W środę 14 lutego poznamy szybki szacunek PKB Polski w czwartym kwartale 2023 r. Na podstawie danych GUS z 31 stycznia o szacunkowym wzroście polskiej gospodarki w całym ubiegłym roku (o 0,2 proc.) ekonomiści wyciągali wnioski, że w samym ostatnim kwartale nasz PKB urósł o około 0,9-1,3 proc. rok do roku. To niby najlepszy wynik w całym 2023 r. (w pierwszym kwartale PKB Polski spadł rok do roku o 0,3 proc., w drugim o 0,6 proc., w trzecim urósł o 0,5 proc.), sugerujący na kiełkujące ożywienie gospodarcze. Z drugiej, spodziewano się, że jednak pod koniec 2023 r. polska gospodarka wychodzi ze stagnacji szybciej. Przed wspomnianym odczytem z 31 stycznia spodziewano się, że to tempo było raczej około 2-2,5-procentowe.
Dzień później, w czwartek 15 lutego, GUS poda kolejne ważne dane - o inflacji w styczniu. Jak co roku, na przełomie stycznia i lutego nie było szybkiego szacunku (GUS na początku roku rewiduje swój koszyk inflacyjny), więc będą to pierwsze dane o styczniowej inflacji. Dane powinny wyglądać całkiem "sympatycznie" - inflacja powinna spaść w okolice 4-4,5 proc. rok do roku, najniżej od wiosny 2021 r. Poza po prostu kwestią hamowania dynamiki cen (oraz zamrożenia cen energii, gazu i ciepła) będzie to też zasługa efektu bazy. Rok temu mieliśmy bardzo duży wzrost cen miesiąc do miesiąca (w styczniu 2023 r. względem grudnia 2022 r. ceny urosły aż o 2,5 proc.), który teraz wypadnie już z wyliczeń (bo był już ponad rok temu).
Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała w środę 7 lutego o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie (główna stopa 5,75 proc.). To było spodziewane, a właściwie pewne. Ciekawiej było w komunikacie po posiedzeniu oraz na czwartkowej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. Ich wymowy były wyraźniej bardziej jastrzębie niż dotychczas. Rady nie interesuje chwilowy spadek inflacji w okolice celu inflacyjnego (tak będzie w marcu), ale tylko trwały.
Prezes Glapiński pokazywał na konferencji wykres, z którego wynikała bardzo duża zależność poziomu inflacji od przyszłych decyzji rządu w zakresie VAT-u na żywność (obniżka z 5 do 0 proc. obowiązuje na razie tylko do końca marca) oraz przede wszystkim mrożenia cen energii, ciepła i gazu (na razie tylko do końca czerwca). Przy przedłużeniu obecnych tarcz inflacja na koniec roku byłaby zapewne ciut ponad trzyprocentowa, przy pełnych odmrożeniu cen - nawet na poziomie 8 procent. W praktyce zapewne inflacja będzie gdzieś pomiędzy tymi liniami. Na razie o planach rządu wiadomo niewiele poza tym, że - jak zapowiadała w tym tygodniu ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska - od lipca w jakimś stopniu ceny energii zostaną urynkowione, w zależności od dochodów gospodarstwa domowego. Nie zdradziła jednak szczegółów tegoż kryterium.
Glapiński stwierdził więc, że kształtowanie się inflacji szczególnie w drugim półroczu jest obarczone bardzo dużą niepewnością. Dał do zrozumienia, że choć generalnie decyzje będą oczywiście podejmowane na podstawie aktualnych danych, to na obniżki stóp w tym roku raczej nie ma co liczyć (podwyżki zresztą też).
Osobiście, i to mówię nie jako przewodniczący Rady, ale osoba, która uczestniczy w obradach, zna wszystkich dobrze i z nimi rozmawia, mogę powiedzieć, że do końca roku, jeśli nic niespodziewanego się nie zmieni, to większości wniosek o obniżenie stóp procentowych nie będzie miał. Będziemy mieli stabilną sytuację, taką jaka jest
- powiedział szef NBP.
Glapiński wypowiedział się też w dwóch innych kwestiach. Po pierwsze, dość jednoznacznie przeciąć spekulacje ze strony m.in. członka RPP Ireneusza Dąbrowskiego, pierwszej wiceprezes NBP Marty Kightley i rzecznika NBP, którzy w ostatnich tygodniach nie wykluczali kategorycznie, że kiedyś zarząd polskiego banku centralnego może podjąć decyzję o przyspieszonej sprzedaży na rynku wtórnym portfela obligacji skarbowych skupowanych w czasach COVID-u (w celu dostarczania płynności bankom komercyjnym i stabilizowania ceny polskiego długu). Gdyby NBP to zrobił, byłoby to niekorzystne dla rządu, bo zapewne podbiłoby rentowność polskich obligacji, a potrzeby pożyczkowe na ten rok są rekordowo wysokie (brutto to prawie 450 mld zł).
W każdym razie Glapiński powiedział, że taki ruch nie wydaje mu się prawdopodobny. - Teoretyczne można by to zrobić, ale ja będę przeciwny temu i myślę, że większość Rady jest przeciwna - powiedział szef NBP.
Glapiński poinformował także, że zarząd NBP podjął decyzję o zwiększeniu rezerw w złocie do 20 procent całości. Dziś to około 13 procent.
W piątek 9 lutego oficjalnie poznaliśmy tegoroczny wskaźnik waloryzacji emerytur i rent. Od 1 marca świadczenia pójdą w górę o 12,12 proc. To oznacza, że np. najniższa emerytura (oraz renta: z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, rodzinna i socjalna) wyniesie 1780,96 zł brutto. To podwyżka o 192,52 zł, czyli o około 175 zł na rękę. Wyliczenia nowej wysokości emerytury publikujemy w poniższym tekście.
W kąciku "emeryckim" odnotujmy też prace sejmowe (pierwsze czytanie i skierowanie do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny) projektów ustaw o emeryturze stażowej (po 35 latach składkowych i nieskładkowych dla kobiet i 40 dla mężczyzn) oraz rencie wdowiej.
W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trwają też prace nad drugą waloryzację emerytur w roku. Dotychczas zamysł był taki, że następowała ona przy inflacji ponad 5 procent. "Problem" w tym, że przy dobrych wiatrach takiej już w Polsce długo możemy nie zobaczyć. Według doniesień portalu wyborcza.biz możliwy jest więc scenariusz dwóch waloryzacji w ciągu roku niezależnie od poziomu inflacji. Należy w tym miejscu natomiast jasno zaznaczyć - dwukrotna waloryzacja w ciągu roku nie znaczy dwa razy wyższej waloryzacji. Po prostu zamiast jednej większej podwyżki w marcu emeryci dostawali dwie mniejsze: w marcu i wrześniu.
Wspomniane renty wdowie to jedna z wyborczych obietnic Lewicy. Ugrupowania nowej koalicji rządzącej zapowiadały też wiele więcej i coś tam się z niektórymi ideami dzieje.
W Ministerstwie Zdrowia prowadzone są analizy dotyczące możliwości i sposobu wdrożenia zmian w składce na ubezpieczenie zdrowotne [od osób samozatrudnionych - red.], które są prowadzone w porozumieniu z Ministrem Finansów
- poinformował w Sejmie wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny dodając, że "rozważane są różne możliwości dotyczące uproszczenia zasad naliczania składki, w tym poprzez ryczałtową podstawę oskładkowania".
Od 2022 r. przedsiębiorcy płacą składkę zdrowotną zależną od poziomu dochodów, a nie ryczałtową jak wcześniej. Dla wielu osób poszła ona wyraźnie w górę, choć pytanie, czy to źle - przedsiębiorcy zaczęli łożyć na publiczny system opieki zdrowotnej więcej, ale nadal najwyżej tyle samo (a czasem wciąż mniej) niż etatowcy. W każdym razie Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga obiecywały w kampanii składkowe "prezenty" dla osób samozatrudnionych i coś się tu podobno dzieje.
Inną obietnicą był "kredyt 0 procent", który już po wyborach nabrał kształtów w postaci programu "Mieszkanie na Start". Jego proponowane szczegóły opisywaliśmy tutaj. Choć Ministerstwo Rozwoju i Technologii nie podawało daty startu programu (informowano, że ruszy on w drugiej połowie roku), to oczekiwano, że będzie to lipiec. Teraz okazało się, że jednak niekoniecznie. Jak powiedział w TVN24 minister rozwoju i technologii Krzysztof Hetman, program ruszy "najpóźniej jesienią". Czyli np. październik również jest możliwy. Data startu programu nie jest ważna tylko dla potencjalnych beneficjentów, ale generalnie dla całego rynku mieszkaniowego i kredytowego, który na start nowego programu będzie prawdopodobnie oczekiwał w letargu. Dużo mniejszy popyt na kredyty widać już po styczniowych danych BIK o wnioskach kredytowych. W styczniu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało o ponad połowę mniej osób (ok. 22 tysiące) niż w grudniu ub.r., gdy kończył się program Bezpieczny Kredyt 2 procent.
Spadek popytu na mieszkania może pomóc odbudowie ich podaży. Z danych Otodom wynika, że na koniec stycznia w ofercie deweloperów dostępnych było 40,7 tys. lokali - najwięcej od dziewięciu miesięcy. Spadek popytu przy rosnącej - nie bardzo żwawo, ale jednak - podaży to przepis na przynajmniej czasowe przyhamowanie wzrostów cen mieszkań.
Minister Hetman mówił w minionym tygodniu też w Sejmie, że jego resort wkrótce przedstawi propozycje ograniczające bariery dla budownictwa mieszkaniowego.
Jeszcze inną obietnicą wyborczą było ograniczenie podatku Belki (od zysków kapitałowych) i tu też toczą się prace. Projekt zmian Ministerstwo Finansów ma pokazać jeszcze w lutym, ale rąbka tajemnicy w korespondencji z Rzecznikiem Praw Obywatelskich uchylił już podsekretarz stanu Jarosław Neneman. Wyjaśnił, że rozważane są różne koncepcje, ale "założeniem rozważanych rozwiązań jest ograniczenie ich do oszczędności lub inwestycji kapitałowych do 100 tys. zł". Rozwiązanie ma też nie powodować "nadmiernej komplikacji rozliczeń podatkowych".
Trwa proces wymiany zarządów i rad nadzorczych spółek państwowych i z udziałem skarbu państwa. W minionym tygodniu prezesem Orlenu przestał był oficjalnie Daniel Obajtek, obowiązki prezesa koncernu zaczął pełnić Witold Literacki. Rada nadzorcza spółki uruchomiła już postępowanie kwalifikacyjne na stanowiska prezesa, wiceprezesów i członków zarządu, szczegółowe warunki wobec kandydatów mamy poznać 14 lutego.
Bez prezesa pozostanie też największy polski bank - PKO BP. Jego prezes Dariusz Szwed złożył rezygnację (z dniem 14 lutego). Odwołano też zarząd PGE, obowiązki prezesa na razie pełni Eryk Kosiński. Jest też już nowa rada nadzorcza Poczty Polskiej.
Prezesa zmieniła też Giełda Papierów Wartościowych. Z funkcją pożegnał się Marek Dietl, jego następca to Tomasz Bardziłowski.
W tym tygodniu oczywiście czas na kolejne zmiany kadrowe, walne zgromadzenie akcjonariuszy zbierze się m.in. w PZU (15 lutego).
Komisja Europejska pokazała swoją propozycję dotyczącą tego, o ile mamy ściąć emisje gazów cieplarnianych do 2040 roku. Nowy cel to zmniejszenie emisji o 90 procent względem stanu z 2040 r.
Ta rekomendacja to dopiero początek debaty, bo przełożenie tej propozycji na konkretne przepisy - i namówienie 27 krajów Unii na ich przyjęcie - przypadnie już nowej Komisji po wyborach europejskich
- pisał Patryk Strzałkowski z Next.gazeta.pl. Zwracał uwagę, że cel jest wspólny dla całej Unii i nie oznacza koniecznie, że każdy kraj - w tym Polska - musi ściąć swoje emisje aż o 90 proc. - Dla Polski ten wskaźnik będzie znacząco niższy, ze względu na okoliczności takie chłodne i ciemne zimy, mały potencjał energetyki wodnej, dopiero raczkujący program jądrowy, czy niższy poziom zamożności - mówi Michał Smoleń z Fundacji Instrat. Mimo wszystko, realizacja tego celu oznacza konieczność głębokiej transformacji energetycznej.
Ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w rozmowie z PAP stwierdziła, że "przedstawiony przez Komisję Europejską cel redukcji emisji CO2 o 90 proc. do 2040 r. nie jest wiążący dla Polski, to otwarcie dyskusji" dodając, że Polska będzie negocjować "twardo i ambitnie".
W piątek 9 lutego rolnicy rolnicy zorganizowali w całej Polsce nawet około 260 protestów - w postaci blokad dróg i przejść granicznych z Ukrainą. Powody? Unijna polityka celna względem produktów rolnych z Ukrainy oraz niezgoda na Europejski Zielony Ład w proponowanym kształcie. NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" zapowiada, że blokady dróg mogą odbywać się jeszcze przez miesiąc. Premier Donald Tusk powiedział w niedzielę w Morągu, że postulatów rolników nie da się zrealizować z dnia na dzień, zapewnił jednak m.in. o kontrolach żywności z Ukrainy przekraczającej granicę Polski.
Polska nie jest wyjątkiem - "koalicja traktorów" paraliżuje wiele krajów UE. Problemy rolników w Polsce i w Europie doskonale opisała Maria Mazurek z Next.gazeta.pl w poniższym tekście:
Najbardziej prawdopodobny szacunek mówi, że PKB wzrośnie dzięki emigrantom z Ukrainy o 1,2-2 punkty procentowe w ciągu pięciu lat
- powiedział podczas sejmowej debaty wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk. Sejm przedłużył do 30 czerwca działania pomocowe dla uchodźców z Ukrainy w Polsce. Chodzi m.in. o przedłużenie ważności dokumentów legalizujących ich pobyt oraz o dalszy dostęp do świadczeń rodzinnych i opieki zdrowotnej. Za głosowali wszyscy posłowie poza tymi z Konfederacji. Ci przekonywali, że rząd nie powinien finansować przywilejów dla Ukraińców.
I właśnie w tym kontekście szacunki przedstawiał minister Duszczyk, zauważając, że polska gospodarka i budżet w ostatecznym rozrachunku na obecności Ukraińców zyskuje, a nie traci. Wyliczał m.in., że 67 proc. uchodźców wojennych z Ukrainy pracuje, płacąc podatki i składki. Ponad 750 tys. osób jest ubezpieczonych w ZUS, a więc mają umowy o pracę.
Wkład do budżetu państwa jest znaczący. Nie wyobrażam sobie dzisiaj polskiego rynku pracy bez obywateli ukraińskich. Myślę, że to byłby dla nas bardzo poważny problem z punktu widzenia konkurencyjności gospodarki wielu przedsiębiorstw, które opierają się w pewnej części na pracownikach z Ukrainy
- mówił Duszczyk. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, który opisywaliśmy na początku lutego, wynika, że Polska ma najwyższych spośród krajów OECD odsetek pracujących uchodźców z Ukrainy.
Podobne wyliczenia jak te przedstawionego przez ministra Duszczyka pojawiają się od lat. Przykładowo, z analizy ekonomistów NBP i SGH z 2021 r. wynikało, że w latach 2013-2018 Ukraińcy wypracowali 13 proc. polskiego wzrostu gospodarczego. Ich wkład podnosił w tym okresie polski wzrost gospodarczy o ok. 0,5 pkt proc. rocznie.
Negocjatorzy Rady i Parlamentu Europejskiego osiągnęli w weekend wstępne porozumienie polityczne w sprawie proponowanej reformy ram zarządzania gospodarczego w UE. Z polskiej perspektywy najważniejsze jest w nich zapewnienie, że zwiększone inwestycje obronne nie będą brane pod uwagę przy procedurze nadmiernego deficytu. Taka procedura de facto pozbawia ministra finansów części samodzielności na rzecz Brukseli, z którą trzeba konsultować wydatki tak, aby redukować deficyty w finansach publicznych.
Mamy porozumienie z Parlamentem Europejskim w sprawie nowej architektury fiskalnej UE. Zwiększone inwestycje w obronność nie będą brane pod uwagę w procedurze nadmiernego deficytu. Dostosowania fiskalne będą mogły trwać dłużej
- poinformował minister finansów Andrzej Domański.
Po wybuchu pandemii Bruksela zawiesiły reguły fiskalne dla krajów Wspólnoty. Teraz je uruchamia, ale - no właśnie - dobrze by było, aby działo się to na elastyczniejszych zasadach niż wcześniej: takich, które respektują specyficzną sytuację krajów (np. naszą obiektywną potrzebę wzmożonych zbrojeń), a jednocześnie są bardziej antycykliczne (m.in. nie każą kurczowo zaciskać pasa w stagnacji czy recesji).
Pojawiały się wśród części ekonomistów obawy, że w związku z wysokimi deficytami w sektorze rządowym i samorządowym (tzw. general government) ponad 5 proc. w 2023 r. i zapewne w 2024 r. (unijna granica to 3 procent) - Polska zostanie objęta procedurą nadmiernego deficytu. Tak zasugerowała w ostatnim tygodniu analityczka agencji ratingowej Fitch Małgorzata Krzywicka. W sporej mierze te deficyty to właśnie efekt wydatków wojskowych. Wyjęcie ich poza procedurę nadmiernego deficytu oddala ryzyko, że Polska zostanie nią objęta. A jeśli jednak tak się stanie, to ma być ona mniej restrykcyjna.
Pełnomocnik rządu ds. CPK Maciej Lasek poinformował, że wojewoda mazowiecki zwrócił do uzupełnienia wniosek o decyzję lokalizacyjną w sprawie CPK. Spółka ma na to 60 dni. Decyzja nie spodobała się poprzednikowi Laska, Marcinowi Horale, który wyliczył, że teraz otwarcie CPK nawet w 2028 r. jest niemożliwe.
Co ciekawe, w trakcie niedzielnego wystąpienia w Morągu premier Donald Tusk nie wypowiadał się o idei CPK już tak jednoznacznie negatywnie jak w poprzednich miesiącach. Podkreślał konieczność audytu inwestycji i ewentualnego rozliczenia poprzedników, ale samej inwestycji nie wykluczał.
My projekt, który dzisiaj nazywa się CPK, przeprowadzimy w interesie Polski, za publiczne pieniądze, policzone co do grosza (...) Plan inwestycyjny jest niezwykle ambitny. CPK musi być bardzo przemyślany (...) Trzeba szybko i obiektywnie ocenić, co z punktu widzenia interesów kraju jest najlepsze. Jakie miejsce, jaka skala, którędy mają iść tory pod szybką kolej. To nie jest nic nadzwyczajnego (...) Nie będzie milionów wypłacanych ludziom za koszenie łąki w Baranowie, nie będzie niesprawiedliwych wywłaszczeń. Znowu będziemy stawiali to z głowy na nogi, tak żeby nikt w Polsce nie pomyślał, że choćby jedna złotówka została zmarnowana, bo jakiś polityk ma wielkie ambicje
- mówił Tusk.
Nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy Orlenu wyraziło w minionym tygodniu zgodę na sprzedaż 100 proc. udziałów w spółce Gas Storage Poland firmie Gaz-System. O to tyle ciekawa informacja, że oznacza, że minister aktywów państwowych (skarb państwa ma prawie połowę udziałów w Orlenie) zgodził się na realizację warunku postawionego przez UOKiK przy zgodzie na połączenie z PGNiG. Można było zablokować fuzję Orlenu i PGNiG, ale uznano, że przedsięwzięcie poprzedników jest warte kontynuacji.
Minister Budka dał zielone światło na fuzję Orlenu i PGNiG, czyli jeden z kluczowych projektów Daniela Obajtka
- podsumował Bartek Godusławski z "Business Insider Polska".
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: