Dwanaście miesięcy koronawirusa w Polsce na dwunastu wykresach. Tak zmieniały się liczby i nastroje

Mija rok od wykrycia pierwszego zakażenia koronawirusem w Polsce. W tamtym trudnym czasie rozpoczęliśmy na Gazeta.pl regularne publikacje wykresów z danymi epidemicznymi z Polski i świata, a także prognozami rozwoju sytuacji. Zerknięcie w te liczby - będąc bogatszymi o zebraną przez rok wiedzę i doświadczenia - jest niezwykłe.
Zobacz wideo Dr Skirmuntt: Brytyjska odmiana wirusa może być w Polsce od dawna

MARZEC 2020

Zaskoczone rosnącą liczbą zakażeń w wielu krajach zachodniej Europy - m.in. we Włoszech, Hiszpanii czy Belgii - Polska i świat zaczynają się uczyć, czym jest koronawirus SARS-CoV-2 i pandemia. W Polsce patrzymy na dramatyczne obrazy np. ze szpitali we włoskiej Lombardii i wyczekujemy - czy u nas także dojdzie do takich scen. Szczęśliwie wiosną nie dochodzi, bo dość skutecznie "wypłaszczyliśmy" krzywą zakażeń.

"Wypłaszczanie" weszło wówczas do kanonu covidowych haseł, często posługiwał się nim ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski. I choć słowo to bywało później obiektem kpin, mimo wszystko nieźle oddawało i oddaje to, na czym polega nadal stosowana przez większość krajów strategia walki z pandemią.

A chodzi o to, aby "środkami kontrolnymi" - restrykcjami - spowalniać rozprzestrzenianie się wirusa. Wówczas system opieki zdrowotnej - rozumiany zarówno jako personel medyczny, jak i łóżka, sprzęt, karetki itd. - jest w stanie udźwignąć dodatkowe obciążenie. Gdy przekroczy się krytyczny limit możliwości systemu, po prostu pada i nie jest w stanie pomóc wszystkim potrzebującym (zarówno zakażonym koronawirusem, jak i z innymi schorzeniami). 

embed

Oczywiście wiele dzieje się także w marcu (oraz w kwietniu) w gospodarce. Początkowo rząd niemrawo bierze się do pomocy przedsiębiorcom, mówi np. wyłącznie o odroczeniu, a nie umorzeniu zobowiązań (np. składek ZUS). Firmy są przestraszone i wściekłe, a nie mogą działać.

Niebawem rząd reflektuje się jednak i ogłasza działania antykryzysowe warte łącznie ponad 200 mld zł. Znaczna część tych środków zostaje "wydrukowana" przez Narodowy Bank Polski - oczywiście tylko dosłownie. Chodzi o zobowiązanie do skupu wyemitowanych przez państwowe instytucje obligacji na rynku wtórnym.

Wykres pokazujący scenariusze rozprzestrzeniana się epidemii koronawirusa i wpływu na służbę zdrowia w przypadku podjęcia i niepodjęcia środków zaradczychCOVID-19. Ten wykres pokazuje, co nam dają środki zaradcze i izolacja

KWIECIEŃ 2020

Druga połowa kwietnia to czas, w którym można powoli mówić o stabilizacji czy spadku dziennej liczby zakażeń w krajach najmocniej dotkniętych wiosenną falą - m.in. Belgii, Włoszech, Hiszpanii czy Stanach Zjednoczonych. Drastyczne lockdowny dają skutek.

A Polska? U nas liczba zakażeń jest stabilna na poziomie mniej więcej 300-400 zakażeń dziennie. Minister Szumowski wskazuje, że szczyt zachorowań mamy cały czas jeszcze przed sobą.

Mimo wszystko zapadają pierwsze decyzje o luzowaniu obostrzeń. Od 20 kwietnia w końcu legalnie można wejść m.in. do lasów i parków i w ogóle można się już przemieszczać "w celach rekreacyjnych". Nieco więcej osób może wejść do sklepów - kolejki przed sklepami zmniejszają się. Papier toaletowy ponownie pojawia się na sklepowych półkach. 

Symbolicznych liczb i danych z marca i kwietnia z Polski i całego świata jest mnóstwo - to okres strachu i fatalnych nastrojów w gospodarce. Ale bardzo wiele mówi także m.in. wykres zmiany poziomu gotówki w obiegu w Polsce.

W marcu z bankomatów czy kas banków wypłaciliśmy ponad 26 mld zł, a w kwietniu kolejne 20 mld zł. To absolutnie bezprecedensowe kwoty. W marcu był to oczywiście efekt pierwszego uderzenia epidemicznego lęku - przed bankomatami ustawiały się długie kolejki, w maszynach brakowało pieniędzy, prezes NBP musiał uspokajać, że "mamy nieprzebrane ilości gotówki". W kwietniu dołożony został wielu Polakom dodatkowy strach - pojawia się fake news, jakoby z powodu kryzysu od pieniędzy zgromadzonych w bankach miałby zostać pobrany podatek. Polacy znów ruszyli do bankomatów, wyciągać pieniądze z kont.

embed

'Wywiady Sroczyńskiego'Dr Paczos, Uniwersytet w Cardiff: Musimy potężnie się zadłużyć i dopuścić inflację

MAJ 2020

Z dzisiejszej perspektywy - doświadczeni tym, co dzieje się w Polsce od jesieni - maj można wspominać jako idyllę. W życie wchodzą kolejne etapy rozmrażania gospodarki i życia społecznego. 30 maja zniesiony zostaje obowiązek noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach.

Liczba zakażeń wciąż jest stabilna - na poziomie mniej więcej 300-400 dziennie. Stracha napędza nam sytuacja na Śląsku, gdzie pojawiają się ogniska zakażeń w kopalniach. - Lepszym miejscem dla koronawirusa niż kopalnie są tylko koszary i więzienia - mówi nam wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

12 maja Ministerstwo Zdrowia informuje o 595 nowych przypadkach koronawirusa w Polsce - to rekord. Aż 492 z tych przypadków odnotowano w województwie śląskim. Mimo wszystko nie dochodzi jednak do kolejnych wzrostów. 

Choć sytuacja jest stabilna, to właśnie to cały czas martwi ekspertów. W innych krajach liczba zakażeń spada, w Polsce wciąż mamy ich cały czas mniej więcej tyle samo. Narzekamy też na bardzo małą, na tle innych krajów Europy, liczbę wykonywanych testów.

embed

CZERWIEC 2020

Czerwiec to z jednej strony dalsze problemy na Śląsku i kolejny dobowy rekord zakażeń (599 - 8 czerwca). Jesteśmy też wówczas jednym z krajem UE z największą liczbą nowych przypadków.

Z drugiej strony jednak - w drugiej połowie czerwca liczba notowanych zakażeń spada. Polacy zaczynają ruszać na wczasy, a politycy - w Polskę. 28 czerwca ma odbyć się pierwsza tura wyborów prezydenckich (przełożona z 10 maja). 

Można rzec, że koronawirusowy kurz trochę opada i widać skalę szkód, którą wyrządził na wiosnę lockdown i wszechobecny strach. Świetnie pokazują to statystyki z raportu fundacji Onkologia 2025 "Onkologia w czasach COVID-19". Ukazuje się ono we wrześniu, ale jest obrazem sytuacji z wiosennego lockdownu.

Okazuje się, że w kwietniu i maju br. wykonano o ok. 90 proc. mniej badań mammograficznych i cytologicznych niż rok wcześniej. O jedną trzecią spadła liczba wydanych kart diagnostyki i leczenia onkologicznego, o kilkadziesiąt procent liczba konsultacji pierwszorazowych. Eksperci ostrzegają, że więcej szkód będzie z zachorowania i opóźnionej diagnozy na nowotwory niż w konsekwencji zakażenia koronawirusem.

Oczywiście onkologia to tylko przykład. Zaniedbania wynikające z odwoływanych zabiegów, bardzo utrudnionego dostępu do badań i specjalistów, a także po prostu ze strachu przed wizytą w szpitalu czy przychodni, widać w zasadzie w każdej dziedzinie leczenia.

embed

LIPIEC 2020

Lipiec zaczynamy w fantastycznych nastrojach. A przynajmniej robi to premier Mateusz Morawiecki, który 1 lipca ogłasza pierwsze zwycięstwo nad epidemią.

Koronawirus jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca. Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się. Idźmy na wybory

- zachęca premier na wiecu. 

embed

Ten miesiąc kończymy jednak w znacznie gorszych nastrojach. 30 lipca pada kolejny rekord zakażeń - 615 przypadków. Na początku sierpnia kolejne.

Koronawirus rozkręca się także w innych krajach. Wprawdzie oczy świata zwrócone są m.in. na Stany Zjednoczone i Brazylię, ale problemy z COVID-19 zaczyna zgłaszać także Europa, przede wszystkim Hiszpania. Tam, a także np. na Litwie czy w Belgii, powracają obostrzenia. To m.in. limity spotkań towarzyskich czy obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych. 

SIERPIEŃ 2020

Z dzisiejszej perspektywy niemrawo, ale jednak rośnie liczba zakażeń w Europie. Polski rząd także zaczyna być zaniepokojony kolejnymi rekordami i 8 sierpnia tworzy żółte i czerwone strefy. To powiaty, w których zakażeń jest najwięcej. Początkowo na liście jest łącznie raptem 19 powiatów.

Pojawia się także coraz więcej danych z gospodarki z drugiego, "lockdownowego" kwartału. GUS informuje, że PKB Polski w drugim kwartale br. spadł o 8,2 proc. rok do roku i o 8,9 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem br. To największe tąpnięcie od 30 lat, choć mimo wszystko niższe niż w krajach zachodniej Europy.

Ważne dane płyną także z rynku pracy. Okazał się on mocno "zahibernowany" podczas wiosennego lockdownu. Liczby są oczywiście słabe - w drugim kwartale 2020 r. z polskiego rynku pracy zniknęło 151 tys. osób pracujących. Ponad 100 tys. osób zarejestrowało się w urzędach pracy. Podobna była skala osób, które "wpadły" w bierność zawodową. Blisko 900 tys. osób więcej niż w pierwszym kwartale, pomimo bycia zatrudnionymi, nie wykonywało swojej pracy.

Jednak skala uderzenia koronakryzysu w polski rynek pracy okazała się mniejsza od czarnych prognoz, ze względu na determinację pracodawców i pracowników oraz dzięki szerokiemu wykorzystaniu rządowych mechanizmów osłonowych.

Na marginesie - dane z kolejnych miesięcy wskazują, że najmocniej pandemia uderzyła na rynku pracy w młodych - często zatrudnionych w gastronomii, turystyce czy kulturze (to branże najmocniej dotknięte lockdownami), bez doświadczenia, na niestabilnych formach zatrudnienia.

embed

WRZESIEŃ 2020

Sytuacja zdecydowanie zaczyna być "nieciekawa". W Europie liczba notowanych zakażeń przekracza tę z najtrudniejszego momentu wiosennej fali.

W Polsce dzieci wróciły do szkół, dorośli wrócili do pracy stacjonarnej. Ogólnie - więcej czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach.

Od 15 września zaczynamy obserwować szybki wzrost liczby przypadków. Pod koniec miesiąca jest ich już ponad 1,5 tys. dziennie, a Polska zaczyna się przekonywać, czym jest wykładniczy przyrost zakażeń. Zaczyna rosnąć także liczba osób hospitalizowanych czy zajętych respiratorów.

embed

PAŹDZIERNIK 2020

Liczba wykrywanych zakażeń rośnie z dnia na dzień. Pod koniec miesiąca przekracza 20 tys. dziennie. A eksperci i tak alarmują, że tych niediagnozowanych jest kilkakrotnie więcej. 

Epidemiolodzy są zaskoczeni późno wprowadzanymi przez rząd obostrzeniami. Dopiero 10 października wszystkie powiaty w Polsce zostają żółte (38 z najgorszą sytuacją jest czerwona). Znów musimy nosić maseczki także w otwartych przestrzeniach.

Po jedenastu dniach premier ogłasza, że w całym kraju mamy czerwoną strefę. I bez tego mało który powiat pozostawałby żółty. Po kolejnych dziewięciu dniach piszemy, że niektóre powiaty mogłyby być purpurowe, a nie czerwone. A prognozy mówią - to jeszcze nie koniec wzrostów.

embed

Coraz większą uwagę zaczynamy zwracać na statystyki osób w szpitalach. Już w pierwszej połowie października w części regionów dane Ministerstwa Zdrowia o ponad połowie wolnych łóżek i respiratorów są przez lekarzy przyjmowane z niedowierzaniem. Kolejne tygodnie to kolejki karetek przed szpitalami, pacjenci wożeni pomiędzy kolejnymi placówkami i godziny oczekiwania na ambulans.

1 października mieliśmy w Polsce ok. 2,7 tys. osób z koronawirusem w szpitalach. 31 października - ponad 16,4 tys. Na początku miesiąca pod respiratorami było 166 osób. Na koniec - niemal 1400. 

LISTOPAD 2020

Mam czasami takie wrażenie, że świata medycznego, w którym do tej pory funkcjonowaliśmy my, nasi pacjenci, po prostu już nie ma. Załamał się nam system. Inne są statystyki mówiące o wolnych łóżkach, o możliwościach szpitalnych, a rzeczywistość jest taka, że karetki jeżdżą, jest brak totalnie miejsc

- mówi 9 listopada prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Pandemia poturbowała system opieki zdrowotnej. Skala tego zdarzenia nas przerosła

- przyznaje wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.

Według statystyk, połowa listopada to w Polsce najgorszy moment pandemii. Od tamtego momentu liczba zakażeń zaczyna spadać, choć pojawiają się wówczas wątpliwości co do jakości danych o zakażeniach (w drodze z lokalnych sanepidów do Ministerstwa Zdrowia giną tysiące przypadków, wkrótce na sanepidy nałożony jest zakaz publikacji danych). 

Za spadkiem wykrywanych zakażeń po części stać może wówczas także tzw. covidowa szara strefa. O ile we wrześniu czy październiku wielu Polaków chciało się testować prywatnie - czasem nawet "w ciemno", bez objawów zakażenia - o tyle po kilku tygodniach sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Byliśmy przestraszeni, że my i nasi domownicy będziemy musieli przebywać na kwarantannie lub izolacji. Unikaliśmy więc testowania jak ognia.

Polacy próbują przekierować naszą uwagę na inne dolegliwości, aby dostali cztery-pięć dni zwolnienia. Natomiast my już przez telefon słyszymy, że ta osoba ma objawy infekcji - kicha, kaszle, ma zmieniony głos. Bardzo często pacjenci nie chcą się do tego przyznać, mówią np. "przed chwilą się zakrztusiłem". Covidowe podziemie nasila się

- mówiła w rozmowie z Gazeta.pl dr n. med. Agata Sławin.

Patrol policji w czasie epidemii koronawirusa (zdjęcie ilustracyjne)Covidowa szara strefa w Polsce. "Ludzie urządzają różne manewry"

Mimo wszystko pod koniec listopada powoli zaczyna spadać też liczba zajętych łóżek i respiratorów - choć nadal jest dramatycznie wysoka. Dopiero w pierwszych dniach grudnia schodzimy poniżej poziomu 2 tys. respiratorów i 20 tys. łóżek "covidowych" w użyciu.

Choć lekarze uwijają się w ukropie, a w Polsce umiera dwa razy więcej osób niż powinno, premier Morawiecki 30 listopada ogłasza na Facebooku: "Dane nie kłamią. Wygrywamy z epidemią!".

Listopad jest najdramatyczniejszym miesiącem w powojennej historii Polski. Umiera wówczas ponad 64 tys. osób - około dwukrotnie więcej niż średnio w poprzednich latach. Ale październik i grudzień 2020 r. także były fatalne - wówczas można mówić o blisko 50-procentowej "nadwyżce". Łącznie Polska skończyła 2020 r. z blisko 480 tys. zmarłych - o ok. 70 tys. więcej niż rok wcześniej.

Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że ok. 70 proc. "dodatkowych" śmierci dotyczyło osób zakażonych koronawirusem, choć formalnie tylko w nieco ponad połowie z tych przypadków za przyczynę zgonu uznano SARS-CoV-2. Jednak ok. 30 proc. "nadmiaru" śmierci to osoby, u których nie stwierdzono zakażenia.

embed

GRUDZIEŃ 2020

Liczba zakażeń w Polsce sukcesywnie spada, choć nadal jest bardzo wysoka. W drugiej połowie miesiąca średnia siedmiodniowa jest już jednak poniżej 10 tys. dziennie.

2 grudnia pęka w Polsce milion stwierdzonych zakażeń koronawirusem (choć tych niezdiagnozowanych jest kilkukrotnie więcej). Widać wówczas, jak bardzo mało byliśmy dotknięci pandemią do jesieni. Jeszcze dwa miesiące wcześniej nie mieliśmy w Polsce nawet 100 tys. łącznie wykrytych zakażeń. Granica ta pękła dopiero 5 października. Jesienna fala koronawirusa sprawiła jednak, że licznik zaczął kręcić się w zatrważającym tempie. Kolejne 100 tys. zakażeń odnotowaliśmy po 16 dniach (21 października), następne po 8 dniach (29 października), a w listopadzie granice te pękały co cztery-pięć dni. 

embed

Grudzień to także czas podsumowań roku. Dane, które spływały z GUS już w 2021 r., wskazały na 2,7-procentową recesję w Polsce w 2020 r. Bolesna, choć jedna z płytszych w Europie.

Rząd wykazuje też na koniec roku rekordowo wysoki deficyt budżetowy - ok. 85 mld zł. Choć i tak to dużo mniej niż niemal 110 mld zł, które zakładał w ustawie budżetowej. Jednocześnie jednak o ponad 140 mld zł wzrosło zadłużenie poza budżetem centralnym - a to za sprawą antykryzysowych rozwiązań w BGK (82 mld zł) i PFR (62 mld zł).

STYCZEŃ 2021

W 2021 r. wchodzimy z obawami, ale i nadziejami. Obawy rodzą nowe, bardziej zakaźne mutacje koronawirusa, m.in. brytyjska, która panoszy się już do grudnia nie tylko na Wyspach, ale też choćby w Czechach, na Słowacji, w Portugalii czy w Izraelu.

Nadzieje daje oczywiście szczepionka. W Polsce proces szczepień wystartował 27 grudnia 2020 r. Do 3 marca udało się wykonać w Polsce niespełna 3,4 mln osób - 1,2 mln otrzymało dwie dawki, ok. 1 mln jest po pierwszej i czeka na drugą.

Rząd chwali się, że stworzył system, w ramach którego można szczepić po kilka milionów osób miesięcznie. Problemem są jednak obcinane dostawy szczepionek od kolejnych producentów.

Wzorem dla świata jest Izrael, gdzie szczepienia idą w błyskawicznym tempie. Już na początku lutego blisko 80 proc. osób w wieku 60 plus otrzymało dwie dawki szczepionki przeciw koronawirusowi. Prof. Eran Segal z Instytutu Naukowego Weizmanna w Rechowocie pokazuje dane o liczbie przypadków i hospitalizacji i pisze: "Ostrożnie mówimy, że zaczęła się magia". Kolejne dane wskazują na to, że w Izraelu, choć jednocześnie mocno gnębionym brytyjską odmianą koronawirusa, wyraźnie spada liczba osób hospitalizowanych w grupie największego ryzyka, czyli wśród osób 60 plus.

embed

.Izrael liderem szczepień przeciw COVID-19. Ale jest też oskarżany

LUTY 2021

Początek 2021 r. to także rosnąca frustracja Polaków - przede wszystkim przedsiębiorców - wobec restrykcji. Część restauracji czy klubów otwiera się, szybko mają wizyty policji i sanepidu. Po "partyzancku" otwierają się także niektóre pensjonaty czy kwatery prywatne.

Mimo stabilnej w styczniu liczby zakażeń, rząd ostrożnie dawkuje luzowanie obostrzeń. Choć z epidemicznego punktu widzenia to zrozumiałe, przedsiębiorcom kończy się cierpliwość, bo w listopadzie rząd zapowiadał, że przy takiej liczbie przypadków bardzo wiele biznesów będzie mogło funkcjonować w reżimie sanitarnym. Tymczasem wciąż muszą być zamknięte. Od 18 stycznia ponownie mogły działać tylko galerie handlowe (wcześniej otwarto jest na cztery tygodnie przed Bożym Narodzeniem, by po świętach je znów zamknąć), do szkół poszły dzieci z klas I-III.

Rząd w lutym podejmuje jednak decyzję o nieco odważniejszym luzowaniu. Od 12 lutego mogą działać - choć w reżimie sanitarnym i z limitami klientów - m.in. hotele, kina, teatry, baseny, stoki. Jeszcze w ten sam weekend symbolem staje się impreza turystów na Krupówkach.

Druga połowa lutego to niestety pogorszenie w statystykach zakażeń. Rząd zdawał sobie sprawę, że luzowanie przyniesie wzrost przypadków, mimo wszystko dane znów robią się niepokojące. Ponownie pojawiają się dni z ponad 10 tys. przypadków, w środę 3 marca to już niemal 16 tys. - najwięcej od trzech miesięcy. Od połowy lutego do 3 marca liczba zajętych łóżek "covidowych" i respiratorów rośnie o 25-30 proc.

embed

24 lutego minister zdrowia Adam Niedzielski ogłasza, po czterech miesiącach, powrót do regionalizacji obostrzeń. Dodatkowe restrykcje zostają wprowadzone w województwie warmińsko-mazurskim. Od 27 lutego na powrót zamknięte są tam m.in. hotele, galerie handlowe, kina, baseny czy muzea. Także nauka dzieci z klas I-III szkół podstawowych odbywa się znowu zdalnie.

W kilku kolejnych województwach liczba zakażeń niebezpiecznie rośnie, najbliżej dodatkowych restrykcji jest województwo pomorskie.

.Warmińsko-mazurskie najmocniej dotknięte pandemią. Dlaczego akurat ono? Szukamy tropów

Więcej o: