Wkrótce decyzja RPP, potem konferencja Glapińskiego. Ostatnio zadziwił tym, czego nie mówił

W środę 7 grudnia odbędzie się ostatnie w tym roku posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Decyzja inna niż utrzymanie stóp na dotychczasowym poziomie będzie sensacją. Dzień później na konferencji prasowej ocenę bieżącej sytuacji ekonomicznej w Polsce przedstawi prezes NBP Adam Glapiński. Miesiąc temu solidnie zaskoczył, bo gdy wszyscy szykowali się na tradycyjne, przydługie wywody m.in. o perfidnej opozycji czy dramatycznej Unii Europejskiej, Glapiński skupił się głównie na merytoryce.

6,75 proc. - tyle wynosi obecnie główna stopa procentowa w Polsce i wszystko wskazuje, że po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej w środę 7 grudnia ta wartość nie ulegnie zmianie. Owszem, są w Radzie osoby, które akcentują konieczność dalszych podwyżek stóp - to "senaccy" członkowie: Ludwik Kotecki, Joanna Tyrowicz i Przemysław Litwiniuk. Ale oni są w tym 10-osobowym gronie w mniejszości.

Skoro większość RPP nie doszukała się argumentów za kolejną podwyżką stóp w październiku czy listopadzie (a takimi mogłyby być np. dalsze wzrosty inflacji czy nowa projekcja NBP wskazująca, że inflacja będzie spadać od drugiego kwartału 2023 r., ale wolniej niż wcześniej sądzono), to byłaby to niebywała sensacja, gdyby znalazła je obecnie.

Zobacz wideo Stopy procentowe powinny być dalej podnoszone? Pytamy prezesa PFR

RPP zdecyduje o stopach. Za brakiem podwyżki ma mnóstwo argumentów

Inflacja w listopadzie po raz pierwszy od lutego br. spadła - z 17,9 proc. do 17,4 proc. Wprawdzie wciąż rośnie tzw. inflacja bazowa (czyli ta, na którą decyzje RPP mają większą wpływ), ale w październiku czy listopadzie też szła do góry, a RPP nie reagowała już na to podwyżką stóp.

Na horyzoncie pojawiają się też coraz mocniej tendencje dezinflacyjne (czyli w kierunku spadku inflacji - ceny wciąż będą rosnąć, ale wolniej niż obecnie). To m.in. spadek realnych wynagrodzeń (to hamuje i będzie hamowało popyt konsumentów), znikające zaburzenia w łańcuchach dostaw czy (przynajmniej na razie) spadające ceny surowców rolnych, energetycznych i przemysłowych.

Do tego dochodzą - niedramatyczne, ale jednak coraz gorsze - dane z polskiej gospodarki, np. o sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej. Wskazują na hamowanie koniunktury. Z wcześniejszych wypowiedzi prezesa Glapińskiego czy komunikatów po posiedzeniach RPP wynika, że Rada boi się wpędzenia dalszymi podwyżkami gospodarki w recesję. A przypomnijmy, że prognozy na przyszły rok i tak wyglądają słabo - zwykle przewidywany wzrost PKB oscyluje wokół 1 proc., ale bywają i dużo gorsze wskazania (np. +0,4 proc. u ekonomistów mBanku, a nawet -0,2 proc. według agencji Moody's). Zresztą wspomniana listopadowa projekcja NBP pokazała gorsze prognozy w zakresie wzrostu polskiej gospodarki czy stopy bezrobocia.

Ponadto skutecznie zablokowany został już kanał kredytowy, co było jedną z intencji RPP. Według danych Biura Informacji Kredytowej, banki udzielają obecnie o ok. 70 proc. mniej kredytów mieszkaniowych niż rok temu. Ba, sam prezes Glapiński zaczął ostatnio mocniej zwracać uwagę na obciążenie kredytobiorców ratami (i związane z tym ryzyko dla sektora bankowego).

"Podkładką" pod brak podwyżki stóp z pewnością może być też relatywnie stabilny złoty. I silniejszy nawet o ponad 30 i 50 groszy (kolejno wobec franka szwajcarskiego i dolara amerykańskiego) względem stanów sprzed dwóch miesięcy.

Słowem - w środę należy oczekiwać pozostawienia stóp na dotychczasowym poziomie, a w warstwie retorycznej - przekazu podkreślającego czynniki dezinflacyjne, oczekiwanie na "rozlanie" się po gospodarce dotychczasowych podwyżek stóp oraz troskę o wzrost gospodarczy i brak znaczącego wzrostu bezrobocia. 

Widać, że w podwyżkę nie wierzy rynek. Przez ostatni miesiąc spadły stawki WIBOR: 3M z 7,61 proc. do 7,24 proc. obecnie, 6M z 7,82 proc. do 7,42 proc. Wyraźnie w dół od ostatniego posiedzenia RPP poszły też wyceny kontraktów FRA, które można traktować jako prognozę inwestorów co do przyszłej wysokości stawek WIBOR - za kilka czy kilkanaście miesięcy.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

1Konferencja prasowa Adam Glapinskiego w WarszawieWojna w RPP. Adam Glapiński właśnie wystrzelił nową salwę

W czwartek konferencja prezesa Glapińskiego

Dzień po posiedzeniu RPP, w czwartek 8 grudnia, odbędzie się comiesięczna konferencja prasowa prezesa NBP Adama Glapińskiego. Podczas listopadowej można powiedzieć, że Glapiński zaskoczył. Był znacznie bardziej skupiony na merytoryce, zrezygnował z gawędziarsko-politycznego tonu.

O ile jego gospodarcza opowieść zwykle zajmowała 3-4 kwadranse, o tyle w listopadzie raptem 20 minut. Nie było nic o złej Unii Europejskiej i jej fatalnej polityce klimatycznej. Nie usłyszeliśmy też nic o Niemcach, którzy zagrażają polskiej suwerenności. Udało się Glapińskiemu nie wspomnieć - przynajmniej nie kawa na ławę - o sabotującej losy Polski opozycji. Obyło się bez nawiązań do Hitlera. Ba, nie było nawet nic o "wunglu" (jak we wrześniu br.). Pojawiły się m.in. "osoby o złej woli" czy "złośliwe media", ale nienachalnie.

Słowem - Glapiński ukazał się jako prezes NBP, który potrafi ograniczyć się do zreferowania i rozwinięcia oceny Rady Polityki Pieniężnej czy zarządu banku centralnego w zakresie m.in. przyczyn inflacji, sytuacji gospodarczej Polski i świata oraz prognoz dlań czy kierunków policy mix.

Czy w czwartek ton będzie podobny? To się dopiero okaże. Na pewno - nawet mimo powściągania języka na listopadowej konferencji, prezes NBP nie stał się nagle potulny jak baranek. Przykład - jego zeszłotygodniowy komentarz do zdania odrębnego do "Opinii do projektu Ustawy budżetowej na rok 2023", opublikowanego przez Ludwika Koteckiego i Joannę Tyrowicz.

Szef banku centralnego zasugerował, że ci członkowie RPP chcą wywołać recesję w Polsce. Koteckiego oskarżył z kolei o "nakręcania spirali spekulacji co do ogromnego wzrostu deficytu finansów publicznych". Glapiński napisał, że taka komunikacja mogła oddziaływać na kurs złotego, przyczyniła się też do wzrostu rentowności obligacji skarbowych (a tym samym - jak napisał prezes NBP - "do istotnego wzrostu kosztów obsługi długu, które w ostatecznym rachunku ponoszą polscy podatnicy").

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

'W ciągu dwóch tygodni trzy dni nadawały się do pracy'Budowa na końcu świata. "W ciągu dwóch tygodni trzy dni nadawały się do pracy"

Więcej o: