leszka Millera (z 2001 roku, Rada Ministrów liczyła wówczas 16 osób), Ewy Kopacz (z 2014 r., 19 osób), czy Donalda Tuska (z 2011, 20 osób). 

Sebastian Pitoń, przedsiębiorca, który zapowiada nieposłuszeństwo wobec obostrzeńBunt górali. Zamierzają otwierać swoje biznesy. "Ostatni moment"

Urzędnicy nie muszą odpowiadać na pytania. Przepisy przemycone w tarczy antykryzysowej

Rząd ma podstawy, by informacji nie udzielać, bo sam przygotował odpowiednie przepisy. Już w kwietniu, w jednej z tarcz antykryzysowych, zawiesił bowiem stosowanie niektórych ustaw. Dzięki temu nie nie biegną terminy procesów i postępowań sądowych, administracyjnych, ale także te wynikające z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Standardowo urzędnicy mają na odpowiedź 14 dni, w pandemii nie muszą się jednak tym przejmować. 

Czytaj też: Mateusz Morawiecki znów składa obietnice i zapowiada Nowy Ład. "Trzecia dekada XXI w. może być złotą dla Polski"

- Wprowadzając przepisy tzw. specustawy, rządzący narzucili jednocześnie cenzurę na informacje publiczne i zablokowali jawność. Od 31 marca 2020 r. żadna instytucja publiczna w Polsce nie musi odpowiadać na pytania. Jesteśmy skazani wyłącznie na oficjalny przekaz - czytamy w stanowisku opublikowanym przez Watchdog Polska, organizacji monitorującej m.in. wolność słowa.

Zobacz wideo Prof. Krzysztof Simon był gościem Porannej rozmowy Gazeta.pl (12.01)