Co się dzieje z polską gospodarką? Porównał ją do kadry Probierza [GOSPODARCZY TGV]

Mikołaj Fidziński
Polska gospodarka mozolnie wygrzebuje się z dołka, a inflacja w Polsce już nie spada. Ba, w miesiąc ceny urosły niewiele mniej niż przez poprzednich jedenaście miesięcy razem wziętych. Co jeszcze się wydarzyło i co czeka nas w nowym tygodniu? Zapraszam na Gospodarczy TGV.
PKB Polski z solidnym wzrostem
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Wyborcza.pl

W tym tygodniu dane z gospodarki za kwiecień

W tym tygodniu poznamy pierwsze dane z polskiej gospodarki za kwiecień. W środę GUS poda statystyki dotyczące produkcji przemysłowej, a także przeciętnego wynagrodzenia i zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw oraz koniunktury konsumenckiej. W czwartek 23 kwietnia kolejna porcja danych, tym razem o produkcji budowlano-montażowej, sprzedaży detalicznej i budownictwie mieszkaniowym w kwietniu.

Zobacz wideo Miłosz Motyka: W rządzie zrobimy wszystko, by energia atomowa popłynęła w sieci za 9 lat

Marcowe dane o produkcji przemysłowej i z budowlanki rozczarowały, więc z pewnością będziemy tu wyszukiwać jednak sygnałów jakiegoś wyjścia z letargu. Należy też spodziewać się przyzwoitego wyniku sprzedaży detalicznej (zapewne wzrost w okolicach 5-6 proc. rok do roku) i kolejnego odczytu o dwucyfrowym wzroście płac w przedsiębiorstwach.

W środę i czwartek odbędzie się też posiedzenie Senatu. W harmonogramie prac sporo gospodarczych projektów ustaw, dotyczących m.in. programu Aktywny Rodzic, cen energii, gazu i ciepła od lipca (oraz bonu energetycznego), "wakacji od ZUS" dla samozatrudnionych oraz przesunięcia terminu wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) z lipca br. na luty 2026 r.

Za granicą m.in. wstępne odczyty PMI dla krajów strefy euro za maj (w czwartek) i finalne dane o PKB Niemiec w pierwszym kwartale br. (w piątek). 

Gospodarka mozolnie wygrzebuje się z dołka

PKB Polski urósł w pierwszym kwartale o 1,9 proc. rok do roku - podał w szybkim szacunku GUS. Polska gospodarka wygrzebuje się z dołka, choć nie w takim tempie jakiego oczekiwali ekonomiści jeszcze na początku roku (wtedy wiele prognoz mówiło nawet o około 2,5-procentowym wzroście). Więcej szczegółów GUS poda 3 czerwca, ale już dziś można powiedzieć, że gospodarkę pchała do przodu na początku roku przede wszystkim rosnąca sprzedaż detaliczna, wiedziona dużymi podwyżkami płac oraz świadczeń (500 plus, waloryzacja emerytur i rent).

Co do płac: GUS podał w minionym tygodniu, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w pierwszym kwartale wyniosło ponad 8147 zł brutto i było aż o 14,4 proc. wyższe niż przed rokiem. Był to drugi najwyższy wzrost w XXI wieku. To m.in. efekt dużej płacy minimalnej, podwyżek w sektorze publicznym (o 20-30 proc.) oraz generalnie presji płacowej w niektórych sektorach. W porównaniu do ostatniego kwartału 2023 r., przeciętne wynagrodzenie urosło na początku 2024 r. aż o 8,1 proc., najmocniej w tym wieku.

Wracając do odczytu PKB: silnik konsumpcyjny działa jako tako, ale przemysł i inwestycje wciąż buksują. W pierwszym przypadku zawodzi popyt na polskie wyroby, przede wszystkim zza granicy, w drugim to efekt pewnej pauzy w wydatkowaniu środków unijnych (pieniądze z perspektywy 2014-2020 już się skończyły, inwestycje z KPO i kasy z nowego budżetu UE zaczną się rozkręcać mocno zapewne dopiero w 2025 r.).

Wzrost PKB o 1,9 proc. rok do roku jest najwyższy od ostatniego kwartału 2022 r. Z drugiej strony, np. Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu", zwraca uwagę na efekt niskiej bazy sprzed roku (był to okres najwyższej inflacji i dołka konsumpcji) i wskazuje, że gdy spojrzymy na dwa ostatnie kwartały, to trudno mówić o spektakularnych postępach. W pierwszym kwartale br. polska gospodarka urosła o 0,4 proc. względem czwartego kwartału 2023 r., a wtedy z kolei skurczyła się o 0,1 proc. względem trzeciego kwartału.

Stwierdzić, że gospodarka wstaje na nogi, to tak, jakby powiedzieć, że polska reprezentacja piłkarska podniosła się z kolan po przejęciu przez Michała Probierza. Formalnie tak, awans na Euro jest, ale w praktyce idzie to ciężko

- konstatuje więc Morawski. Szczęśliwie bodaj wszyscy ekonomiści prognozują, że kolejne kwartały będą coraz lepsze i w całym 2024 r. nasza gospodarka urośnie o około 3 proc.

Nieco na marginesie: GUS podał też, że PKB Polski wyniósł nominalnie na koniec 2023 r. dokładnie 3 bln 410,1 mld zł. Gdy więc będziemy następny raz słyszeć, że np. koszt jakiegoś wydatku rządowego jest szacowany na 1 proc. PKB, to chodzi o kwotę mniej więcej 34 mld zł. Albo gdy będziemy słyszeć, że dług publiczny to około 50 proc. PKB, to wychodzi jakieś 1,7 bln zł. I tak dalej. Na podstawie aktualnych prognoz można zgrubnie szacować, że na koniec 2024 r. PKB Polski będzie nominalnie wynosić mniej więcej 3,65-3,7 bln zł.

Inflacja w Polsce już nie spada

GUS potwierdził, że inflacja w kwietniu wyniosła 2,4 proc. rok do roku (wzrost z 2 proc. w marcu). Wzrostowi inflacji "winne" były ceny żywności (skok o 2,1 proc. względem marca) po powrocie stawki VAT na nią z 0 do 5 proc. Z drugiej strony, odczyt 2,4 proc. oczywiście jest "w porządku" - jest niemal w punkt w celu inflacyjnym NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy), choć niestety tylko przelotnie.

Warto zauważyć, że w kwietniu względem marca ceny urosły z tego powodu aż o 1,1 proc. Był to największy taki miesięczny wzrost cen od ponad roku - od marca 2023 r. Można rzec, że w jeden miesiąc zrobiliśmy blisko połowę celu inflacyjnego na cały rok (2,5 proc.). W kwietniu ceny urosły mocniej niż w styczniu, lutym i marcu razem wziętych. Ba, de facto we wzroście cen przez ostatnich dwanaście miesięcy ten ostatni (kwiecień) zrobił prawie tyle co jedenaście poprzednich miesięcy łącznie.

embed

Tak jak wspomniałem, to w głównej mierze efekt kwietniowej podwyżki VAT na żywność (który i tak na ceny został przełożony na razie "tylko" w połowie i można się spodziewać, że stopniowo będzie przerzucany dalej na klientów w kolejnych miesiącach), a nie jakiegoś fundamentalnego, nagłego pogorszenia jeśli chodzi o procesy inflacyjne w Polsce. Niemniej może robić wrażenie. Tym bardziej, że to początek dłuższego marszu inflacji w Polsce.

W kolejnych miesiącach powinniśmy się spodziewać też wzrostu cen nośników energii oraz brak postępów w zbijaniu inflacji bazowej (czyli bez cen energii i żywności). Przykładowo, NBP szacuje, że na koniec roku inflacja sięgnie około 5,5 proc. Co do inflacji bazowej, to ta spadła już trzynasty raz z rzędu, do 4,1 proc. (z 4,6 proc. w marcu). Prawdopodobnie jednak na tym już koniec dezinflacji w tym zakresie i w kolejnych miesiącach inflacja bazowa będzie stabilna na poziomie 4 proc. Zgodnie z przekazem z RPP, będzie to zbyt dużo, aby w tym roku stopy procentowe zostały obniżone.

embed

Odchodzenie od tarcz antyinflacyjnych ("odmrażanie" cen żywności oraz nośników energii) oraz wciąż za wysoka inflacja bazowa ma według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej sprawić, że z unijnego unijnego inflacyjnego średniaka, jakim staliśmy się w ostatnich miesiącach, znów wysforujemy się do czołówki. Dane Eurostatu z piątku wskazują, że inflacja HICP (czyli miara porównywalna dla wszystkich krajów UE) w kwietniu wyniosła w Polsce 3 proc. (wobec 2,6 proc. średnio w UE) i była niższa niż w dziewięciu innych krajach Unii. Tymczasem najnowsza prognoza Komisji Europejskiej zakłada, że średniorocznie nasza inflacja sięgnie 4,3 proc. i wyższa będzie tylko w Rumunii. Co więcej, na 2025 r. KE prognozuje nam średnioroczną inflację 4,2 proc., najwyższą w całej UE. Z drugiej strony, oczywiście mówimy już o zupełnie innym rzędzie wielkości niż dwucyfrowe odczyty jeszcze sprzed roku. No i jednocześnie KE prognozujemy nam jeden z szybszych w UE wzrostów gospodarczych.

Inne informacje:

* Sejm przyjął projekt ustawy dotyczący programu "Aktywny Rodzic". Za głosowano 405 posłów, a więc także bardzo wielu z opozycji. W największym skrócie, program zakłada wypłatę przez ZUS 1500 zł miesięcznie na każde dziecko w wieku od roku do trzech lat, pod warunkiem pracy rodziców, gdy dziecko zostanie np. z nianią lub babcią. Maksymalnie 1500 zł dostaną też rodzice, gdy poślą dziecko do żłobka. Jeśli rodzic zostanie z dzieckiem w domu, otrzyma 500 zł na miesiąc. Jednocześnie znikną dotychczasowe programy Rodzinny Kapitał Opiekuńczy i 400 zł dofinansowania do żłobka. W tym tygodniu projektem zajmie się Senat. Zgodnie z planami rządu, ustawa ma wejść w życie od 1 października br.

* Sejm uchwalił też ustawę dotyczącą cen energii, gazu i ciepła od lipca. Dokument zakłada m.in. zamrożenie ceny prądu dla gospodarstw domowych na poziomie 50 groszy za kWh (dziś to około 41 groszy). Od lipca w górę pójdą też niektóre inne składniki łącznego rachunku za prąd i łącznie Ministerstwo Klimatu i Środowiska szacuje wzrost modelowego rachunku o 29 proc. Osoby w najtrudniejszej sytuacji (rząd szacuje tę grupę na około 3,5 mln osób) otrzymają bon energetyczny w kwocie od 300 do 1,2 tys. zł - w zależności od liczby domowników i typu ogrzewania. 

* Deficyt budżetowy po kwietniu wyniósł 39,9 mld zł - podało Ministerstwo Finansów. To historycznie bardzo dużo jak na kwiecień, acz od dawna wiadomo, że na ten rok zaplanowano rekordowo duży deficyt, maksymalnie 184 mld zł. Pewnym symbolicznym faktem jest to, że deficyt w kasie państwa za ostatnich dwanaście miesięcy (czyli między majem 2023 r. a kwietniem 2024 r.) pierwszy raz w historii przekroczył 100 mld zł i sięgnął około 115,4 mld zł. Dochody budżetowe rosną bardzo żwawo (są o 27 proc. wyższe niż rok temu o tej porze), ale wydatki jeszcze bardziej (o 38 proc. rok do roku).

* "Uważam, że to już jest ten czas, żeby w perspektywie być może nie miesiąca, być może nie roku, ale najbliższych kilku lat, skrócić tydzień pracy do czterech dni" - powiedziała ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk na kongresie Impact '24. Argumentowała to dobrą sytuacją gospodarczą, niskim bezrobociem i oczekiwaniu społecznym przede wszystkim ze strony młodych osób. Dziemianowicz-Bąk regularnie mówi o czterodniowym tygodniu pracy i toczących się analizach w jej resorcie (ot, w piątek mówiła też m.in. "bardzo bym chciała, aby tydzień pracy kończył się w czwartek, abyśmy skrócili tydzień pracy do czterech dni"), niemniej zapowiadane szybkie tempo tej reformy jest zaskakujące. "Polska nie będzie w awangardzie zmian" - oceniał niedawno w rozmowie z Next.gazeta.pl postulat czterodniowego tygodnia pracy Andrzej Kubisiak, Zastępca Dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Zwracał wprawdzie uwagę, że "nie wyobraża sobie świata, w którym kraje rozwinięte skracają stopniowo tydzień pracy, a Polska trwa przy niezmiennym modelu", niemniej oceniał, że zmiana nie będzie rychła (kwestia dekad, a nie jak chce Dziemianowicz-Bąk - kilka lat). Biorąc pod uwagę m.in. strukturę polskiej gospodarki (duży udział m.in. trudno automatyzowalnego przemysłu) niskie bezrobocie i demograficzne wyzwania Polski (teoretycznie do "obsłużenia" gospodarki pracującej cztery dni w tygodniu potrzebowalibyśmy więcej osób niż dziś, nie mniej), deklarowaną przez firmy słabą gotowość do przechodzenia na czterodniowy tydzień pracy czy fakt, że na razie nawet poważnie nie testujemy takiego modelu, te "kilka lat" Dziemianowicz- Bąk wydaje się zadziwiająco krótkim okresem. 

* Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym na siedmiu największych rynkach nieruchomości (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) wzrosły w pierwszym kwartale 2024 r. aż o 19,2 proc. rok do roku, czyli względem pierwszego kwartału 2023 r. - podał Narodowy Bank Polski. To najwięcej od szesnastu lat. Względem ostatniego kwartału 2023 r. skok to 6 proc., jeden z większych w ostatnich kilkunastu latach. Ceny ofertowe wzrosły o 18,8 proc. rok do roku. Na rynku wtórnym indeks hedoniczny (uwzględnia "jakość" mieszkań) ceny metra kwadratowego wskazał na wzrost aż o 18,1 proc. rok do roku i 6 proc. kwartał do kwartału na siedmiu głównych rynkach. W obu przypadkach to najwięcej od 16 lat. W obu przypadkach ten wieloletni rekord to przede wszystkim efekt wzrostów cen w Krakowie i Warszawie.

* Podatek Belki zostanie obniżony od 1 stycznia 2025 r. - zapewnił minister finansów Andrzej Domański podczas spotkania online z internautami. Zgodnie z wcześniej przedstawianymi założeniami, w przypadku zysków z lokat na ponad rok, oraz dochodów z innych instrumentów finansowych - akcji, obligacji i jednostek uczestnictwa w funduszach (niezależnie od czasu inwestycji) - obowiązywałaby kwota wolna. Miałaby ona wynosić iloczyn 100 tys. zł i stopy depozytowej NBP albo jakiejś wariacji na jej temat (jakiegoś "mnożnika"). Biorąc pod uwagę, że stopa depozytowa NBP wynosi obecnie 5,25 proc., to kwota wolna wynosiłaby dziś 5250 zł. Dopiero zyski ponad tę kwotę byłyby objęte 19-procentowym podatkiem Belki (a nie wszystko zyski, jak obecnie). 

* USA ogłosiły objęcie kolejnych produktów z Chin drastycznie wyższymi cłami. Chodzi m.in. o auta elektryczne, półprzewodniki, akumulatory, ogniwa słoneczne i minerały krytyczne. Część zmian wejdzie w życie jeszcze w tym roku, część w latach 2025-2026. Biały Dom podał, że Chiny stosują nieuczciwe praktyki, zalewając światowe rynki tanimi towarami, co zagraża bezpieczeństwu gospodarczemu USA. Chiny zapowiedziały działanie odwetowe, ale na razie go nie ogłosiły.

* Inflacja CPI w USA w kwietniu spadła do 3,4 proc., z 3,5 proc. w marcu. Inflacja bazowa osunęła się z kolei z 3,8 do 3,6 proc. Spadek inflacji (po serii negatywnych niespodzianek w poprzednich miesiącach) w połączeniu z gorszymi od spodziewanych danych o sprzedaży detalicznej (brak zmiany względem marca) poskutkował lekkim wzrostem oczekiwań na szybsze cięcie stóp przez Fed, acz nadal konsensus to obniżka dopiero we wrześniu. Dane nieco osłabiły dolara. W stosunku do złotego jest najsłabszy od miesiąca, kosztuje około 3,92 zł. 

Mikołaj Fidziński
Więcej o: